Foto zmiany

Losowy album

Zostań współautorem !

Napisz do nas


Nasze Statystyki Odwiedzin
Hasło - sprawdzam
stat4u

Jan Drapała - Legionista


legionista-działacz ludowy
Jan urodził się w 1897 roku w Nienadówce, był synem Marjanny i Piotra Drapała. W pamięci nienadowian nie wiele pozostało wiadomości o tym człowieku i to wydaje mi się trochę dziwne. Na początku lat 80tych ub. wieku sam przekonałem się, że jak większość żyjących wtedy staruszków uwielbiał opowiadać. Opowiadał o starych czasach i o swoim mijającym życiu. Będąc u kolegi mieszkającym po sąsiedzku z Drapałą, poszliśmy do jego sadu rosnącego za chałupami. Zobaczyłem tam staruszka z siwymi włosami. Kiedy z ciekawości podeszliśmy bliżej, On po krótkiej chwili zaczął snuć swoją opowieść o minionych już czasach. Krótkie to było jednak spotkanie, inne mieliśmy wtedy plany na po południe, a szkoda, bo pewno dziś więcej mógłbym o Nim napisać.
Kolega powiedział mi tylko, że dziadek to ma chyba ze 100 lat i potrafi opowiadać godzinami, ale kto by go słuchał. Jan Drapała faktycznie, był wówczas najstarszym mężczyzną w Nienadówce. Zdjęcie obok zostało zrobione również w latach 80-tych, ub., wieku na "Balu Seniorów" w budynku starej szkoły. Na pierwszym planie ówcześni najstarsi mieszkańcy Nienadówki - Jan Drapała i Anna Maziarz.


Kilka faktów podanych przez rodzinę, pozwoliło - choć tylko w małym zakresie - przedstawić kolejną ciekawą postać z Nienadówki. Kiedy w 1914 roku wybuchła I wojna światowa Jan Drapała trafił jak wielu innych na front. Zapamiętane nazwy kojarzące się z miejscami walk w których brał udział, to góra Carlibaba i rzeka Piawa.

Carlibaba (niem. Ludwigsdorf lub Kirlibaba) – miejscowość położona w południowej Bukowinie (Rumunia), leżąca przy ujściu potoczku Cârlibaba do Bystrzycy. Nazwa pochodzi od nieistniejącej już dzisiaj nazwy góry Kyrleba, cytowanej przez Jana Długosza góry w masywie Obcin Feregului.

Widok na Carlibabę

(..) Carlibaba, to miejsce walk Legionów Polskich z Rosjanami w roku 1915. Koło miejscowego kościoła znajduje się mogiła dwunastu polskich legionistów. (..) żródło: Wikipedia. (..) 20 września 1916 Legiony przeformowano w Polski Korpus Posiłkowy. 10 kwietnia 1917 oddziały legionowe zostały ponownie przeformowane w Polską Siłę Zbrojną (Polnische Wehrmacht). Gdy większość żołnierzy (z I i III Brygady) odmówiła przysięgi na wierność obcym monarchom, oddziały te zostały częściowo rozwiązane.
Legionistów (byłych poddanych rosyjskich) internowano w obozach w Beniaminowie (oficerowie) i Szczypiornie (podoficerowie i szeregowcy). Pozostali, którzy odmówili przysięgi, a posiadali obywatelstwo austriackie, zostali wcieleni do wojska austro-węgierskiego i wysłani na front włoski. (..) żródło: Wikipedia.


Piawa (wł. Piave, łac. Plavis) - rzeka w północno-wschodnich Włoszech. Długość - 220 km.
(..) Rzeka Piawa - Główna linia oporu włoskiego podczas I wojny światowej po nie przynoszących rozstrzygnięcia dwunastu bitwach nad Isonzo. 15 czerwca 1918 r. Austriacy rozpoczęli bitwę nad Piawą, poprzedzoną przygotowaniem artyleryjskim. W trakcie walk użyto m.in. gazów bojowych. Sztab austriacki zakładał, że po złamaniu włoskiego oporu uda się wojskom austro-węgierskim wedrzeć w głąb Włoch. 19 czerwca Włosi przeszli do kontruderzenia i wyparli przeciwnika z zajętych po pierwszych sukcesach terenów.

