Foto zmiany

Losowy album

Zostań współautorem !

Napisz do nas


Nasze Statystyki Odwiedzin
Hasło - sprawdzam
stat4u

Tratwami, ku morzu


Flisacy z Nienadówki
Trochę dziwnie brzmią te słowa zestawione razem, tratwy płynące ze zbożem czy innym towarem w kierunku Warszawy czy Gdańska i nienadowianie, a jednak. Nienadowianie w XIX w., szukając zajęcia, które by im pomogło w ulżeniu ciężkiej doli chłopa wędrowali po terenach będących pod zaborem trzech ówczesnych mocarstw.

Wilhelm August Stryjowski, Flisacy na Wiśle, ok. 1870 r.


Pierwszym flisakiem z Nienadówki o którym przeczytałem nosił nazwisko Kus, imię jego nie przetrwało, ale w pamięci ludzi pozostał jako ten, który brał udział w powstaniu styczniowym 1863 roku. Jak się ostatnio okazało nie tylko Kus zajmował sie flisactwem. Z Ulanowa na tratwach, Sanem i dalej Wisłą pływało wielu innych, niestety nie wszyscy wracali z flisu do domów. W księgach parafialnych odnotowano przypadki śmierci podczas zajmowania się tym trudnym rzemiosłem, Ci nieszczęśnicy byli grzebani w miejscu swojej śmierci. Do Nienadówki docierały tylko notatki o zaistniałym nieszczęściu. W ten sposób poznać możemy imiona, nazwiska i miejsca śmierci trzech flisów z Nienadówki, którym do domu wrócić, nie było dane. Co przeżywali, jakie niebezpieczeństwa czychały na nich przedstawię poniżej. Niech będzie to dla nich małym upamietnieniem po półtorawiekowym zapomnieniu.

  • Michał Szczygieł - lat 34
Zmarł 26 maja 1855 roku o godz. 7.00
Do parafii św. Aleksandra w W-wie wstawili się 27 maja 1855 roku, Józef Błasiak z Chwałowic l. 46, i Walenty Grygiel z Stobiernej l. 34, informując:
"umarł w W-wie przy ulicy Solec, na Tratwie Drzewa, pozostawiwszy po sobie owdowiałą żonę Annę.
podpisany: ks. Mateusz Naruszewicz prob. parafii św. Antoniego.
podpis poświadczony przez:
- Komisarza Policji - 10/22 VI 1855.
- Ober Policmajstra Generała Majora - 30 VI i 12 lipca 1855.
- Konsulat - 8 maj 1856.
- Komisja Rządowa Spraw Wewnętrznych i Duchowych - 24 luty i 4 marca 1858.

Załączono również oświadczenie, potwierdzone przez powyższe urzędy, że żadnego majątku nie pozostawił.
  • Jan Prucnal
CK Starosta w Kolbuszowej, L 3550.
Do Wielebnego urzędu parafialnego w Nienadówce:
Przez Generalny Konsulat w Gdańsku odezwą z dn. 22 maja 1874 roku. L. 128 do Starostwa w Nisku przesłaną metrykę śwmierci flisaka Jana Prucnala z Nienadówki, odsyła się W.Urz.Pań. do właściwego użytku.
Kolbuszowa dn. 5 VIII 1874 rok
  • Andrzej Pietryga - lat 25
Urząd: Powiat i Gubernia Płocka.
Proboszcz parafii Wyszogrodzkiej utrzymujący Akta Stanu Cywilnego parafii Wyszogrodzkiej.
Nr. 64 - Działo się to w mieście Wyszogrodzie dnia 8 pażdziernika 1866 roku.
Stawili się Wojciech Popielski Zakrystian, lat 65 mający i Jakub Szparadowski, organista lat 31 liczący. Obydwaj w Wyszogrodzie zamieszkali i oświadczyli, iż dnia 6 bm. i tegoż roku umarł w Wyszogrodzie Andrzej Pietryga pochodzący z Galicyji z osady Nienadówka, cyrkułu Rzeszowskiego, lat dwadzieścia pięć (25) mający, inne okoliczności niewiadome.
Po przekonaniu się naocznie o zejściu Andrzeja Pietrygi, Akt ten stawiającym odczytany przez Nas i Jakuba Szparadowskiego podpisany został, drugi zaś świadek pisać nie umie.
Podpisano:
Ks. Ignacy Szyszkowski prob. parafii Wyszogrodzkiej, utrzymujący Akta Stanu Cywilnego.
Jakub Szparadowski
Wydając niniejszy wypis z ksiąg miejscowych za zgodą jego z oryginałem przy wyciśnięciu pieczęci urzędu świadczą.
Wyszogród dn. 13 października 1866, ks. J. Szyszkowski proboszcz Wyszogrodzki utrzymujący Akta Stanu Cywilnego.
powiat Płock, magistrat m. Wyszogród.
W imieniu Burmistrza, sekretarz Markowski.
Przesłał CK Urząd Powiatowy Sokołów 5 grudnia 1866, Wieleb. Urz. parafii w Nienadówce.



