Foto zmiany

Losowy album

Zostań współautorem !

Napisz do nas


Nasze Statystyki Odwiedzin
Hasło - sprawdzam
stat4u

Nienadowski diabeł


część -5

[1] [2] [3] [4] 5 [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21]



Jednak dzielny ks. wikary nie był takim obrotem sprawy do końca zadowolony. "Zanadto prędko mi w Przemyślu uwierzono, że to diabła mam w parafii - żali się otwarcie.
" Pierwej komisja, a potem procesja winna być, jeżeliby okazała się potrzebna. Tak zaś zrobiła się chryja" Zaraz po odejściu procesji, diabeł rzucił na dziewczynę krężlem

Dnia 14 grudnia z rana nie dawał domownikom spokoju. Około godziny 6-tej dziewczyna siedziała na ławie przy piecu, jeszcze się wtedy nie świeciło, wszyscy usłyszeliśmy jakby policzek, od jakiejś nie widzialnej ręki. Wziąłem dziewczynę do siebie, usiadła przy mnie, dostając cios jeszcze silniejszy. Zaświeciłem świecę, pomodliłem się z obecnymi, (a było ich do 30-tu osób) po czym przy mnie usadowiłem. Raz po raz słyszeliśmy policzek. Robiłem różne figury. Nakryłem dziewczynę komżą, nie było ciosu, stryj Chorzępa wziął ją do siebie, nakrył płaszczem, nie było ciosu, ledwie pozostawiliśmy ją samą bez opieki w tej chwili dostała w twarz. Ręce miała wolne, a gdy ja stanąłem przed nią, nie było uderzenia, usunąłem się na bok, dostała w twarz. Kazałem dwom gospodarzom trzymać dziewczynę za ręce, za głowę, dałem dużą czapkę, sam nakryłem dłońmi pierś i brzuch, dostała dziewczyna lekki cios w skroń, miejsce wolne, nie zakryte. Podałem dziewczynie krzyż doi ręki który oparła o pierś, a sam zakryłem dłonią jej twarz. Diabeł grzmotnął w krzyż, że dziewczyna jęknęła, a krzyż zadzwonił. Zakryto jej głowę, policzki, pierś, otrzymała silny cios w brzuch.

Musiano ciągle palić światło, inaczej razy były po razach. Na ostatku diabeł uderzył 5 razy. Podczas okresu policzkowania chłop musiał świecić całą noc, bo inaczej dziewczyna nie mogła zasnąć. Tu dodam, że gdy rodzice dziecko zasłaniali przed razami, czuli, że ktoś im ręce podnosi, po rękach drapie, bije, choć nikogo obcego przy nich nie było. Podczas snu czuli, że coś rusza głową dziewczyny, trąca ją by się obudziła, lub zdziera z niej nakrycie z pościeli.
Z 12 na 13-stego grudnia 1897 r., badał dom Chorzępy i objawy przy dziewczynie, żandarm Beigel, wachmistrz naczelnictwa żandarmerii w Kolbuszowej. Umyślnie nocował w domu Jędrzeja Chorzępy. Kazał ojcu, matce i dziewczynie spać na piecu, a sam położył się na ławie. Ledwo światło zgaszono - usłyszał dwa głośne uderzenia na piecu a dziewczę poczęło się skarżyć, że ją coś bije. Aby się przekonać kto uderzył, poszedł żandarm na piec. Kazał starym pochować ręce pod przykrycie, a dziewczę ujął za ręce. Po chwili to samo uderzenie po twarzy nastąpiło i dało się słyszeć. Położył więc swoją rękę na jej twarzy i uczuł choć nie ból uderzenia, to przecież silny, zimny powiew wiatru i dziesięć takich ciosów (powiewów) w twarz dziecka narachował. Teraz kazał żandarm dziecku położyć się na ławce, gdzie te same nastąpiły uderzenia. Po zapaleniu światła widoczne były były ślady uderzenia na twarzy. Powiewu wiatru sam doznałem.

Dnia 15 grudnia byłem w domu Chorzępy, ale nic nie widziałem, dopiero po moim odjeździe czart nękał domowników. Obrzucił gnojem obecnych. Gnój ciepły, dymiący. Owalał żarnówkę przy żarnach, lał wodę na wszystkich. Wyrzucał z lamy knotek i rzucał w śmiecie, naftę wynosił do sieni, ale nie wywracał i nie wylewał. Do butów lał urynę i kupy gnoju"

