Foto zmiany

Losowy album

Zostań współautorem !

Napisz do nas


Nasze Statystyki Odwiedzin
Hasło - sprawdzam
stat4u

Księża i bracia zakonni z Nienadówki

W służbie Panu.
(...) Pismo św. zna różne formy powołania. W księdze Rodzaju czytamy, iż Bóg powołał człowieka do życia i rozwoju - jest to powołanie powszechne. W tej samej księdze znajdujemy też opis powołania indywidualnego, powołania Abrahama na ojca narodów. Księga Wyjścia ukazuje nam powołanie człowieka do wykonania jednego, konkretnego zadania. Tam czytamy o Mojżeszu, który został powołany do wyprowadzenia Izraela z niewoli. Wiemy też że cały naród izraelski został powołany do głoszenia prawdy o Bogu jedynym. A w Nowym Testamencie św. Paweł jest przykładem osoby powołanej do szczególnego dzieła - głoszenia Dobrej Nowiny poganom.(...)
* * * * *



Ks. Sebastian Pasierbowicz

powiększ zdjęcie powiększ zdjęcie
Scany przesłanego dokumentu. źródło: Archiwum Archidiecezjalne w Przemyślu, sygn. 60, Acta Actorum Causarum Decretorum Institutionum Provisionum Aliarum 1620 - 1631
(to tylko początek tytulatury z zachowaną pisownią, jednakże zwykle i tak cytowany jako tylko Acta Actorum 1620 - 1631)
* * * * *


Sebastian Pasierbowicz syn Mateusza jak przypuszczamy jest jednym z pierwszych wywodzących się z Nienadówki kapłanów. Oczywiście kwestią na dziś dyskusyjną jest forma nazwiska, nieco bardziej rozbudowana - możliwym jest, że poczyniono ten zabieg z racji właśnie nieco wyższej pozycji społecznej duchownych lub też jako podkreślenie związku rodzinnego (syn Pasierba) zaś rodzina nadal mogła posługiwać się znanym w okolicy nazwiskiem Pasierb.

Wzmianka, czy raczej zapis został uczyniony w księgach w dniu 13 marca 1628 roku. Ksiądz Sebastian Pasierbowicz posiadał wówczas tylko niższe święcenia, więc był młodym kapłanem, aczkolwiek z racji, że wkrótce miał być dopuszczony do święceń wyższych, prepozyt kościoła w Dubiecku zagwarantował mu płatną posadę wikariusza o dochodzie 60 florenów rocznie.

Wyżej wspomniana posada wikariusza w parafii Dubiecko dla ks. Sebastiana Pasierbowicza i należąca do tej parafii nie odległa miejscowość Nienadowa trochę komplikuje sprawę. Czy chodzi na pewno o naszą Nienadówkę i naszego rodaka ?

Z tekstu można jedynie wyczytać, "ze wsi Nienadówka w diecezji przemyskiej", tak więc nic nam to zbytnio nie mówi, bo Dubiecko i Nienadowa to również nasza ówczesna diecezja. Również właściciele obu tych miejscowości (rodzina Pileckich) byli wspólni i czasem te dwie miejscowości mogły być mylone. Nazwisko Pasierb w tamtejszych okolicach) występuje raczej sporadycznie, w naszej okolicy jest częściej występujące. Oczywiście problemem jest, że nazwisko księdza zapisano "Pasierbowicz" jest ono znane w sanockim, krośnieńskim i leskim, ale to kwestia kilkudziesięciu osób. Dwie kwestie przemawiają obecnie za "naszą" Nienadówką i na nich się dzisiaj opieramy udostępniając dzisiaj te fakty. Istnieje sporo różnych zapisów nazwy wsi Nienadówki, jednak w księgach archiwum archidiecezjalnego nie spotka się z taką nazwą użytą dla Nienadowej i pewnym jest, że nawet u początków XVII wieku Nienadówka występuje w nich zwykle z użyciem prawidłowej lub zlatynizowanej nazwy: w testamencie ks. Voscinusa (Woszczyński) też bodaj jest "Nienadowka", przy okazji utworzenia dekanatu sokołowskiego "Nienadovien.", a także przy instytuowaniu proboszcza Voscinusa w roku 1602 również jako Nienadowka. Inne zapisy nazwy Nienadówki (Nienadowa, Niehnadowa, Niehnadowka) występowały, ale częściej w aktach miejscowych i wpisach w aktach grodzkich i ziemskich.