Flisacy Nad Wisłą
Wilhelm August Stryowski, 1881

Flisak (oryl, flis) – przedstawiciel grupy zawodowej zajmującej się w dawnej Polsce flisem, czyli rzecznym spławem (transportem) towarów. Z reguły byli to chłopi zamieszkujący nadrzeczne wsie, dla których spław był dodatkowym, sezonowym zajęciem. Z biegiem czasu wytworzyli oni swoje własne obyczaje i słownictwo. Kulturę flisacką upamiętnił m.in. Sebastian Fabian Klonowic w swoim poemacie Flis, to jest: Spuszczanie
statków Wisłą i inszymi rzekami do niej przypadającymi z 1595 roku. Ostatnim żyjącym flisakiem, który zarobkowo spławiał drewno do 1963 roku jest Wincenty Pityński z Ulanowa, które zwane jest Stolicą Polskiego Flisactwa.

Wikipedia


Poniższe zdjęcia i fragmenty tekstu opisującego brać flisacką z Ulanowa, pochodzi z szerszego opracowania znalezionego na stronie:

Żegluga śródlądowa wczoraj, dziś, jutro.


fot: www.zegluga.wroclaw.pl

fot: www.zegluga.wroclaw.pl


(..) Nieco inny charakter miał cech retmański, działający w XVIII wieku w miasteczku Ulanów nad Sanem. Wyzwalał on wyćwiczonych we flisackim rzemiośle młodych ludzi na retmanów i sterników statków i tratew na Sanie, Wiśle, Bugu i Wieprzu. Cechem kierowali starsi cechowi, wybierani każdego roku przez ogół braci stołowych. Zazwyczaj wybory były burzliwe. W wyjątkowych tylko wypadkach decyzją wszystkich członków kadencję starszych cechu przedłużano na następny rok bez przeprowadzania formalnych wyborów. Pierwszą osobą wśród braci był cechmistrz, następnie jego zastępca, zwany drugim cechmi­strzem, podskarbi, pisarz i kluczowy. Członkami cechu byli mieszczanie ulanowscy, choć częste były też wypadki wyzwalania żeglarzy spoza tego kręgu, np. chłopów. Próżność mieszczańska sprawiała, że w dokumentach cechowych retmanów wywodzących się z mieszczan ulanowskich nazy­wano "sławetnymi panami", a pozostałych znacz­nie skromniej: "uczciwymi". Historyk Michał Janik w pracy o cechu ulanowskim zwraca uwagę, że "sławetni panowie" lubowali się również w posługiwaniu podwójnymi nazwiskami, np. Kułacz-Kułaczkowski, Witek-Witkiewicz, Wrona-Wroński itp., co miało dodać im splendoru.(..)

(..) W drugiej połowie XIX wieku organizacja żeglarzy ulanowskich zatraciła charakter cechu. Stała się bractwem odbywającym wspólne praktyki religijne i zebrania towarzyskie. Kierowali nim: starszy brat, jego zastępca, prokurator ołtarza, pisarz i radni. "Misteria" odbywały się nadal, ale miały sens wyłącznie symboliczny. Po roku 1852 zdarzało się również wyzwalanie żeglarzy kobiet. W tej formie bractwo funkcjonowało jeszcze kilka lat po I wojnie światowej.(..)

(..) Najsilniejszą grupę pracowników żeglugi stanowili prości flisacy. Ich kwalifikacje zawodowe były niewielkie. Na statkach magnackich i szlacheckich byli nimi chłopi pańszczyźniani. Mieszczanie zaś rekrutowali swoje załogi spośród plebsu miejskiego. Rozwój rynku zbożowego dla chłopów miał ten zasadniczy skutek, że zwiększał ich obciążenie pańszczyźniane. Nic więc dziwnego, że rzemiosło flisackie pociągało ich bardzo. Dawało szansę zarobku i znacznie większą swobodę. Prawda, iż praca flisacka pożerała szybko siły i zdrowie, ale - tak jak pisze Klonowic we Flisie: (..)

