Foto zmiany

Losowy album

Zostań współautorem !

Napisz do nas


Nasze Statystyki Odwiedzin
Hasło - sprawdzam
stat4u

Nienadowski diabeł


część - 20

[1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] 20 [21]



Komisja Konsystorska

To czego ks. Paweł Smoczeński domagał się od kilku miesięcy,: wyświetlenia przypadku Hanusi Chorzępianki przez stosowną Komisję powołaną zarządzeniem Ordynariatu biskupiego, nastąpiło w momencie najmniej chyba przezeń spodziewanym. Z pozostawionych notatek dowiadujemy się:
Dnia 20 i 30 - 06 - 1898, była Komisya. Ks. Gryziecki proboszcz z Rzeszowa, jako prezes, ks. Stafiej ze Staromieścia i ks. Łokietek z Medyni, przesłuchali rodzinę, wójta, mnie i nauczyciela i mnóstwo różnych świadków, którzy prawie jak pod przysięga zeznawali, co widzieli i słyszeli i dn: 30 -06 w nocy od 10-12 przesłuchiwano mnie i to com opowiadał było w ich oczach fantazją, zmyśleniem, halucynacją, a cała sprawa oszustwem, to co drudzy opowiadali głupstwem nieprawdopodobnym.

Po Komisyi objawy wróciły, przeniosło szkła z lampy z domu Chorzępy Jędrzeja i jego zięcia - ginęły kwiatki, narzucało gnoju, zaczęło rozwiązywać powrozy, albo tak skręcać, że ledwie z trudnością zdołano rozwikłać, do strawy rzucało im naftę, a cielę smarowało gnojem. Od 15-31 lipca objawy wróciły z całą siłą, tak, że rodzina zdecydowała się oddać dziewczynę do szpitala.

Dziewczynę odwieziono do szpitala w Rzeszowie dn. 31 lipca, gdzie zabawiła do dnia 26 sierpnia br. Żadnych zjawisk nie było, stąd zrobiono z całej sprawy oszustwo - pytano się dziewczyny i matki o zajściach, ale wszystko potępiano jako nie możliwe.

26-08 dziewczyna wróciła do domu w stanie niezmienionym i przez całą noc chorowała, ale objawów jeszcze nie było, nie pokazały się.

Dnia 28-06 otrzymałem list od ks. Gryzieckiego, który to w całości przytoczę:
Ś. J. Chr. Kochany księże Pawle ! Hanusię dzisiaj odesłałem do Nienadówki. Pokazało się, ze to nie była ani hipnoza, ani somnambulizm, ani opętanie, ale proste ohydne oszustwo, w którym udział brali oprócz Hanusi, jej rodzice, sługa i szwagier. Hanusia przyznała się do wszystkiego, wzdychała ciężko, z powodu ciężkich świętokradztw, jakiemi, tak często się źle spowiadając obciążyła swoje sumienie. Teraz już odprawiła spowiedź i pojednała się z Bogiem, jedyną, jej troską jest, a by też Matusia chciała się nawrócić i nie poszła do piekła. Oto taki koniec tej sprawy, której kochany ksiądz Paweł tak wiele poświęcił drogiego swego czasu i która tyle Go nabawiła kłopotów - będzie to dobrą nauczką, przynajmniej, że nie można być łatwowiernym i że wielkiej potrzeba ostrożności, bo wielką, bywa prawdziwie czasem szatańska złość i przewrotność ludzka . Co do tego jak teraz postąpić, pisałem do Jwnego biskupa Księdza Biskupa, prosząc o informację. Całuję kochanego księdza Pawła serdecznie Rzeszów, dn. 26-06-1898 r. Sługa i brat, ks. Stanisław Gryziecki.