Wracając do nazwiska Pasierb to na pewno występowało ono w Nienadówce zostało wymienione bodajże w inwentarzu z roku 1668 - "Walek Pasierb". W tym inwentarzu też wyraźnie występuje nazwa wsi w formie "Nienadówka"

Oczywiście gdyby się dało to jak najbardziej należałoby te wiadomości zweryfikować, tylko jest sprawą wątpliwą czy z tego okresu cokolwiek pozostało w dokumentach naszej parafii Nienadówka. Najstarsze metryki o ile mi wiadomo "dziwnie zaginęły" i to kilka dziesiątek lat temu, podobnie jak część kronik, a i Ci którzy mieli szerszy dostęp do archiwum nic nie wspominali o ks. Sebastianie Pasierbowiczu s. Mateusza.

strzałka do góry


Ks. Wojciech Nawojski

Ks. Wojciech Nawojski (1703-1714)
Szóstym proboszczem parafii w Nienadówce został w 1703 roku ks. Wojciech Nawojski miejscowy rodak. Długi czas sam administrował parafią, dopiero w 1714 roku otrzymał do pomocy wikarego Ks. Wojciecha Jarzeńskiego wkrótce jednak inkardynowanego do diecezji krakowskiej, parafii Górno. Zastąpił go Ks. Jan Subczyński po raz trzeci powracający do Nienadówki. Ks. Nawojski obdarował kościół datkiem w wysokości 1000 florenów polskich.

Ta krótka notatka o ks. Nawojskim została sporządzona na podstawie zapisków ks. Radziejowskiego, który skrzętnie notował wydarzenia w parafii Nienadówka. Polecam jego pracę "Na wieczną rzeczy pamiątkę", w której wspomina właśnie, hojnego księdza, rodem z Nienadówki.

strzałka do góry


Ks. Jan Gielarowski

powiększ zdjęcie Jan Gielarowski (1888–1943)
Urodził się 13 czerwca 1888 w Nienadówce.
Studiował teologię w przemyskim seminarium w latach 1909–1913; święcenia kapłańskie otrzymał w 29 czerwca 1913 w Przemyślu. Jego pierwszą placówką była Boguchwała, gdzie był wikariuszem oraz administratorem parafii w latach 1913–1915. W latach 1915–1927 był wikariuszem w Nienaszowie, Gogołowie, Odrzykoniu, Bliznem i Przysietnicy. Okres ten był przerywany urlopami zdrowotnymi. W latach 1927–1934 był administratorem parafii Milatyn, a od listopada do grudnia pełnił tę funkcję w parafii Michałówka, gdzie od 1 grudnia 1934 był proboszczem. Tabela służbowa, na której opierają się powyższe informacje, nie informuje o objęciu probostwa w Duńkowicach. Tam właśnie jako proboszcz został aresztowany przez Niemców w 1943 za pomoc udzieloną Żydom i osadzony w obozie koncentracyjnym w Auschwitz, gdzie zmarł w kwietniu 1943 r. 8 listopada 2004 samorząd Duńkowic ufundował tablicę upamiętniającą ofiary terroru hitlerowskiego, w tym ks. Gielarowskiego.

strzałka do góry


Ks. Józef Ożóg

prymicje - 1949r.

powiększ zdjęcie

obrazek ze zbioru:
ś.p. Stefani Nowak z Nienadówki

Przyszedł na świat 15 listopada 1920 r. w Nienadówce.
Po maturze zdanej 22 lutego 1945 r. w Rzeszowie wstąpił do Seminarium duchownego w Przemyślu. Wiedzę filozoficzno – teologiczną zdobywał w trudnych powojennych czasach, w latach 1945 – 1949. W dniu 9 czerwca 1949 r. otrzymał święcenia kapłańskie w przemyskiej katedrze. Na pierwszą placówkę został skierowany do parafii Humniska, gdzie pracował od 15 września 1949 r. do 14 lipca 1951 r. Przez pięć lat, do 28 lipca 1956 r., był wikariuszem w Łańcucie, skąd został przeniesiony do Radymna. Począwszy od 1 lipca 1957 r. objął posadę wikariuszowską w Jarosławiu, gdzie duszpasterzował do 30 lipca 1961 r. W tym to r. został mianowany administratorem parafii Wólka Pełkińska, gdzie pracował do 21 stycznia 1969 r.
Początkowo był wikariuszem ekonomem parafii pw. św. Wawrzyńca w Dynowie, a następnie objął urząd proboszcza tej wspólnoty parafialnej. Po przejściu na zasłużoną emeryturę, pozostał w Dynowie.