(..) Bo kiedy już flis zasmakuje komu, Już się na wiosnę nie zastoi w domu; Już ciecze ze krą do Gdańska w komiędze - Boi się nędze. Choćby mu stawiał najlepszą zwierzynę, Przecie on woli flisowską jarzynę. Kiedy już tam raz tego, abo ze trzy, Grochu zawietrzy. Choćby mu złote Mercurius słowa Lał krasomowny, wszystkie myśl flisowa Na Wiśle pływa za swoim rotmanem, Jak za hetmanem. (..)
(..) Flisacy pańszczyźniani byli w nieco odmiennej sytuacji. Wyżywienie zapewniał im właściciel. Składały się nań kasza, groch i chleb - podstawowe pradukty żeglarskiej kuchni. Troskliwszy pan dbał o to, żeby i słaniny nie zabrakło jego sługam, wysyłanym na spław. Gostomski radził szlachcie gromadzić zapasy na przyszły sezan nawigacyjny już jesienią: "Słoniny na flis mają opatrować w ten czas najwięcej, kiedy żołądź rodzi. Kiedy rok tańszy, tedy więcej i wieprzów, i świny na to chować: aby tego naprzyczyniać dla flisa...", czytamy w przykładowych dyspozycjach dla zarządcy folwarku. Po powrocie do domu flisacy chłopi otrzymywali symboliczne kilkuzłotowe wynagrodzenie. Jego wysokość zależała od tego, czy spławiane towary sprzedane zostały korzystnie, i od dobrego humoru pana. Wynagrodzenie otrzymane za trzymiesIęczną ciężką pracę wystarczyło wolnemu flisakowi na zakupienie 6-7 par butów lub dwóch kożuchów, a poddany pański musiał się zadowolić sumą pozwalającą kupić żonie 2 łokcie*** sukna. Co zaradniejsi i posiadający nieco gotówki w zanadrzu przedstawiciele flisackiego rzemiosła prowadzili, legalnie lub nielegalnie, drobny handel na własny rachunek. Tą drogą dostawało się na wieś sporo wyrobów przemysłowych niezbędnych w gospodarstwie kmiecym. Nie zawsze tak ciężko zarobione pieniądze zdołał flisak dowieźć do domu. Na szlaku wędrówki czyhali na niego różni rabusie. Podstępnie wciągali biedaka do wesołej kompanii, od czego flisak nie stronił, a po takiej zabawie nasz bohater cieszył się, że uszedł z życiem. (..)



Poniższe zdjęcie i tekst zamieszczony w Gazecie Toruńskiej w 1873 roku, w której to opisano los flisaków wykorzystywanych przez nieuczciwych handlarzy drzewem. Głód, choroby i wrogo nastawiona ludność miejscowa posądzająca flisaków o roznoszenie zarazy:


Komisya sanitarna w mieście Torunia zakonstatowała zawczoraj dwa pierwsze w tym roku przypadki cholery azjatyckiej, które się tu skończyły śmiercią. Umarł flis i jeden z tutejszych mieszkańców.
Wobec takiego faktu wszelkie względy ustają. Patrząc zaś na to, co się tu dzieje mianowicie w zamiarze zapobieżenia roznoszeniu epidemii przez flisów, uważamy za publicystyczny obowiązek zwrócić uwagę publiczności i władz na wiele i wielkich niedostatków, które mogą się stać źródłem wielkiego nieszczęścia.
A najprzód nie rozumiemy wcale, na co się przydadzą straże przy bramach i wzbranianie flisom wstępu do miasta samego, skoro kupcy żydowscy oraz ich słudzy, żyjący w ciągłej i bezpośredniej styczności z flisami, bez przeszkody wchodzą do miasta i ciągle roją się po ulicach. Dalej wątpimy, iżby rozkładające się i nocujące nad brzegami rzeki tuż pod samem miastem gromady flisów, albo żebrzący pojedyńczo flisacy po przedmieściach mniej mieli być niebezpieczni przez to, że się ukrywają przed policyą i zamiast po tańszych cenach kupować żywność na targu, przepłacać znagleni u straganiarek nadbrzeżnych. Na dworcu kolei żelaznej nadto tłumy flisów się kręcą i przybywają to z tej, to z owej strony, w czem z żadnej strony nie doznają przeszkody lub ograniczenia, jak chyba tego tylko, że kolej korzystając z ich nierozgarnienia ponad przepis i rozsądną miarę biedakami wagony czwartej klasy lub pakunkowe przepełnia.
Z tego wszystkiego przychodzimy do tego przekonania, że praktykowane dotąd środki prewencyjne na nic nieprzydatne.