Z listem, po którego odczytaniu pomyślałem sobie: jakież to nędzne indywiduum, ten prezes, poszedłem do Chorzępy, którym odczytałem list w całej rozciągłości. Matka powiada: w Rzeszowie nic mi nie uwierzyli, gdym opowiadała o nowych zajściach, ks. kanonik mi powiedział: to fałsz i, zgnijesz w kryminale jak pies ! Coście na to powiedzieli ? Powiedziałam, że w kryminale psów nie trzymają, ale ludzi, a jak mi przyjdzie umrzeć w kryminale, to wszystko jedno - zawsze umrzeć muszę. Hanusia bliska omdlenia opowiadała, że wszystko, co mówiła, przekręcali w szpitalu. ?

W szpitalu zakonnice przykazały Chorzępów, żeby nikomu nie opowiadała co jest, że źle zrobiła, że swoją, tak ładną córeczką osławiła po świecie. Chorzępka powiedziała, że temu winien ksiądz i organista.
Sprawa zatem jeszcze nie weszła na właściwe tory. Do dnia 25-09 br. była cisza, czy były jakie objawy, nie wiadomo, domownicy tają.
Dnia 25-09 nadeszło pismo z Konsystorza obrządku łacińskiego do mego ks. proboszcza, które to w całości przytaczam bez żadnego komentarza.

Do Przewielebnego Księdza Antoniego Momidłowskiego Proboszcza w Nienadówce. Zbadanie Anny, dziewczyny z Nienadówki, rzekomo przez złego ducha opętanej, poleciliśmy Przewielebnemu ks. Stanisławowi Gryzieckiemu, proboszczowi rzeszowskiemu, jako naszemu delegatowi, który tą dziewczynę umieścił w szpitalu rzeszowskim. Pismem z dn.: 28-08-1898 r. doniósł Nam , tenże Delegat co następuje:

Hanusia z Nienadówki dziś wreszcie po trzytygodniowym pobycie w szpitalu zostając pod wpływem poczciwych Sióstr Miłosierdzia, przyznała mi się wobec Siostry Przełożonej, że wszystko, co się działo w Nienadówce, była komedyą, że robiła to w porozumieniu z rodzicami, służącą i szwagrem. Jutro ma pójść do spowiedzi, bo wiele świętokradztwa ciąży, na jej sumieniu, gdyż chodziła do spowiedzi do ks. Smoczeńskiego trzy razy tygodniowo, przez cały czas, jak owe dziwy się działy, a wszystko taiła.
Przewielebność Wasza wezwawszy rzeczoną dziewczynę, nakaże jej w Naszem imieniu, by dla naprawienia danego zgorszenia przez swoje sprytne oszustwo i świętokradzkie przyjmowanie św. sakramentów, jako też znieważenie św. błogosławieństw i egzorcyzmów kościelnych, które były bez potrzeby wykonane i dlatego bezskutecznymi się okazały, w obec Twej Przewielebności, jako też Naczelnika Gminy i kilku najważniejszych gospodarzy, przyznała się do winy.
Przewielebność Wasza przedstawi tej dziewczynie, jej rodzicom, szwagrowi i służącej, jak okropnej i ohydnej dopuścili się zbrodni a po tem po ojcowsku ich upomni i zachęci do szczerej i prawdziwej pokuty celem przebłagania Majestatu Bożego i odwrócenia gromów słusznie zagniewanej Sprawiedliwości Bożej z powodu tak wielkiej zniewagi św. relikwii, za tyle świętokradztw i zgorszeń.
Jeden egzemplarz sprawozdania z tej bardzo smutnej sprawy podpisanego przez Waszą Przewielebność, przez obwinioną i przez świadków prześle przewielebność Wasza, Ordynaryatowi Biskupiemu, a drugi egzemplarz przechowa w aktach parafialnych. Z Ordynaryatu Biskupiego obrz. łac. w Przemyślu, 13 września 1898 roku. Łukasz Sołecki, Bp.