Odszedł po nagrodę do Pana 24 stycznia 1996 r. Przez 27 lat był dziekanem dekanatu dynowskiego. Od 1982 r. był kanonikiem gremialnym Kapituły Kolegiackiej w Brzozowie. Uroczystościom pogrzebowym przewodniczył bp Stefan Moskwa.

tekst: ks. Grzegorz Delmanowicz



powiększ zdjęcie

foto: fot: Ewa Bielec

powiększ zdjęcie

foto: fot: Ewa Bielec

powiększ zdjęcie

foto: fot: Ewa Bielec

powiększ zdjęcie

foto: fot: Ewa Bielec


foto: fot: Piotr Pyrcz

foto: http://www.polskaniezwykla.pl/


Kościół pw. św. Bartłomieja został wybudowany w latach 1984-1989. Głównym inicjatorem budowy był ks. dziekan Józef Ożóg - proboszcz parafii Dynów. Wnętrze kościoła zdobią m.in. prace regionalnych artystów - dynowskiego rzeźbiarza Bogusława Kędzierskiego oraz artysty plastyka Grzegorza Sacały z Rogóżna. Powodem podjęcia budowy był fakt, że mieszkańcy Bartkówki mieli daleko do parafialnego kościoła w Dynowie.


foto: http://wzrastanie.com.pl

Ks. Józef Ożóg miał również swój udział w powstaniu Fundacji Pomocy Młodzieży im. Jana Pawła II „WZRASTANIE”. W historii jej powstania czytamy
(..) Ponieważ umowę z rodziną właścicieli dworu nie mógł podpisać ks. Franciszek, dlatego na jego gorąca prośbę uczynił to ówczesny proboszcz Dynowa ks. Dziekan Józef Ożóg. (..)

strzałka do góry


Ks. Janusz Nowiński

Przyszedł na świat 17 stycznia 1934 r. w Warszawie. Jego rodzice i Józef i Maria (z domu Możdzyńska) opuścili stolicę i zamieszkali wraz z rodziną w Nienadówce k. Rzeszowa. Egzamin maturalny zdał po ukończeniu Państwowego Liceum w Przemyślu w 1951 r. W tym samym roku, 21 września rozpoczął przygotowanie do kapłaństwa w Seminarium Duchownym w Przemyślu.

powiększ zdjęcie powiększ zdjęcie

obrazki ze zbioru: ś.p. Stefani Nowak z Nienadówki

powiększ zdjęcie Wydarzeniem wieńczącym seminarium były święcenia kapłańskie, które otrzymał 30 maja 1957 r. z rąk bp. Franciszka Bardy. Po krótkim odpoczynku rozpoczął pracę kapłańską jako wikariusz w parafii Kraczkowa (15 lipca 1957 r. - 31 lipca 1959 r.). Następnie, pracował przez okres 2 lat w Rzeszowie (1 sierpnia 1959 r. - 30 lipca 1961 r.). Trzecim wikariatem była parafia Rymanów (1 sierpnia 1962 r. ? 31 lipca 1963 r.). W Niewodnej przebywał w okresie od 1 sierpnia 1963 r. do 31 lipca 1965 r., a w Tyczynie przez trzy lata (1 sierpnia 1965 r. - 31 lipca 1968 r.). Również przez trzy lata był wikariuszem w Rozwadowie (do 10 lipca 1971 r.). Następną placówką była Wielowieś, gdzie spełniał swe duszpasterskie obowiązki w okresie od 10 lipca 1971 r. do 30 czerwca 1975 r. Najdłużej pracował w jako wikariusz w Przeworsku (10 lipca 1975 r. - 19 grudnia 1981 r.). Po śmierci ks. Stanisława Chabałowskiego (13 grudnia 1981 r.) został mianowany najpierw wikariuszem ekspozytem, a następnie jej proboszczem. Zmarł 7 stycznia 1992 r. Doczesne szczątki zmarłego spoczęły na cmentarzu w Nowosielach Przeworskich.