Położenie na mapie Włoch

Bitwa, zakończona 25 czerwca, jest symbolem agonii monarchii Austro-Węgierskiej - wykazała jej słabość militarną i wewnętrzną. (..) żródło: Wikipedia.


Muszę dodać jeszcze jedną informację, Jan Drapała miał brata Jakuba, który również brał udział w I wojnie światowej i ją szczęśliwie przeżył. Nic jednak nie wiadomo mi o jego dalszych losach, podobno zamieszkał w Bystrzycy za Rzeszowem. Tam zmarł i został pochowany. Nazwisko, "Drapała Jakob" odnajdujemy liscie strat wydanej dnia 22.5.1917. Nienadówka - I wojna św. Jakob Drapała z listy przebywał w rosyjskiej niewoli, najprawdopodobniej to brat Jana Drapały.

67 - Drapała Jakob, Ul., UR. Nr. 3, ErsEsk., Galizien, Kolbuszowa. Nienadówka, 1891; kriegsgef., Shillowskij-Rudnik, Gouvernement Jekaterinosław, Rußland.

Wprawdzie w tym czasie żył w Nienadówce i inny Jakub Drapała, działacz ludowy, ale on urodził się w roku 1896, jego grób znajduje się na cmentarzu w Nienadówce.


Jan Drapała zakończył wojowanie, chciał jak najszybciej znaleść się w rodzinnej wiosce Nienadówka. Drogę do domu jak wspomina, przebył na końskim grzbiecie przerywając podróż krótkimi popasami. Swojego konia dokarmiał zabranym na drogę cukrem. Jan Drapała miał wtedy 21 lat, wkrótce ożenił się z Anną z Wiskidów. Z tego małżeństwa urodziła im się dwójka dzieci. Pierworodny syn Stanisław, w 1923 roku i córka Helena, 15 listopada 1924 r.

Powstawały zręby państwa Polskiego, ścierały się wizje jego kształtu. W Nienadówce jak w całym kraju trwały walki partyjne, miały one różne poglądy i rozbieżne interesy. W Nienadówce na początku niepodległości mocną pozycję mieli ludowcy. W latach miedzywojennych Jan Drapała był działaczem ludowym i prezesem miejscowego koła Stronnictwa Ludowgo. Po tzw., przewrocie majowym dokonanym w dniach 12–15 maja 1926 w Warszawie przez marsz. Józefa Piłsudskiego, zmieniło się wiele. Przewrót rozpoczął 13-letnie rządy sanacji w Polsce. Podzieliła się i Nienadówka, tu również poczęli we wsi rządzić sanacyjni poplecznicy. Jan Drapała uprawiał swoją ziemię, dorabiając na państwowej posadzie "drużnika" Nie zaprzestał jednak politykowania. Nowo mianowany w 1935 roku proboszcz ks. Michał Bednarski w swojej kronice zanotował:

“Na pierwszy rzut oka zdawałoby się wszystko jak najlepiej. Tuż przy kościele szkoła, dom ludowy, sklep kółka rolniczego, dalej mleczarnia. Niestety parafianie skłóceni, bez zgody i zwalczający się grupkami na tle walk partyjno – politycznych.“

www.podkarpackahistoria.pl

Gniew "ludu" sięgnął szczytu w latach 30-tych ub. wieku. Wybuchały strajki rolne, odbyłe się słynny "marsz chłopów na Kolbuszowę" Jan Drapała z kilkoma innymi działaczami ruszyli na czele nienadowian, by dać nauczkę "panu staroście". Gromada dotarła nie niepokojona aż pod Kolbuszowę, tu czekały na Nich silne oddziały policji państwowej sprowadzone z Rzeszowa. Marsz został brutalnie rozbity i rozgoniony.
Polecam artykuł Mariana Piórka, Z dziejów ruchu ludowego, któy ukazała sie w Ziemii Kolbuszowskiej. Nr 12 / 173 Grudzień 2010. "Wrzenie i strajki chłopskie"
Poobijany Jan Drapała długo dochodził do zdrowia, o dziwo posady "drużnika" nie stracił, choć represje ze strony policji go nie omijały.

