Zostań współautorem !

Chcesz napisać artykuł ?
Masz ciekawe wspomnienia, zdjęcia lub ciekawą rodzinną historię ?

Napisz do nas

Nasze Statystyki Odwiedzin
Hasło - sprawdzam

Gości online:
stat4u

JERZY GROTOWSKI

Jerzy Grotowski - reżyser

(ur. 11 sierpnia 1933 w Rzeszowie
zm. 14 stycznia 1999 w Pontederze)
– polski reżyser, teoretyk teatru, pedagog oraz twórca metody aktorskiej. Jeden z największych reformatorów teatru XX wieku.

Pomnik na Wzgórzu Uniwersyteckim UO w Opolu
Kto dziś pamięta z miejscowych, że jako dziecko, pan Grotowski wojenne lata spędził w Nienadówce. Poniżej fragmenty dotyczące tego okresu ze wspomnień brata prof. Kazimierza Grotowskiego.


Trzydzieści pięć lat później powrócił do Rzeszowa i Nienadówki z ekipą amerykańskiej telewizji, realizującej film o dzieciństwie Jerzego Grotowskiego

"Nienadówka, 1980"
Projekcja filmu Nienadówka`80



Poniżej link do fragmentu "Nienadówka 1980" filmu o dzieciństwie Jerzego Grotowskiego "Nienadówka, 1980"


(…)’’ Jesienią 1940 roku Matka dostała posadę nauczycielki we wsi Nienadówka, około 20 kilometrów na północ od Rzeszowa. Zamieszkaliśmy w niedużej izbie, wyposażonej w piec kuchenny, u gospodarza Franciszka Ożoga. Ożogowie mieli dużo dzieci: Zosię, Weronikę, Hankę, Helę, Staszkę, syna Jasia i najmłodszą Anielkę. Byli wzorową rodziną. W ich starym, niedużym domu spotkaliśmy się z życzliwością i znaleźliśmy schronienie na cały czas wojny.

„Matka musiała stawić czoła licznym problemom. Zdobywanie żywności, opału i odzieży wymagało wielkich wysiłków. Ustawiczną jej troską było utrzymywanie nas w zdrowiu w dość surowych warunkach. Tak zwane wygody ulokowane były na środku podwórza, w małej budce z serduszkiem. A zimy były wówczas srogie. Na czas mrozów, Franciszek Ożóg ocieplał swój drewniany dom warstwą perzu, a na podwórzu wykopane były ścieżki, głęboko zanurzone w śniegu. Zamiecie tworzyły wysokie zaspy. Wtedy to, jedyny raz w życiu, widziałem dom (nie nasz) zawiany śniegiem po komin. W Nienadówce przeszliśmy szereg tzw. dziecinnych chorób: świnkę, koklusz, ospę wietrzną, odrę. Były oczywiście również anginy i katary. Ja na dodatek miałem ropne zapalenie wyrostka robaczkowego (operacja była w Rzeszowie, a rekonwalescencja u Marii i Józefa Nethów), a Jurek zwichnął rękę w łokciu. Nastawiał mu ją na żywo miejscowy, domorosły "specjalista". Nie było wówczas antybiotyków. Matka cudem zdobywała najprostsze lekarstwa i specjalizowała się w stawianiu baniek i kładzeniu tzw. wysuszających kompresów. Gdy pogryzł mnie nieznany pies, Matka musiała sama, pierwszy raz w życiu, podawać mi w zastrzykach szczepionkę przeciwko wściekliźnie. Było to niezłe wyzwanie dla niedoświadczonej pielęgniarki, bo takie zastrzyki robiło się w brzuch.

Oczywiście, nie zawsze była zima. Przy dobrej pogodzie biegaliśmy po sadzie, właziliśmy do stodoły, stajni, obory. Bawiliśmy się z młodszymi dziećmi Ożogów, a często braliśmy udział w niektórych zajęciach gospodarskich, jak pasienie krów, zbieranie siana, czy poganianie konia w kieracie.

Okres czasu spędzony w Nienadówce był niewątpliwie bardzo ważny w naszym, Jurka i moim życiu. Był to okres dzieciństwa. Dzięki Matce, wbrew okropnościom i niedostatkom wojny, nie było to dzieciństwo nieszczęśliwe. Miewaliśmy, na przykład, święta Bożego Narodzenia. Do dzisiaj wieszam na naszym drzewku bożonarodzeniowym skromne ozdoby, wykonane w Nienadówce przez Matkę, przy naszym współudziale. Gdy Matki nie było w domu, nie wolno nam było wychodzić z naszej izby. Byliśmy posłuszni. Matka umiała utrzymywać dyscyplinę. Siadaliśmy wtedy blisko siebie, często po ciemku, i wymyślaliśmy przeróżne historie. Były to pobyty na bezludnej wyspie, ale również opowieści wojenne, w których dokonujemy zwycięskich czynów, kończących wojnę. Byliśmy pełni dziecinnego optymizmu. ’’

powiększ zdjęcie Jerzy (z lewej) i Kazimierz podczas okupacji w Nienadówce.

Jest takie zdjęcie, zrobione w Nienadówce, opodal sadu. Dwaj chłopcy uśmiechają się. Zdjęcie zrobił pan Doszla, starszy pan, który wraz z żoną w pewnym momencie zamieszkał w naszej wsi. Jego syn był przedwojennym, zawodowym oficerem. Należał do AK. Jego młoda żona umierała na gruźlicę. Jej śmierć zrobiła na nas obydwu, a zwłaszcza na Jurku wielkie wrażenie. Była zima. Na małym wzgórzu, niedaleko domu, zbudowaliśmy z Jurkiem, ze śniegu, mały krzyż. Jurka późniejsza fascynacja śmiercią i cierpieniem, być może wzięła początek w tym przeżyciu i w okrucieństwach wojny, które nas z bliska ominęły. (…)’’



źródło - http://www.wikipedia.org/
źródło - http://www.zwoje-scrolls.com


About | Privacy Policy | Cookie Policy | Sitemap
Copyright © Bogusław Stępień - 08/05/2013