G. Delmanowicz



Jako admin strony dodam tylko, że ojciec ks. Janusza Nowińskiego, został podczas pacyfikacji Nienadówki 21 czerwca 1943 aresztowany i wywieziony do obozu pracy w Pustkowie, którego nie przeżył. Na pamiątkowej tablicy z muru kościoła nienadowskiego poświęconej ofiarom II wojny światowej. Józef Nowiński

strzałka do góry


Ks. Edward Ożóg

ur. w 1941 roku w Nienadówce.
WSD ukończył w Przemyślu w 1965 roku.
Święcenia kapłańskie przyjął z rąk bp. Stanisława Jakiela.
Pierwsza parafia – Pysznica.
Potem Ustrzyki Dolne, Jedlicze i Jarosław.
Od 1979 r. proboszcz parafii pod wezwaniem Matki Bożej Pocieszenia w Lipnicy, Dekanat Raniżów, Diecezja Sandomierska.


Poniżej, wybrane fragmenty z artykułu znalezionego w Gazecie Gminnej z czerwca 2005 roku. (Dzikowiec, Kopcie. Lipnica, Płazówka, Wilcza Wola)

Nielegalny probosz, nielegalnej parafii


Rozmowa Ks. Prałata Edwarda Ożoga - proboszcza parafii pod wezwaniem Matki Bożej Pocieszenia w Lipnicy z Wójtem Gminy Panem mgr Krzysztofem Klechą z okazji jubileuszu 40-lecia pracy duszpasterskiej



Księże Prałacie, proszę chociaż w skrócie przybliżyć naszym czytelnikom swoją 40-letnią drogę kapłańską.
Przez 6-letnie studia filozoficzno-teologiczne w Seminarium Duchownym w Przemyślu przygotowałem się do kapłaństwa i 20 czerwca 1965 r. przyjąłem święcenia kapłańskie z rąk Ks. Bpa. Stanisława Jakiela. Jako wikariusz zostałem skierowany do posługi duszpasterskiej w parafii Pysznica koło Stalowej Woli. W tej bardzo dużej wtedy parafii (teraz wydzielono z niej parafie Kłyżów i Krzaki) byłem jedynym uczącym religii.

Po trzech latach pracy w Pysznicy zostałem przeniesiony do Ustrzyk Dolnych.
Katechizowałem w bardzo trudnych warunkach w wioskach należących do parafii (w Łodynie, Równi i Ustianowej). Np. w Równi uczyłem w domu prywatnym gospodarza, który pracował w zakładzie państwowym w Ustrzykach. Któregoś dnia pokazał mi pismo grożące mu, że zostanie usunięty z pracy jeśli w jego domu będzie ksiądz uczył religii. Od tej chwili jeżdżąc swoim motorem marki SHL uczyłem po domach. Warunki nie tylko dojazdu (w zimie też) były bardzo trudne. Małe bieszczadzkie chaty nie mogły pomieścić jednej klasy. Bywało, że przychodziła kolejna klasa. Otwierałem okno, mówiłem do tych stojących w izbie i tych stojących za oknem.
W Ustianowej przy drzwiach Kaplicy zamienionej przez władze komunistyczne na magazyn drzewny odprawialiśmy w niedziele Mszę św. Brałem ministranta z walizką, z przyborami mszalnymi na tylne siedzenie swojego motoru. Udeptywaliśmy śnieg przy drzwiach Kaplicy i na stole z sąsiedniego domu odprawiałem Mszę św., trzymając kielich w rękach, by wino i woda w nim nie zamarzły. Nabawiłem się chronicznej choroby górnych dróg oddechowych i poprosiłem Ks. Biskupa o przeniesienie. Skierował mnie do pracy w Jedliczu koło Krosna.
W Jedliczu przepiękny kościół. Dobre warunki mieszkaniowe i miła atmosfera na plebani. Stwarzał ją ks. proboszcz Stanisław Szpytma i nasz zespół 3 księży wikarych.
Uczyłem młodzież Liceum Ogólnokształcącego. Wspaniała młodzież. Uczyłem również dzieci we wsi Potok w prywatnym domu.
W 1971 r. rozpocząłem, jako katecheta młodzieży Liceum Ogólnokształcącego i innych szkół, pracę w Jarosławiu. Jarosławianie bardzo przywiązani do Kościoła i wypełniający po brzegi na nabożeństwach przepiękną swoją Kolegiatę darzyli szacunkiem swoich księży i byli wzorem ofiarności i współpracy z kapłanami.
Praca z ogromną rzeszą młodzieży (około 1000) dawała mi dużo satysfakcji. Proboszcz przy mojej zgodzie prosił Biskupa bym pozostał w Jarosławiu jako stały katecheta. Jednak po ośmiu latach pracy w Jarosławiu poprosiłem Bpa I. Tokarczuka o samodzielną parafię. Skierował mnie jako proboszcza do Lipnicy, gdzie mieszkańcy tej wioski, należącej do parafii Dzikowiec, wybudowali pod kierunkiem ofiarnego budowniczego kościołów Ks. M. Józefczyka w ciągu zaledwie trzech miesięcy świątynię. Ks. M. Józefczyk został przez Ks. Biskupa przeniesiony do Tarnobrzegu.
W niedzielę 5 czerwca 1979 r. Ks. Dziekan Wojciech Szpytma z Majdanu na sumie o godz. 11 dokonał urzędowego przekazania parafii nowemu proboszczowi. Kilkanaście dni mieszkałem u Jana Grądzkiego, a potem przez półtora roku u Jana Gerlaka. Po wielokrotnych próbach uzyskania u władz wojewódzkich zezwolenia na budowę plebani i zdecydowanych odmowach ze względu na nieuznawanie parafii w Lipnicy (kościół w Lipnicy władze komunistyczne traktowały jako kaplicę dojazdową parafii Dzikowiec) byłem zmuszony podjąć budowę bez zatwierdzonego planu i nielegalnie od początku do końca ze wszystkimi konsekwencjami.
Projekt plebani zrobiłem sam. Po uzyskaniu zgody Ks. Bpa I. Tokarczuka na budowę - 4 lipca 1980 przystąpiliśmy do pracy. Przez 3 dni i 3 noce, w tym w niedzielę, parafianie z podziwu godną ofiarnością kopali ziemię pod fundamenty i wznosili mury budynku parafialnego. Darzyłem ich wielkim podziwem i uznaniem. W tych dniach dali wspaniałe świadectwo wiary i przywiązania do Kościoła. Pośpiech w budowie był konieczny, bo budynek stawialiśmy na parceli należącej do Skarbu Państwa (Szkoły). Stawałem na Kolegium i zapłaciłem wymierzoną mi karę.
Dokończyliśmy budowę i 13 listopada (po paru miesiącach od jej rozpoczęcia) zamieszkałem w nowym budynku.