Tamte odległe czasy i nastrój świetnie opisał w jednym ze swoim wierszy inny działacz ludowy i poeta Walenty Nowak.
"Zapłata"

Gmina Nienadówka, średnia wieś w powiecie.
Popełniła głupstwo, o czym wszyscy wiecie.
Zamiast głosy oddać piastowej siódemce,*
Ona je oddała bebeckiej jedynce.**

Dziś dobrze poznała swój błąd, swoją winę.
Wszak kraj się zamienił w piekło i ruinę.
Dzisiaj cierpi nędzę biedny czy bogaty,
A gdy się chce żalić, bierze w skórę baty.

Dawniej gdy przyjechał kandydat jedynki,
Obiecywał bułki, kiełbasy lub szynki.
Bywały wieczorki, wesołe libacje
I chłopi naiwni chwalili sanację.

Z tak wielkiej nadziei i wielkiej radości
Zrodziła się nędza, co już stale gości.
Stało się, choć większość może jest niewinną
Jedni przesyt czują, drudzy głód i zimno.

Dzisiaj duch nie krzepi ciała ni duszy,
Ni mieczem rozumu nędzy nie rozkruszy.
Przepadł gdzieś jak złodziej, co cudzą rzecz kradnie
A chłop okradziony leży w nędzy, bagnie.

Leży w wielkiej nędzy, wspomina nieśmiele,
Że miał być dobrobyt, wielkie rzeczy, cele
Są pałki, edykty, podatki, kartele.
I jest poniżenie, wyzysk, ucisk chłopa,
Który także czuje, pragnie, marzy, kocha.

Ci, co jak psy wiernie służyli jedynce
Otrzymali pałki na deser, po szynce.
Zajście spowodował bieg życia radosny
Kilka gmin ruszyło do pana starosty.

Nasi jedynkarze w znacznie mniejszej sile
Zwykle w takich razach nie w przedzie, lecz w tyle.

Pierwsi podążyli w odległy plac zbiórki
Drudzy poszli prosto grupkami, nie w czwórki
Starosta uprzedzony, kto złoży wizytę
Wysłał trzy auta, policją nabite.

Jedynkarze myśląc, że większość na przedzie
Nie zważali na to, kto idzie lub jedzie,
Łatwo ich policja przysiadła na drodze
Popuszczając dzikiej żądzy bicia wodze.

Za nic tłumaczenia i inne wykręty
Policjant nie pyta: diabeł ty, czy święty
Zebrawszy sto pałek na swe słabe kości
Poczuli w tym akt sprawiedliwości.

Wrócili ze wstydem, klnąc z cicha sanacji
Czynić będą odtąd na pewno inaczej
Nikt ich pono we wsi wcale nie żałuje
Grzesznik za swe winy słusznie pokutuje.

Ja się też nie smucę, ani nie rozpaczam
Lecz fakt ten podaję, a przy tym zaznaczam
Każdy taki dureń, służalec zmądrzeje,
Gdy tylko policja pałkami go zleje.

Stanie się człowiekiem, ludowcem prawdziwym
Stworzy wielkie dzieło, będąc w nim ogniwem
Kończąc jedną prawdę, rzucam ludziom w uszy
Traktuje się chłopa, jak bydlę bez duszy.

14 VI1933 r.

* Numer listy wyborczej, PSL „Piast” - 7, BBWR - 1.



Nie ma innych dokładniejszych opisów, udziału nienadowian w tych wydarzeniach, ale Jan Drapała z innymi został również jednym z bohaterów opowiadań Jana B. Ożoga.

Walka Drapałę, Wojtka Chorzępę bez oka - pomimo zmienionych imion, łatwo powiązać z realnymi postaciami z okresu opisywanymi w opowiadaniach pt. Kula, czy Wiśniowa Elegia. Również i biegający po podwórku zwolennik sanacji Norak bardzo mi się kojarzy z Walentym Nowakiem, działaczem ludowym i założycielem w 1930 roku koła, konkurencyjnego Stronnictwa Ludowego w Nienadówce. Stronnictwo wspierało ówczesne władze sanacyjne. Polecam, bo choć więcej w nich fikcji niż faktów to jest kilka ciekawych informacji o życiu ówczesnej wsi i zachowaniach jej mieszkańców. Poniżej wybrane fragmenty, dotyczące Jana Drapałę.



