Foto zmiany

Losowy album

Zostań współautorem !

Napisz do nas


Nasze Statystyki Odwiedzin
Hasło - sprawdzam
stat4u

Nienadowski diabeł


część - 7

[1] [2] [3] [4] [5] [6] 7 [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21]



Podczas mego pobytu w Przemyślu czart dziewczynie nie dał spokoju przez cały dzień. Ojciec znalazł gnój na węglach w piecu zamkniętym i pełno smrodu się zrobiło, gnój na ścianach i w garnkach. Diabeł nie dał usiąść dziewczynie na ławie. Matka posadziła Hanusię na ławce na środku izby, ławkę przewrócił, dziewczyna padła na jedną stronę, a stołek na drugą. Usiadła na małym klocku, klocek zaczął się chwiać, aż upadł na jedną stronę a dziewczyna na drugą. Usiadła znowu na ławie, ale ją strąciło i musiała uchodzić do domu Katarzyny Ożogowej. Dostała tego dnia dwa razy solą w pierś i w puls jakby dłonią. Tak mi domownicy opowiadali.

Dnia 13-01 - drapał u Chorzepów, w następnym dniu ukłuł dziewczynę w nogę, za dnia rzucił okularami na środek izb, gdy dziewczę było w domu.

Dnia 17-01 - przybyli pp. Ludwik Szczepański i Artur Górski z Krakowa, by dziewczynę zabrać z sobą. Posiedzieli w domu Chorzępy, posłali po mnie, ludzi nagromadziło się mnóstwo, chcieli Hanusię zabrać, ale żandarmi założyli protest. Dziewczyna pozostała w domu i stało się jak najlepiej. Ludwik Szczepański w Krakowskim "Życiu" zamieścił pt. "Wycieczka do Nienadówki" swoje przygody i utrapienia jak i domysły w numerze IV i V tego tygodnika z 1898 r.

Od trzeciego do piętnastego stycznia 1898 r. dziewczyna nocowała w domu Katarzyny Ożogowej, 15`tego, 15`tego przeszła pod opiekę żandarmów. Od 15`tego do 25`tego w domu Chorzępów był względny spokój, tylko lekkie stukanie i pukanie, 23`ego bił, stukał, puka, gnój nosił. Z przerwy w objawach od 15`ego do 25`ego skorzystali pp. D.D.R. - dziennikarze. To dało im sposobność do umieszczenia złośliwego artykułu w Nowej Reformie, gdzie głównie wikarego, Pawłą Smoczeńskiego, przedstawiono jako człowieka nadzwyczaj ograniczonego.

Dnia 29 stycznia czart zarzucił dziewczynę gnojem, rzucił kupy gnoju do strawy, trząsł ławą, beczką, rżał jak koń. Żandarm Waschkau słyszał jak gdyby konie go kąsały. To mi wszystko opowiadał żandarm.

30.01 - rzucił na żandarma zielem dwa razy. Opowiadał mi żandarm Skrętowicz, że spał od dziewczyny w odległości najmniej 2 metry. Pod głową dziewczyny było święcone ziele. To ziele zaczęło mu się wkręcać w głowę. Żandarm uchwycił czyjąś rękę, zaczął wołać na domowników, żeby świecili. Ucieszył się, że ma oszusta, puścił rękę czego nie może odżałować. Po chwili powtórnie uczuł ziele na swojej głowie, chwycił rękę, sięgnął po szablę, żeby rękę uciąć, bał się jednak żeby sobie ręki nie uciąć, sięgnął po kajdany żeby odprowadzić intruza do aresztu. Reka mu się wydziera, on nerwowo gniecie rękę umyślnie, tak silnie, żeby porobić sińce. Szuka ramienia, przykłada szablę i dowiaduje się ze zdziwieniem, że ręka jest jeszcze znacznie dłuższa od szabli, w tym ręka maleje i dochodzi do ramienia dziecka. Tu ręka długa mu znika, a widzi jedynie rękę dziecka. Szuka na ręce śladów gniecenia, albo jakichś sińców, niczego podobnego nie widzi.

Dnia 30-01 - w domu Chorzępy byłem ja, żandarm Gaschkau, pisarz gminny Michał Motyl, prócz domowników. Siedzieliśmy do jedenastej godziny w nocy, wyraźnych znaków nie było. Słyszeliśmy trzask jakby jakiegoś przedmiotu spadającego na ziemię. Wszyscy szukaliśmy, ale żaden z nas nie mógł się niczego dopatrzeć.


[1] [2] [3] [4] [5] [6] 7 [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21]


About | Privacy Policy | Cookie Policy | Sitemap
Copyright © Bogusław Stępień - 08/05/2013