Na to pismo dał ks. Antoni Momidłowski następującą odpowiedź:

Jaśnie Wielmożny Najprzewielebniejszy Arcypasterzu ! Po otrzymaniu pisma J.W. Najp. Arcyp. z dnia 13-09-1898 r., l. 2638, wezwałem Annę Chorzępiankę do siebie i zacząłem przedstawiać jej straszny grzech, którego się dopuściła udając złego ducha, robiąc różne psoty w domu - ale widziałem, że tę mowę moją słuchała z wielkim zdziwieniem, w końcu rzekła: - A przecież ja się tego grzechu nie dopuściłam, bom nic z tego nie robiła, co w domu zły duch dokazywał. Wtedy przypomniałem jej własne przyznanie się przed ks. delegatem. Na to rzekła: Ja nic nie pamiętam, bym się do tego przyznawał, chyba, że to wtedy, gdym się strasznie zalękła i nic nie wiem com wtedy gadała. Czegóżeś się zalękła ? - pytam. Bo ksiądz ostro do mnie przemówił. I przy tem obstawała do końca - mimo wszelkich usiłowań nie uznała się za winną. Aby ją do tego zmusić, trzeba by jej było przedstawić pojedyncze fakta, oszustwa przed oczy a ja nie wiem o żadnym takim fakcie, bo i żandarm przez długi czas czuwali nad domem tym i nikogo na gorącym uczynku oszustwa nie przechwycili, a nie wiem także jakie to oszustwa Ks. Delegat wykrył, a własne wyznanie obwiniona stanowczo odpiera.
Z tych powodów nie zapraszałem wójta i innych gospodarzy, bo gdy obwiniona przede mną do winy się nie przyznała, to by się oi przed wójtem nie przyznała, tem bardziej, że od paru tygodni w domu tym te same psoty zaczynają się powtarzać, które się dawniej działy.
To zjawiają się niespodzianie wśród dnia obrzydłe kupy gnoju ludzkiego w domu to w garnku, w którym się jadło gotowało, znajduje się na dnie różne szczerupy lub surowe ziemniaki, to nagle giną spod ręki różne rzeczy, chociaż nikogo prócz gospodarzy owego w domu nie było.

Powyższe fakta podaję bez żadnych uwag, gdyż to jest opowiadanie gospodyni owego domu.
Dziewczynę znalazłem bardzo nerwowo rozstrojoną: wyszedłszy ode mnie czułą się tak znękana że tego dnia, już nic do ust nie wzięła, ciągle narzekała, że jest nieszczęśliwą, chociaż jak najłagodniej z Nią rozmawiałem. Ks. A. M. Nienadówka, dn. 30-09-1898 r.


Tak więc postawa bezpośredniego zwierzchnika osłodziła nieco gorycz położenia ks. Smoczeńskiego. "Czy dziewczyna mogła przyznać się do oszustwa ?" - zastanawia się gorączkowo w dalszym ciągu zapisków. Po czym przytacza argumenty, zdecydowanie wykluczające taką ewentualność. Według niego - choćby nie tylko obwinionej rodzina , ale i cała gmina zmówiła się, to i tak nie byłaby wstanie ani razu dokonać czegoś z tych rzeczy, jakie miały miejsce w chałupie Chorzępów. Zresztą, jaki cel tego oszustwa ? zapytuje"
Następnie usiłuje po swojemu wyjaśnić fakt "załamania się" Hanusi: mogła to uczynić z tęsknoty za domem rodzinnym, lub pod naciskiem, zakrzyczana. Jednak zdaniem ks. wikarego, "wobec tego, co doświadczył p. Beigel i inni żandarmi i co zeznawało 20 naocznych wiarygodnych świadków, nie należało dziecku wierzyć, gdyby nawet z płaczem przyznała się do oszustwa, to przyznanie nie powinno mieć znaczenia."

[1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] 20 [21]


About | Privacy Policy | Cookie Policy | Sitemap
Copyright © Bogusław Stępień - 08/05/2013