(..) Przygonił krowy z pola pod zapłocia, bo już naprawdę nie mógł sobie z nimi rady dać. Koło szosy — rufy nie koszone, trawa sucha jak żywy zielony ogień, tu wegnał bydło i pospuszczał z powrozów.
— A wiedźmy, pieńcie!
Zrobił to, co robił niejeden raz Antek, gdy krowy pasł. Antek wszedł jakimś sposobem w porozumienie z ponurym Drapałą, który na tym odcinku gościńca sprawował funkcję dróżnika, i ten, o dziwo, pozwolił mu paść w „rządowej” trawie. Ha, co wolno Antkowi, to wolno i jemu.
Tym bardziej że Drapała wcale teraz do roboty na drogę nie wychodzi. Nie wychodzi po prostu dlatego, że został zaaresztowany i „siedzi” w Sokołowie. Przyszedł po niego posterunkowy i hajda ! — chodź, potrzebują cię w sądzie. Poszedł dróżnik w kajdankach na piechotę do miasta. Posterunkowy, który go prowadził za łańcuszek, to był Malec, ten młody policaj, którego wszyscy dobrze znają, bo zachodzi do wsi co kilka dni i łazi wtedy po chałupach nie wiadomo za czym i na poręczy mostu wysiaduje patrząc za dziewczętami, które przechodzą.
Leszek wiedział, za co Drapałę zabrali. W maju, pamięta, dwa miesiące temu, jak się zaczęły rozruchy chłopskie, dróżnik prowadził chłopów na Kolbuszową „z wizytą do pana starosty”.
Straszny to był dzień. Tego świtu zbudziły go trąby alarmowe i krzyk:
— Wychódź ! wychodź ! na Kolbuszową!
Szły drogą tysiączne tłumy chłopów z Nienadówki, Trzebosi, Medyni, aż skądś spod Rakszawy, wszyscy uzbrojeni w lagi, a na czele, z torbą dróżnika na plecach — kto? Drapała, żwawy a chudy jak tyka Waluś Drapała.
Leszek usiadł koło krów i zamyślił się.
Przypomniał sobie, ojciec schronił się na strych, a matka drżała na łóżku niby w febrze, blada jak śmierć. Na szczęście tłum koło szkoły przesunął się spokojnie.
Tak czy owak Drapała wcale nie był to już teraz człowiek, którego należałoby się bać.
Krowy żarły w rowie i aż stękały chłonąc wilgotnymi pyskami gęstą, bujną trawę. Podszedł nieco dalej, gdy krowy przesunęły się o kilka kroków, i znowu siadł.
Utonął w zadumie.
Ta droga, która prowadziła chłopów do miasta powiatowego i jego powinna gdzieś poprowadzić.
(..)



(..) Gwałt i krzyk nie utawał. Zamachnął się kosą, wciął w pokrzywy, ale krzyk nie ustał. Nie tylko nie ustał, ale wyraźnie wzmagał się i przybliżał. Z wolna łapał poprzez wrzask wróbli głosy jakby już nie dwu, trzech ludzi, ale tłumu. To niebywałe. Co to się właściwie dzieje ? Położył kosę na ziemi i dużymi krokami przeszedł przez ogród. Przesunął się koło ścian domu i stanął w furtce. To, co nagle zobaczył na przedpolu, przerosło najśmielsze oczekiwanie.

Zza pierzei wsi, od zakrętu drogi walił od wschodu w szybkim marszu na szerokość całego pastwiska nie przeliczony ludzki tłum. Pochód parł szybko naprzód i uciekały przed tą masą ludzką, podobną do ogromnej procesji czy pielgrzymki odpustowej, stadka gęsi i gęganie ich tonęło w okrzykach mężczyzn. Podbiegali naprzód młodzi chłopi i rozpędzali lagami te gęsi, wpadając równocześnie przez płoty na podwórza i krzycząc: „Wychodź! Wychodź!” Z daleka z tego tłumu, rosnącego wciąż jak czarna burza, zostawiającego za sobą jak powódź wierzby przydrożne i akacje, odezwała się teraz nagła, alarmująca trąbka. Wzdłuż płotów od strony najbliższych sąsiedzkich zagród pędziło już ku niemu, Walkowi, dwu młodziaków i w jednym z nich poznał Wojtka Chorzępę bez oka, członka stronnictwa. Wojtek wymachując jakąś pałką wołał już z daleka:

— Prezesie, idą wszystkie wsie, od Rakszawy i Medyni, a Trzeboś przewodzi.

