Foto zmiany

Losowy album

Zostań współautorem !

Napisz do nas


Nasze Statystyki Odwiedzin
Hasło - sprawdzam
stat4u

Nienadowski diabeł


część -3

[1] [2] 3 [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21]



Gdy rozeszła się wiadomość o niezwykłych wydarzeniach w Nienadówce, do chałupy Chorzępów poczęli się zjeżdżać gości, żądni ciekawych wrażeń. Niektórzy zmyleni wyglądem gospodarzy, sądzili, że Ci - cierpiąc nędzę - dla chęci zarobku rozgłosiła o niezwykłościach, jakie trapią ich córkę. Działając przytomnie ks. Smoczeński zakazał brać pieniędzy od gości, gdyż jak zauważył, "jedna korona wystarczyła do potępienia Chorzępów jako oszustów". Jednak nie do końca dało się tego ustrzec, gdyż "ks. Stafiej dał Hanusi koronę, choć usilnie prosiłem, żeby nie dawano" - żali się ks. Smoczeński

Znacznie bardziej jednak zaprzątało mu głowę inne zagadnienie. "W świecie rozeszły się wieści, że diabeł usadowił się w Nienadówce, ale nie było żadnej komisji, żeby udowodnili i przekonali się, co było na tem. Mimo starań, mimo zabiegów, listów rozesłanych na wszystkie strony do Lwowa, do Starej Wsi pod Brzozów , sprawą nikt nie chciał się zająć sumiennie. Wszelkie próby by się ktoś zajął, skończyły się największym dla mnie upokorzeniem" - wyznaje z goryczą.

"Każdy kto się zjawiał chciał mieć przed oczyma jakiś dowód, tymczasem, mimo próśb, wyzwań, mimo ofiarowanej płacy, nic nie widział. jeden ofiarował 5 zł r. żeby się diabeł pokazał, jeden zażyczył sobie, by diabeł wszedł w niego, inny znowu zaglądał popod ławę, do pieca, pod łóżko, na piec, na strych, a skoro nic nie widział, przekonany, że wszystko jest podejrzane, trąci oszustwem, bałamuceniem ludności, wyjeżdżał czym prędzej, z Nienadówki"

Gdy tylko cała sprawa wyszła na jaw, dziewczynę wielokrotnie indagowano wypytując ją o jej zajęcia, zdarzenia z przeszłości, próbowano ją usypiać. Dr. Ciepielewski, lekarz powiatowy z Kolbuszowej ,zaopatrzony w jakąś "elektryczną maszynkę" czynił nawet próby ujawniania diabła przez wywołanie. Wszystko bez skutku. Każdy z niczem wyjeżdżał - konstatuje ks. Smoczeński.

powiększ zdjęcie Wkrótce jednak sytuacja uległa korzystnej zmianie o tyle, że "w czasie okresu rzucania rzepą, każdy kto się tylko pokazał i zatrzymał do nocy, musiał dostać rzepą, jeżeli tylko wyraził życzenie, że chce dostać. Dostawali w nos, w zęby, w oczy, w skroń, w głowę, w piersi, w plecy, a jednak mimo troskliwych badań nikogo nie złapano kto bił !"

Według zapisków ks. wikarego, sytuacja rozwijała się następująco:
"Do dnia 27-11-1897 roku byłem w domu Chorzępów 5 razy, ale nic nie zauważyłem. Raz jeden w tym czasie spostrzegłem w dwóch miejscach, w sieni, sporo uryny, świeżo nalanej. Z domowników nikt nie mógł tego uczynić, bo podczas święcenia domu wszyscy byli obecni. Jeździłem zawsze w biały dzień by dom poświęcić, bo jak mówiono, po każdym święceniu w psotach przez 3-5 dni dni następowała folga.

Dnia 21.11.1897 r. wstąpił do mnie ks. Gieraza Wojciech, ówczesny administrator w Sokołowie, potem proboszcz w Rzepienniku, zachęcając mnie bym pisał do Konsystorza, że w Nienadówce jest na pewno diabeł. Opowiadał, że przyjechał do domu Chorzępy z tem przekonaniem, że w domu nic nie ma. W domu Chorzępy usiadł przy ścianie na ławie, zakrył się z jednej strony futrem, z drugiej organistą, szczelnie głowę przyłożył do ściany, a ustawił się tak obronnie, że żaden z domowników żadną miarą nie mógł go uderzyć. Po zgaszeniu światła mówi: bij ! W tej chwili dostaje od strony ściany rzepą w skroń tak silnie, że stracił przytomność, zbladł, zabiera rzepę, przychodzi do mnie wstępuje do proboszcza, wraca do Sokołowa i opowiada wszystkim, że w domu Chorzępy jest rzeczywiście diabeł. Ks. Giereza jest księdzem od 9 lat, człowiekiem zasługującym na wiarę.