Szukał gorączkowo ks. wikary sposobów na zaradzenie temu nieszczęściu. Za jego to zapewne sugestią Chorzępowie: ojciec, matka i córka udali się 16 grudnia 1897 r., na pielgrzymkę do Sanktuarium OO. Bernardynów w Leżajsku. Nie przysporzyło to jednak spodziewanych efektów. Zawiedzeni byli zarówno szukający ratunku, jak i wytrwale towarzyszący ich utrapieniu kapłan. Albowiem "w Leżajsku powiedziano matce, że to, dusza zmarłego potrzebuje pomocy" Czyli - zdaniem ks. Pawła "łatwo się ich pozbyto"

Od 20-23 grudnia 1897 r., Chorzępowie przesiedzieli w starostwie w Kolbuszowej, otoczeni tłumem. Lekarze uznali, że Hanusia jest zdrowa. Było 5-ciu księży. Panowie
obecni chcieli, by diabeł pokazywał jakie sztuczki, ale nadaremno. Czemu nie robił nic ? - zapytuje zdumiony ks. Paweł Smoczeński. I zaraz sobie odpowiada - "Może z bojaźni przed protokołami, a może z litości nad dzieckiem ?" A dalej dodaje . Któż by bowiem najwięcej cierpiał, czy nie dziewczyna ? Ciągle by ją przesłuchiwano, pytano trzymano na obserwacji, odsyłano z rąk do rąk.

25 grudnia 1897 r., w Boże Narodzenie pojechałem do Chorzępów z p. dr. - bratankiem nienadowskiego księdza proboszcza. Gdyśmy tam stanęli i zaczekali chwilkę, usłyszeliśmy wszyscy drapanie po ścianie. Dr. Momidłowski wziął do ręki laskę postukał w to miejsce, ale drapanie nie ustąpiło. Pokropiłem święconą wodą i zaraz ustało drapanie. Po zgaszeniu światła otrzymała dziewczyna policzek a po chwili, już przy świetle - drugi. Każdy z obecnych był przekonany, że dziewczyna sama się nie biła.
27 grudnia 1897 r., nakazałem post w parafii. Pojechałem tam ii przesiedzieliśmy: ja, organista, mnóstwo ludu, 3 wojskowych, wachmistrz żandarmerii, 4 panie. Czuliśmy tylko woń kloaki, ale nic więcej nie zauważyliśmy. Po 24 godzinach walił kupy gnoju, nawet przy żandarmach. Jedną kupę rzucił pod ław, a drugą kupą innego koloru zarzucił dziewczynę, zasmarował usta twarz i oko. To było przy świetle, żandarm Waschkau mi to opowiadał. Dziecko z płaczem prosiło o pomoc obecnych.

30 grudnia byłem w domu Chorzępy sam. Przesiedziałem 4 godziny i prócz nieprzyjemnej woni, nic nie było. Dopiero po 4 godzinach czekania rzucił topką soli z szafki na ścianę pod powałą, aż dom się zatrzasł. Wszyscy w domu przestraszeni zawołali: o dla Boga, zmiłuj się Wszechmogący Na środek izby diabeł rzucił blaszką od buta. Topka soli była zgnieciona kilka grudek odpadło, a potem te grudki przy świetle lampy rzucił na środek izb. Dziewczyna kładła się na stępie, ale jej nie dał usnąć. Poszła na piec, nim pokropiłem go wodą święconą, dostała silnie w policzek. Skrobał, dziobał, drapał obie - matkę i córkę. Dziewczyna położyła się na ławce pod piecem, zasnęła, po chwili zaczęła mówić po niemiecku. Z wyrazów wymawianych tonem niskim zrozumiałem ledwie 3 - sechs, wiederun, geist Stojąc przy dziewczynie, czułem wiatr jakiś powiew wiatru zimnego.

31 grudnia 1897 r., czart znosił duże kupy gnoju. Ojciec dziewczyny poszedł po wójta, który z 4 innymi gospodarzami przyszedł do Chorzępy. Wszyscy zauważyli, że jest gnój porozrzucany po izbie. Na oczach Wojciecha Ożoga, Szczepan a Chorzępy przeniósł żelazo od drzwiczek u pieca ponad ich głowy tę operację zrobił dwa razy. NIkt nie słyszał kiedy zdejmował, słyszeli świst nad głowami i ujrzeli żelazo na oknie. Dziewczyna była wtedy u sąsiada Filipa Gielarowskiego. Gdy ojciec, który poszedł po matkę i córkę do Filipa, powracał do domu otrzymał po grzbiecie cios miareczką (naczynie). Miareczka podniosła się sama z ziemi uderzyła jeszcze matkę i spadła zupełnie roztrzaskana. Naczynie podniosło się i uderzało na oczach Macieja Chorzępy i Filipa Gielarowskiego, który poznał w nim swoje narzędzi. Narzędzie leżało na szafie"

[1] [2] [3] [4] 5 [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21]


About | Privacy Policy | Cookie Policy | Sitemap
Copyright © Bogusław Stępień - 08/05/2013