Zostań współautorem !

Chcesz napisać artykuł ?
Masz ciekawe wspomnienia, zdjęcia lub ciekawą rodzinną historię ?

Napisz do nas

Nasze Statystyki Odwiedzin
Hasło - sprawdzam

Gości online:
stat4u

Jan Bolesław Ożóg

Autentysta z Nienadówki

W stulecie urodzin Jana Bolesława Ożoga

powiększ zdjęcie Jan Bolesław Ożóg, pisarz i poeta, jeden z najwybitniejszych reprezentantów nurtu chłopskiego w literaturze, zwanego również autentyzmem, urodził się 1 marca 1913 r. w Nienadówce, k. Sokołowa Małopolskiego.
        Przyszedł na świat w rodzinie miejscowego organisty. „Dzieciństwo miałem niezwykłe. Przebiegało mi ono na wsi, Ojciec co wieczora grał w izbie na fisharmonii, a co rana słyszało się go z otwartego szeroko pobliskiego kościoła, gdzie zasiadał do organów...” – wspominał z sentymentem po latach. Po ukończeniu edukacji w miejscowej szkole powszechnej, uczęszczał, jako jeden z nielicznych ze wsi, do gimnazjum w Rzeszowie. Jako absolwent wstąpił w progi Seminarium Duchownego w Przemyślu. Rychło odkrył że nie kapłańska droga jest mu pisana, toteż przeniósł się na Uniwersytet Jagielloński, na wydział filologii polskiej, gdzie uzyskał tytuł magistra.
        Zadebiutował w organie autentystów „Okolicy Poetów” Stanisława Czernika, gdzie w 1937 r. ukazał się jego debiutancki tomik, pt. Wyjazd wnuka. Następnie: Arkusz poetycki (1938), Ogier i makolągwa (1939). W czasie wojny powrócił de Nienadówki. Pracował w gospodarstwie ojca i w lesie. Wkrótce związał się z konspiracją, zaczął pisać teksty do akowskiej prasy – sokołowskiego „Oracza”, kolbuszowskiego „Wiarusa” i rzeszowskiego „Na Posterunku”. Zamieszczał tam również wiersze, zebrane potem w cykl Romans z karabinem, który nie zdążył ukazać się drukiem przed nadejściem frontu. Od jesieni 1943 do czerwca 1944 r. poeta był wykładowcą kompletów gimnazjalnych tajnego nauczania w Nienadówce, Trzebusce i Turzy.
        W lipcu 1944 r. wyruszył na ochotnika z oddziałem bojowym w ramach akcji „Burza” kolbuszowskiego obwodu AK „Kefir”. Brał udział w zwycięskiej bitwie z Niemcami pod Porębami Kupieńskimi – 1 sierpnia 1944 r. Po wyzwoleniu Jan Bolesław Ożóg był jednym z organizatorów Gimnazjum w Sokołowie Młp., następnie nauczycielem języka polskiego w tej szkole. Po rozwiązaniu AK przystąpił do struktur WiN, dlatego zainteresowało się nim kolbuszowskie UB. Zagrożony aresztowaniem, wyjechał do Radomia i podjął pracę w szkole średniej. Następnie przeniósł się do Bochni, a w 1951 r. zamieszkał wraz z rodziną w Krakowie, poświęcając się w całości pracy literackiej. Wówczas to powstały znaczące dla jego twórczości tomy poezji Dzikie jabłka (1964), Kalectwa (1968), Ziemia wielkanocna (1969) oraz głośne powieści: Ścigani (1956), Kula (1958), Bracia (1969). Dorobek Jana Bolesława Ożoga jest imponujący – kilkadziesiąt tomów poezji, kilkanaście powieści i utworów prozatorskich. Wielokrotnie nagradzany nagrodą państwową, ministra kultury i m. Krakowa.

        Zmarł po długiej i ciężkiej chorobie 28 lutego 1991 r. Spoczywa na cmentarzu Rakowickim w Krakowie.

Edward Winiarski




Wiersze wybrane

PUSTA WIEŚ
Stanisławowi Piętakowi

Gdzie powój woła z suchej gliny
i groszek dziki czerwienieje
jak buty z bryczki kardynała,
i sen o wianku z nóg dziewczyny,
i zieleń w zieleń siemię sieje,
i z pługa marznie lilia biała,
i nikt nie wróci, nikt i nikt...
Gdzie trawą porośnięte wozy
i kwiat cykorii u kamienia,
i nad kamieniem czy kwiat nieba,
czy obłok aż do kolan brzozy,
i ćma w narcyza się zamienia,
i kminek pachnie kołem chleba...
Irysy topią berła w wodzie,
szablami dzwonią po strumieniu
i schodzą w zmierzch ze wzgórz dziewanny.
Na żerdzie płotów z dzbankiem w cieniu
nie wyjdą z chat zielone panny
i księżyc mnie już nie ubodzie
rogiem złoconym w starym sadzie,
gdy znów przybiegnę tu, jak dawniej,
z harmoszką do kochanej mojej.
I ptak samotny spać się kładzie –
i w progu wsi kostnica stoi.