Ze względu na dużą wilgoć w podziemiach kościoła, gdzie była sala katechetyczna, dobudowaliśmy również nielegalnie do plebani niewielki budynek do nauki religii i tam do 1990 r. odbywała się katechizacja. „Wykroiłem” również z parceli szkolnej 10 arowy ogródek. Z okazji 600-lecia obecności Matki Bożej na Jasnej Górze wybudowaliśmy z kamieni Kaplicę - Grotę, a w przysiółku Osia Góra - Kaplicę, która jest repliką Kaplicy rozebranej, stojącej na miejscu obecnego kościoła.

Z uzyskaniem zezwolenia na założenie cmentarza mieliśmy też duże problemy. Już kilka tygodni po przyjściu do Lipnicy pokierowałem grodzeniem działki cmentarnej, a w 2003 r. powiększyliśmy ją o około 30 arów i ogrodziliśmy.
W czasach bardzo trudnych, bo na początku lat 80 tych ubiegłego wieku, podjął się Ksiądz budowy plebani. Był to czas szczególnych doświadczeń dla Księdza. Czy mógłby Ksiądz nam je pokrótce przedstawić ?

W pierwszych dniach mojego pobytu w Lipnicy zjawił się oficer SB, który mnie potem często nachodził. Bardzo mocno przestrzegał przed budową plebani. Wiedziałem, że każdą naszą rozmowę nagrywa, dlatego mowa moja była „Tak, tak. Nie, nie”. Gdy przywiozłem jakikolwiek materiał budowlany, zjawiał się mój „anioł stróż”, grożąc sądem w razie budowy. Zgromadziliśmy materiał budowlany i rozpoczęliśmy budowę. Przyszła do budowy cała wioska, z wielką ofiarnością budowali od małego do najstarszego i za to jestem im ogromnie wdzięczny. Chcę za tę wspaniałą postawę i ofiarność podziękować moim parafianom. Bóg zapłać !