Iść czy nie ?

Wyskoczył przed płot naprzeciw, nie mogąc opanować podniecenia, bo zrozumiał, co się dzieje, i zawołał:
- Iść! Oczywiście iść! Ja to mówię.
Dopadli go już obaj, zdyszani, wołając na wyprzódki:
— Nareszcie się zaczęło!
— Do starosty !
- Zapłacić za niewolę !
Koniec pańskich rządów !
Zadrżały w nim wszystkie ukryte sprężyny i zawołał w podziwie:
— Nie boicie się?
- Jak się świat zerwał, to już nikt się nie cofnie — powiedział teraz ten drugi.
Rzeczywiście, żadna siła tego pochodu nie mogłaby już zatrzymać. Sunął naprzód, coraz bliżej, a końca nie było widać, zza zakrętu spoza drzew i zabudowań gromadzkich wyłaniały się wciąż nowe szeregi.
Kilku rozwścieczonych parobczaków wychyliło się znów przed nimi jak spod ziemi. Bijąc sztachetami, wyrwanymi pewnie z czyjegoś ogrodzenia, w parkan, doskoczyli do Chorzępy:
— Co tu, psiakrew, za rady! W drogę! Dalej!
Szturknął jeden Chorzępę bez oka w plecy kołkiem i zwrócił się teraz do Walka:
— A ty, cłowieku, jesce stois? Widły albo siekire w garść i do pochodu!
— Bo jak nie, to cie spalimy, jak bedziewa wracać — wrzasnął drugi. — Spalimy ci całą gospodarkę!
Już pędzili galopem dalej, ku zabudowaniom Pikora i Zapory.
— Obcy ludzie, prezesie — roześmiał się Wojtek.
— Przed każdą chałupą tak wrzeszczą. Poznaję nawet jednego. To z Trzebosi.
— Nie szkodzi — roześmiał się i Walek. — Podoba mi się nawet to wszystko. Z ludźmi trza ostro.
— To w drogę!
— Idę, tylko bluzkę wezmę na plecy. A wy przelećcie za kościół i wołajcie, żeby wszyscy szli. Ja prowadzę, pamiętajcie! Nie może brakować ani jednego chłopa!
— wyrzucił to z siebie jednym tchem i pobiegł do domu.
Chwycił z krzesła bluzkę i drżącymi rękami ukroił z bochenka kawał chleba. Z podniecenia i pośpiechu nie mógł trafić ręką do kieszeni. Wreszcie wsadził kromkę, a już Kaśka przypadła z pola wrzeszcząc jak oparzona:
— Co się to dzieje? Jezus, Maria, koniec świata!
Doskoczył do progu wołając:
— Pilnuj chałupy. Ludzie idą robić porządek.
— Wojna?
— A co ma być? — odwrzasnął i już był na polu.
Wybiegła za nim:
Napiłbyś się choć mleka!
Nie słuchał. Trzasnął drzwiczkami od furtki i zagarnęła go już fala pochodu porywając z sobą jak kawał drzewa.
Miał naokoło siebie zupełnie obcych ludzi, maszerowali przy nim, stare i młode chłopy, niektórzy w butach, inni bez butów, na bosaka, przeważnie z laskami.
Wzmagały się okrzyki i wrzaski. Ktoś z tyłu zawołał:
— Precz z rządem sanacji!
Tłum podjął okrzyk. Rozległ się odzew o sile przeciągłego grzmotu:
— Precz!
— Precz!
— Precz!
Wznosiły się dalsze okrzyki:
— Precz ze starostą! Niech żyje Witos!
Tłum skandował długo:
— Niech żyje! Niech żyje!
Usłyszał w pewnym momencie za swoimi plecami, jak ktoś informował idących: „Prezes z Nienadówki”, usłyszał też nazwisko. Ktoś powiedział wyraźnie: „Drapała”. — Była mowa o nim, nie mogło być żadnej wątpliwości. Poczuł się pewniej, opanowywało go zadowolenie, że znają go. Miał ochotę odwrócić głowę, spojrzeć po ludziach, ale wstrzymał się, nie wypadało. Czuł przyjemny ogień na twarzy.