POEZJA
Poezja to zapach, to kwiatuszek jak ważka
ukosem po lipie nad stawem przelatywał.
A mój wiersz to taki kościółek w pokrzywach:
na ceglanym murku czarna gliniana flaszka.

O anieli o skrzydłach jak sklepane kosy,
przyjmijcie mnie tą nutą w zachód dnia lub wschód.
Tam są brzozy i wiśnie poetyckich wiosen a to mój dom u dawno malowanych wrót.




KIM JESTEM

Czy ja – to ten na kolanach strażaka od Grobu
z pierwszym fiołkiem dla Wielkiej Soboty –
co się kocha w ciotce mojej nadaremnie?
Czy też to ten z brodą i palcami
na klawiszach fisharmonii?
Ja – pastuch z jałówkami jak cebule na powrozie?
Ja – ten z wargą rozerwaną kłami wilka?
Czy ja też syn
organisty spędzonego z gniazda kwoki,
czy z jaczejki abiturient
gimnazjum z zieleni,
oskarżony, osaczony,
od-ka-żo-ny?
Czy ja akolita – z kadzielnicą?
Donoszący do ołtarza mszał miast pastorału?
Ja – ekskleryk
od ołtarza wprost, od wersów epistoły
uniesiony w rzekę pod las na żniwiarki nagle?
Ja – brat siostry, której macać nie śmiem we śnie?
Ja akowiec ze stenem jak fletem na plecach,
z jajami granatów u pasa
i z torbą na kości przez ramię?
Ja – kowal ogiery kujący dla kobył?
Ja – belfer w liceum promocję dający na bachę?
Czy to kry, kry i przeręble nieba –
i ja wśród kier Wisłą pędzę
motorówką w huku armat obu frontów?
Ja – pacjent w szpitalu dla psychicznie chorych?
Buldożerem spychający motewkę na klocku
i cerkiew z ikoną do rzeki?
Ja? Kim jestem z nich naprawdę?
Kim z nich jestem!
Abym nie uciekał
od miasta do miasta,
aby zgubić się w nim – w lesie obcym i dalekim!
Z RUSI

Godzina pełnej boskiej chwały na górze i w dole,
i w niebie — i powój w wądole
i żlebie — komosa,
jałowce, podbiały!
Dookoła u-cha, u-cha! —
wiecha serdeczna, nadobna,
jak dzika i cicha,
pogrobna pogańska dziewucha!

Więc nagi konopny podołek
i gęba rozkwitła,
dech lilii,
i srom prawieczny i dziki,
i wargi omszone i miękkie
jak wargi dwuletniej kobyłki.

Pomiędzy wargami jak skrzydła motyli grube,
popuchłe, czerwone dwa kurze grzebyki.
Narcyz spod kolan patrzy sennie,
podgląda wiatr ją spod krzaka tarniny.
Ta wiocha z cerkiewką kozaczą.
Za stepem dwa stare kurenie i sochy,
i płoty z wikliny.
Z leszczyny szczebiocą dwa kosy
i śmieją się, śmieją i płaczą
półnagie w obłokach niebiosy.
Ruś polska i święta pogoda —
wieś mocna jak ruskie nieszpory,
wieś naga i dzika, i młoda.


ATTIS

Palce mi odrąbcie, gdzie się powieszę,
Na okopisku mnie zakopcie -
osobno palce, zęby, golenie i łokcie.
Gdzie się powieszę,
jodłową gałąź na mnie rzućcie,
Gdzie się powieszę,
wiszą zgniłe węże zeschłymi ogonami na gałęziach.
Na szyi boga się powieszę stryczkiem żmii.
Gdy bóg popełnia samobójstwo,
jak bóg mi dajcie objąć szyję sosny.
Na fiołki ścieka krew z fallosa.
Jak się powieszę?
Powieszę się na sierpie boga.
To fallos spada z sierpa w ostrą rosę,
została dziupla po fallosie.
Co na śmierć sierpem ścięte - sierpu.
Co boskie - to najdzikszej ziemi.
Krew boga pachnie między nami.
Dopłynę między lędźwie jego gałęziami,
gdy się powieszę.
Rozkwitłe pokrwawione fiołki,
gdy się powieszę w czarnym poczerniałym lesie!












Polecam na stronie:



About | Privacy Policy | Cookie Policy | Sitemap
Copyright © Bogusław Stępień - 08/05/2013