O kwarantannie pięciodniowej w Silnie urządzonej gorsze jeszcze dochodzą nas wiadomości. Stek biednej flisackiej ludności jest tam ogromny, a z tego bieda, brak żywności, drogość, głód, dokuczliwości powietrza dla braku pomieszczenia, narzekanie i rozpacz biednych ludzi, w końcu zaś choroba i śmierć z głodu i wycieńczenia. Powtarzamy wyraźnie, nie jako retoryczną formę, ale jako powszechnie tu rozgłośne wypadki, że flisy chorują i mrą z głodu i wycieńczenia.
Inaczej prawie być nie może pod zachodzącymi do dziś stosunkami. Mówiliśmy już nieraz o tem, że spław drzewa Wisłą jest w tym roku nadzwyczaj wielki. Spekulanci niemieccy jeździli w czasie zimy po leśnych okolicach Królestwa i Galicyi i podawali Żydom niesłychanie wysokie ceny za drzewo, ale nie zawierali kontraktów. Obałamuceni tem Żydzi rzucili się na zakupno i wycinanie lasów, płacili dobrze, dla tego właściciele sprzedawali ponad miarę, a teraz i spław ponad miarę się dzieje. Niepomierny dowóz drzewa do Gdańska obniżył tam ceny do minimum prawie. Dziś jest tyle drzewa w Gdańsku, że nikt go już kupować nie chce. Do Silna przeto gromada za gromada, przybywa, następuje przepełnienie ze wszystkiemi złemi skutkami, a że Żydzi w ambarasie, i tarapatach handlowych, więc tem skłonniejsi do wyzyskiwania flisów, trudniejsi do wypłaty i dotrzymania zobowiązań. Nie chcą płacić za czas kwarantanny, nie chcą przez te 5 dni ludzi żywić i dawać im strawnego, a bojąc się znowu braku robotnika nie chcą zwracać flisom pasportów, aby mogli wrócić do domu, jak najczęściej pragną.
Niemal wszyscy flisacy zostają w okropnej nędzy, mrą z głodu, a ratując się żebrzą, ponad drogami nocują i stają się gnieździskami choroby. Policya robi, co może, ale więcej też nie zdoła i złemu nie zapobiegnie, jeżeli cały sposób postępowania się nie zmieni. Kordon w koło miasta służy tylko Żydom, że uchodząc przed natarczywem wołaniem chleba i pieniędzy, tu w mieście przesiadują bezpieczni, że ich flisy nie znajdą, bo im do miasta wejść nie wolno. Widujemy przecież zrozpaczonych, którzy ukradką do miasta się dostają i biją się tu z Żydami.

Naszem zdaniem należałoby zamknąć granicę dla dowozu drzewa Wisłą i zawiadomić o tem władze w Królestwie i Galicyi, a potem już nie wpuszczać pod żadnym warunkiem nic a nic z zakazanego dowozu. Teraz zaś, dopóki potrzebne do takiego postępowania kroki przygotowawcze nie uskutecznione, należy w Silnie postarać się o pożywienie i odpowiednie umieszczenie flisów w kwarantannie zostających. To się stać może tylko jak najenergiczniejszemi środkami, a mianowicie należy flisów, którzy chcą wracać do domów, zaopatrzyć w pasporty i odesłać za granicę, tych zaś, którzy tu pozostają dla dalszego spławu drzewa, żywić i pomieścić małemi oddziałkami w stosownych miejscach na koszt tych, dla których pracują. Każdy spławiający drzewo kupiec powinien składać dozorowi kwarantanny wyznaczoną a dostateczną kwotę pieniężną na strawne dla flisów, których zatrudnia, i to odrazu na całe 5 dni dla wszystkich. Zarząd kwarantanny postarałby się o wystarczający dowóz żywności stosownej i wypłacałby flisom codzienne strawne. Uciążliwa to rzecz, ale poczuciem ludzkości, własnym interesem i dbałością o zdrowie i życie mieszkańców nakazana.

Gazeta Toruńska, czerwiec 1873 r.


opr: Bogusław Stępień


About | Privacy Policy | Cookie Policy | Sitemap
Copyright © Bogusław Stępień - 08/05/2013