To, co się działo tymczasem na przedpolu, napełniało go rozpierającym uniesieniem. Wszędzie już po domach wrzało i kotłowało się. — Na podwórcu wójtowskim — wołał mu ktoś w ucho — stary sanacyjny sługus Norak biega w kalesonach po ogrodzie i uganiają za nim wrzeszcząc naganiacze. Co to był za widok! — Roześmiał się. — Pójdzie czy nie pójdzie?
Swoją drogą, lepiej by było sprać draniowi gołą rzyć, żeby sobie popamiętał.
Na obejściu Marszała uganiały się kobiety, biegając jak oszalałe pszczoły przed ulem, ale stary szedł już od drzwi uroczyście, w kapeluszu i, o dziwo, z lagą, a przecież to taki ludowiec, jak ze psa olejarz. — Nieźle, nieźle. Będą biły sanacyjnych rządców sanacyjne parobki — zawołał Walek na głos, a już zadudniły kroki na moście, czoło pochodu zapuszczało się w kierunku szkoły i plebanii.
Nie, nie, jednak na tyle mieli ludzie rozsądku i rozwagi, że księżom i nauczycielowi dali spokój. Ktoś włożył laskę tylko w płot plebańskiego ogrodu i rozległ się trzask jak z cekaemu, i rozśmieszyło to tłum, odezwał się hałaśliwy, potężny śmiech, który przepłynął przez wzburzone fale procesji jak po wodzie zerwana gałązka. Obeszło się bez ekscesów i awantur, choć kierownikowi Pińczakowi warto było w mordę napluć.
Przed kościołem podnosili wszyscy wysoko nad głową czapki i kapelusze, a potem rozległa się pieśń, która nagle opanowała tysiączne szeregi:
Serdeczna Matko, opiekunko ludzi...
Szli przez Trzebuskę i Turzę, i Pogwizdów... i potop ludzkiego marszu rozszerzał się i wydłużał. Szli szybko i słońce coraz wyżej pędziło w górę i grzało, ale to grzało.
Ach, lasy, ogrody wiejskie z zakwitły mi krzakami bzu u płotów, pola o soczystej zieleni, z ładnymi łanami żyta, upał i wciąż krzyki i śpiewy...
Pamięta, wyciągał już z kieszeni, kto co miał do jedzenia. Zaczynali starsi, ci mniej się krępują, młodsi, zziajani, zabiegani, uganiali się w przechodzac przez wsie przede wszystkim za wodą. Studnie były oblężoone, wyciągali wodę konwiami i wiadrami i opróżniali cembrowiny do dna.
Naturalnie ci, co się już napili, doczepiali się zaraz koło progów do dziewcząt i młodych kobiet, a za czapki wtykali sobie gałązki bzu.
Do starcia z policją doszło dopiero w Kupnie. Samochody ciężarowe, a było ich — jak się okazało potem — co najmniej pięć, ukryły się za wysokim murem ogrodzenia kościelnego.
Owszem, przechodzili koło kościoła absolutnie nie spodziewając się niczego złego. Kiedy dopiero pierwsza fala pielgrzymki dotarła do drewnianego budynku z otwartymi szeroko dźwierzami, zza których zauważyć można było sikawkę strażacką, wymalowaną elegancko na kolor krwi, rozległy się gwizdki i koło kościelnego ogrodzenia wypadły ku drodze granatowe plutony policji, uzbrojone po zęby w karabiny i granaty. Na głowach zbirów błyskały czarne żelazne hełmy.
Zakotłowało się w szeregach manifestantów i od tyłu zaczęło się coś dziać. Odwrócił głowę i w tej chwili zobaczył granatowych okładających tłum białymi pałkami. Równocześnie rozległy się salwy karabinowe.
No, oczywiście, wynik był do przewidzenia. Zawsze wygrywa silniejszy. Starcie nie trwało długo. Szły w ruch pały, lagi, noże, ale czy kiedykolwiek wygrał kto pojedynek z przeciwnikiem uzbrojonym w karabin mając do dyspozycji tylko kołek czy gwóźdź?
Do Kolbuszowej nie doszli, ale co się starosta ze swoimi sługusami strachu najadł, to się najadł. Za wszystkie czasy! Podobno uciekł z miasta i nie było go przez cały tydzień.
(..)