Po 3 dniach budowy: policja z Rzeszowa, urzędy wojewódzkie i gminne, plombowanie murów, wizyta oficera SB, Kolegium karne. Po zdjęciu ogrodzenia, celem poszerzenia drogi - Wojewódzki Urząd Planowania Przestrzennego, a 2 godz. od rozpoczęcia grodzenia przyjazd z Kolbuszowej Prokuratora, geodety i innych urzędników powiatowych i gminnych. Po wybudowaniu budynku katechetycznego przyjazd do mnie Wojewódzkiego Dyrektora od Spraw Wyznań. Po wybudowaniu kaplicy na Osiej Górze też milicja i urząd z Kolbuszowej spisali ze mną protokół. Po poszerzeniu i ogrodzeniu cmentarza wizyta i dochodzenie milicyjne.

Mimo trudności i przeszkód, dzięki ofiarności i pomocy parafii ukończyliśmy dzieło utworzenia parafii w Lipnicy.

Jakie inne inwestycje udało się Księdzu zrealizować w parafii Lipnica, i która z ich Księdza najbardziej cieszy ?

- Ogrzewanie kościoła. Idealne jest ogrzewanie z 4 -tonowym piecem i dużymi kanałami nawiewowymi, ale do tego trzeba ludzi, którzy przywieźliby drzewo i zajęli się paleniem. Poprosiłem strażaków o przywóz drzewa. Nikt nie przyszedł. Zrobiliśmy więc ogrzewanie nawiewowe na gaz.

- Wyposażenie wnętrza, ściana ołtarzowa z krzyżem i płaskorzeźbami, ławki, ołtarz boczny uratowany z rozebranej Kaplicy, obrazy, Chrzcielnica, witraże, organy, Droga Krzyżowa, Ołtarzyk Matki Bożej Częstochowskiej, pomnik papieża Jana Pawła II, otoczenie kościoła wyłożone płytkami i z pięknym żywopłotem.

- W 1996 r. połączyliśmy dachem kościół z plebanią i tak powstała Kaplica - Matki Bożej Fatimskiej.

- Do wzniesionych budynków należą jeszcze garaż i mały budynek gospodarczy.

Najbardziej jednak cieszy mnie Kaplica Matki Bożej Fatimskiej, która jest Kościołem na lato, ponieważ kościół jest zbyt mały, bez klimatyzacji. Wcześniej osoby starsze przed Mszą św. zajmowały 13 ławek, a reszta ludzi stała na polu i „słuchała” Mszy przez głośniki. Teraz w Kaplicy każdy ma miejsce siedzące, dużo tlenu i bliskość ołtarza.

Czy Władza Duchowna zauważała pracę Księdza i jakie zadania mu powierzała ?

Pełniłem obowiązki dekanalnego Referenta do spraw Młodzieży, a w Diecezji Sandomierskiej, miałem zaszczyt należeć do Organu Doradczego Ks. Biskupa, tzn. Rady Kapłańskiej. Byłem Członkiem Synodu Diecezjalnego, a od 8 lat jestem Ojcem Duchownym kapłanów dekanatu Raniżowsłtiego.

Czy Władza Duchowna zauważała moją pracę ? Ks. Bp. I. Tokarczuk odznaczył mnie tytułem E. C., tzn. Exposi-torium Canonicale i R. M. tzn., prawem noszenia Rokiety i Mantoletu - szat kanonickich, a Biskup W. Swierzawski włączył mnie w Grono Prałatów Kapituły Konkatedry w Stalowej Woli.

Jak Ksiądz przeżywa swoje jubileusze ?

Co roku spotykamy się zwykle u jednego z kolegów kursowych. Odprawiamy Mszę Św. dziękczynną i modlimy się za siebie i za swoich parafian, a przy stole wspominamy czasy seminaryjne i dzielimy się naszymi doświadczeniami duszpasterskimi.

W tym roku odprawimy trzydniowe rekolekcje w Starej Wsi, a potem w Turaszówce koło Krosna, u kolegi odprawimy Mszę św. i spotkamy się przy stole.

Co zdaniem Księdza z perspektywy nie tylko tych 40 lat jest najważniejsze w życiu człowieka ?

Najważniejsze przykazanie: „Będziesz miłował Boga i bliźniego". Na pierwszym miejscu stawiać wiarę w Boga, miłość do Niego i służyć Mu w bliźnich, jak to czynił Jan Paweł Wielki, na miarę swojego stanu i możliwości.

Czy może Ksiądz nam powiedzieć, co najbardziej dręczy duszę współczesnego człowieka ?