Wiele do tego czasu nasłuchałem się opowiadań o strachu u Chorzępy, ale ja jeszcze niczego nie doświadczyłem. Postanowiłem tedy wybrać się wieczorem zatrzymać się dłużej w domu Chorzępy, żeby koniecznie coś widzieć.

Rzeczywiście dnia 27-11-1897 r. przyjeżdża po mnie brat Jędrzeja Chorzępy Biorę krzyż, kropidło, zapałki, świecę, agendę, organistę i jadę. W domu zastaję, prócz Jędrzeja, matki Hanusi, służącej jeszcze jednego gospodarzaSebastiana Ożoga. Do zwykłych modlitw, zawartych w książce dołożyłem 1/3 części różańca i litanię do NMP, którą zmówiliśmy wszyscy, klęcząc na ziemi. Po modlitwie jedni po usiadali, drudzy jak organista, Józef Chorzępa, Sebastian Ożóg, stanęli na środku izby. Światło kazałem zagasić. W tej chwili słyszeliśmy dwukrotne silne uderzenie w ścianę, ale tak wysoko, ze żaden z obecnych nie mógł tam sięgnąć. Po tym uderzeniu usłyszeliśmy uderzenie silnie rzepą Sebastiana Ożoga, który z bólu krzyknął: o psia ! Naraz słyszymy wszyscy jak sypie się rzepa na wszystkie strony, każdy dostaje rzepą. Józef Chorzępa dostaje w plecy wrzecionem. Świecimy - pełno rzepy na izbie, nikogo nie widzimy. Najwięcej razów dostała Hanusia

Dziewczyna siada przy mnie. Sebastian Ożóg staje niedaleko mnie, ja trzymam w jednej ręce krzyż a w drugiej kropidło, organiście daję do ręki świecę i zapałki. Światło gasimy. Następuje grad rzepy na ściany, po izbie, po obecnych, w drzwi, jedną rzepą dostaje w nos Sebastian Ożóg. Rzepa się odbija i uderza w kolano Hanusi. Świecimy. Hanusi daję do ręki krzyż i stułę zarzucam na szyję. Gasimy światło. Rzepą nie rzucał, ale nastąpiło drapanie, takie po ławie, jakby pazurami i zaczęło trząść ławą, na której siedzieliśmy - dziewczyna ja i organista. To miejsce gdzie czuliśmy drapanie, kropiłem silnie wodą święconą, odczuwając w tej chwili silne uderzanie, raz po raz rzepą w kropidło. Każdy człowiek trafiając w kropidło 2 razy, musiałby we mnie trafić 5 razy, bo byłem odległy od tego miejsca zagrożonego 0 150 cm.

Zmieszany, ale nigdy rzepą nie uderzony, mówię po łacinie" per Deum verun, per Sanctum, per Deum omnipotentem adiuro te, dic mihi quis es (Przez Boga prawdziwego Świętego, Boga W@szechmogącego, poprzysięgam cię , powiedz kto jesteś ?) W tej chwili ustaje rzucanie rzepą, drapanie po ścianie, nastaje chwilowa cisza. Czułem i ja, i obecni że coś musi się stać nadzwyczajnego. Powtarzam : adiuro te, dic mihi quis es, w tej chwili uczułem na mojej twarzy czapkę, przytrzymano mi ją, i ja spod czapki wołam do obecnych: coś mam na twarzy, zdaje się że czapkę Mówię: świecić. Świecimy, jedną czapkę widzimy u nóg moich, a druga leży po drugiej stronie, naprzeciw mnie. Skąd się wzięły ? Obie czapki leżały obok siebie, kilka cm od dziewczyny, dziewczyna miała w jednej ręce krzyż, a w drugiej stułę, gdyby chciała ją podnieść i na mnie rzucić, musiałbym to czuć, gdyż tuż przy mnie siedziała na ławce. Żaden z obecnych tego nie mógł uczynić, bo usłyszelibyśmy szelest jego sukni i jakbym czuł zamach tym bardziej, że miałem w ręku kropidło, które obracałem na wszystkie strony.

Ani dziewczyna, a ni żaden z obecnych, ani nawet organista słów łacińskich nie rozumiał, wszyscy zbiegli się do mnie ze swoich miejsc i każdy był przekonany, że ma do czynienia z istotą duchową. Wprawdzie byłem niemało zmieszany, ale postanowiłem jeszcze raz zrobić doświadczenie. Gdy czapki położyli gospodarze na innym miejscu i każdy stanął czy usiadł na swoim stanowisku, mówię do organisty: niech pan zgasi ! Jeszcze nie zgasił a już miałem drugą czapkę na twarzy. Ks. Paweł Smoczeński przejął się bardzo tym co tego dnia doświadczył. Że był pod mocnym wrażeniem owych niezwykłych doznań, świadczą następne, pełne dylematów, zapiski.



[1] [2] 3 [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21]


About | Privacy Policy | Cookie Policy | Sitemap
Copyright © Bogusław Stępień - 08/05/2013