(..) Tak rozmyślając, wszedł Malec na łąkę, karabin trzymając przed sobą w pogotowiu.
Po jaką cholerę w łapy mu lazł ? Nie mógł, łobuz, siedzieć spokojnie? Pensję brał, jeszcze źle mu było ?
Tak, dróżnik był ludowcem, zaciekłym ludowcem. Wiedziano na posterunku dokładnie, co Drapała nawyrabiał w ostatnim roku. Bo mało, że zaczął sobie pocztą sprowadzać gazety i dawał to do czytania chłopom, jeszcze na domiar złego „Wici” we wsi zorganizować próbował. „Wici”, lewicową organizację, słyszane rzeczy ! No, nie dziwota, że biedy w maju rozruchy chłopskie się zaczęły, właśnie z Nienadówki chłopi najpierw głowę podnieśli.

Doniósł wójt: tak i tak, u Drapały po nocach stale narady i krzyki: „Precz z rządem! Precz z sanacją!” czy coś takiego. Niby, że Witos lepszy, widzicie ? Dziwić się, że cała wieś poszła potem na Kolbuszową do pana starosty z lagami i widłami ?

Kto prowadził ? Drapała prowadził. Szedł w pierwszym szeregu, o hańbo, dróżnik rządowy ! Tak, byli tacy, co to widzieli,. Kto wie, jakby się skończyło, gdyby nie posiłki policji z Rzeszowa. Zatrzymało się pałkami zbuntowany motłoch, zatrzymało się prowodyra i prowodyra za kołnierz — do ciupy. Niech posiedzi.

(..)

Jan Bolesław Ożóg "Kula"



W 1940 roku mając lat 40, umiera żona Jana Drapały. Wkrótce bo, w roku 1941 żeni się powtórnie ze Stefanią Tatarówną. tym małżeństwie urodziło się Janowi trzech synów - Henryk, Edward i Tadeusz.

Wśród rodzinnych pamiątek zachował się ciekawy dokument, umowa darowizny przedmałżeńskiej z obu zainteresowanych stron. Spisano go 23 stycznia 1941 roku w kancelarii notarialnej w Sokołowie.


Wczasie II wojny światowej Jan Drapała nie był członkiem podziemia, ale to m.in. w jego zabudowaniach odbywało się część zajęć i egzaminów "Tajnego nauczania".
W nauce uczestniczyły jego dzieci: Stanisław Drapała i Helena Drapała ps. Śmieszka. Helena to poetka ludowa i członkini AK, która była już wcześniej przedstawiona na stronie. W domu Drapałów odbbywały się również inne spotkania konspiracyjnej młodzieży.

W latach powojennych Jan Drapała przez wiele kadencji pełnił funkcję sołtysa Nienadówki, brał udział w wielu przedsięwzięciach społecznych i kościelnych. Jest wymieniony jako jeden z dowódców szkolących jeźdźców Banderii nienadowskiej. Uświetniała ona wiele uroczystych świąt kościelnych. Wspólnie ze swoją żoną Stefanią, prowadził gospodarstwo rolne.


Jan Drapała zmarł w 1989 roku, przeżywszy 92 lata. Spoczywa na cmentarzu parafialnym w Nienadówce, w grobie rodzinnym i w pobliżu swojej matki, Marjanny.

Redakcja

Comments: 1
  • #1

    Małogorzata (Sunday, 18 January 2015 17:56)

    Bardzo ciekawy materiał,mogłam się wiele dowiedzieć o moim dziadku.
    Dziękuje.


About | Privacy Policy | Cookie Policy | Sitemap
Copyright © Bogusław Stępień - 08/05/2013