Zagubienie hierarchii wartości. Trzeba postawić Boga i wiarę w Niego na pierwszym miejscu, a wszystko wróci do pełnej harmonii.

Jakie więc motto życiowe chciałby Ksiądz przekazać naszym czytelnikom ?

Zachować we wszystkim wielką cierpliwość i wielką ufność w pomoc i opiekę Bożą.

Na zakończenie pragnę podziękować parafianom, którzy z wielką ofiarnością przyczynili się w tych trudnych czasach do tworzenia i organizacji parafii. Panu Wójtowi za życzliwość i dobrą współpracę.

rozmawiał: K. Klecha




Poniżej zamieszczam drugi znaleziony artykuł, tym razem z Gościa Sandomierskiego, który ukazał się 20 lipca 2008 roku.

Panorama parafii pw. Matki Bożej Pocieszenia w Lipnicy
Nielegalne początki

Wznosząc kaplicę Matce Bożej Pocieszenia, mieszkańcy Lipnicy powstrzymali dalsze rozprzestrzenianie się cholery.

W latach 70. XIX wieku w Lipnicy panowała zaraza – cholera, która pustoszyła niezmiernie okolice. Jak podaje kronika sąsiedniej parafii Dzikowiec, w samym tylko sierpniu zmarło w Lipnicy aż 112 osób ! Aby przebłagać Matkę Bożą, mieszkańcy postanowili wznieść Jej kaplicę – kaplicę Matki Bożej Pocieszenia.

Jak trwoga, to do Boga

Ta sama kronika donosi, iż wraz z przywiezieniem na miejsce budowy pierwszej furmanki piachu zaraza od razu ustała ! Zdaniem proboszcza parafii Matki Bożej Pocieszenia w Lipnicy ks. Edwarda Ożoga , wydarzenie to było zaczątkiem wielkiego maryjnego kultu w Lipnicy. Niestety, aby pozyskać teren pod budowę kościoła, w 1977 r. rozebrano kaplicę. Obecnie jej ołtarz wraz z obrazem jest odnawiany w pracowni w Rzeszowie. Dzięki zachowanym zdjęciom udało się na szczęście zrekonstruować kaplicę. Teraz stoi ona na lipnickich polach w miejscu, gdzie rzekomo w latach 50. objawiała się Matka Boża.



Jako siedmioletni chłopiec biegałem tam z niedalekiej Nienadówki, aby się modlić przy studzience objawień – wspomina ks. Edward Ożóg. – Matka Boża mi się wprawdzie nie objawiła, ale może mnie zauważyła, gdyż po wielu latach przywołała tutaj z kapłańską posługą. Obecnie parafia przygotowuje się do szybkiego powitania ołtarza wraz z obrazem, co nastąpi najpóźniej do 15 sierpnia. Przez kolejne niedziele uczę więc wiernych śpiewania Akatystu, co osobiście obiecałem biskupowi Andrzejowi Dziędze.

Plebania w trzy dni

Dawniej Lipnica należała do parafii Dzikowiec. Aby uczestniczyć w Mszach św., wierni musieli pokonywać nawet do sześciu kilometrów. Stąd oczywiście zrodził się pomysł budowy własnego kościoła, a potem erygowania nowej parafii. W latach 70. wierni podjęli energiczne działania, pisząc pisma do Urzędu Wojewódzkiego w Rzeszowie. Ich wytrwałość została wynagrodzona w 1976 roku, kiedy to uzyskali pozwolenie na rozbudowę istniejącej już kapliczki Matki Bożej Pocieszenia. Kapliczkę rozbudowali jednak, wykraczając znacznie poza plany, do rozmiarów niewielkiego kościoła. Na mieszkańców i ówczesnego wikariusza parafii Dzikowiec ks. Michała Józefczyka posypały się grzywny i szykany ze strony ówczesnych władz. Budowli na szczęście nie rozebrano. 27 listopada 1977 roku świątynię poświęcił biskup Tadeusz Błaszkiewicz. Rok później erygowana została parafia w Lipnicy. W roku 1980 z kolei, już bez żadnego zezwolenia i w ciągu zaledwie trzech dni, parafianie wybudowali plebanię.

Pomysłowe rozwiązanie

Od tego czasu obecny proboszcz lipnickiej parafii ks. Edward Ożóg przy wsparciu wiernych zmienił znacznie oblicze świątyni. Przede wszystkim zainstalowano w niej ogrzewanie. Ponadto wyposażono kościół w gustowne ławki, wstawiono witraże, zamontowano organy i stacje Drogi Krzyżowej. Otoczenie wokół świątyni wyłożone jest płytkami i ogrodzone bujnym żywopłotem. W 1996 roku kościół połączono z plebanią dachem i w ten sposób powstała kaplica Matki Bożej Fatimskiej.
– Najbardziej mniej cieszy właśnie kaplica, która jest jednocześnie kościołem w czasie lata, ponieważ nasza świątynia jest zbyt mała i nie ma klimatyzacji – dodaje ks. Edward Ożóg . Wcześniej część wiernych, z konieczności, stała na zewnątrz, słuchając Mszy przez głośnik. Teraz, dzięki kaplicy, każdy ma miejsce siedzące i jest blisko ołtarza.

Andrzej Capiga



Zdaniem proboszcza

powiększ zdjęcie – Moich parafian cechuje zdrowa, tradycyjna religijność i przywiązanie do kościoła. Najlepszym dowodem jest fakt, iż w ciągu zaledwie trzech miesięcy wybudowali kościół, narażając się – a były to lata siedemdziesiąte – na kary i szykany ze strony ówczesnych władz. Podobnie było z plebanią, którą z kolei wznieśli w ciągu trzech dni. Oba budynki powstały bez zezwolenia. Chciałbym też zwrócić uwagę na wysoką frekwencję wiernych na Mszach św., nawet do 70 proc. ogólnej ich liczby. Komunię zaś przyjmuje prawie połowa obecnych w kościele. To dużo. Parafia liczy obecnie około tysiąca osób.
Spora ich liczba wyjeżdżała lub wyjeżdża do USA. Sprawiła to kiedyś wielka bieda. Przy kościele działają duża grupa ministrantów, schola oraz kilkanaście róż kobiecych, dwie męskie i trzy młodzieżowe.

Ks. kanonik Edward Ożóg

20 czerwca 1965 roku ks. Kanonik Edward Ożóg przyjął święcenia kapłańskie z rąk bp. Stanisława Jakiela w katedrze przemyskiej.
20 czerwca 2015 roku minęło 50 lat jego posługi duszpasterskiej.

Z okazji tego ważnego jubileuszu w lokalnej gazecie gminy Dzikowiec ukazała się rozmowa z ks. Kanonikiem Edwardem Ożogiem






strzałka do góry


Ks. Wojciech Wyskida

ur. 28 lipca 1908 roku w Nienadówce Dolnej. Był synem nienadowskiego gospodarza Jakuba Wyskidy.

W sprawozdaniu Dyrekcji Państwowego II Gimnazjum im. Stanisława Sobińskiego w Rzeszowie za rok 1928/29, dowiadujemy się, że: absolwent Wojciech Wyskida ukończył gimnazjum humanistyczne zdając egzamin dojrzałości 25 maja 1929 roku

W następnych latach studiował w Instytucie Teologicznym w Przemyślu.

Po święceniach kapłańskich przez rok był (1935-1936) wikariuszem na parafii Kombornia

Łopuszka Wielka, to następna placówka w której pełnił już posługę, najpierw administratora, później proboszcza. Nie udało mi się ustalić dokładnych dat jego tam działalności, ale trafiając do "zbuntowanej parafii" musiał się wykazać wielkim talentem gospodarskim i społecznym.

Dlaczego "zbuntowana parafia" ? Miejscowi założyli we wsi orkiestrę dętą, poniżej krótko historii która się później wydarzyła.

(..) Parafia Łopuszka Wielka
W 1924 roku proboszcz Stanisław Bulichowski wyszedł na rezurekcję ze mszą przed ołtarz, gdy z chóru kościoła „ryknęły trąby”. Obrażony ksiądz z Pantalowic zgromił orkiestrantów. Po tym incydencie ludność Łopuszki zorganizowała własny kościół narodowy.

Konflikt zakończono budową w 1938 roku rzymsko-katolickiego kościoła i plebani na placu ofiarowanym przez Scipionów.
Zaprojektował go w stylu nadwiślańskim sam hrabia Roman Scipio, a całą akcją kierował pierwszy proboszcz powstałej parafii ksiądz Wojciech Wyskida.
(..)

Okupacja niemiecka również odcisnęła spore piętno na jego życiu.

(..) 19 września 1942 roku czterech uzbrojonych bandytów napadło na plebanię w Trzebosi. Obrabowało po drodze kilku zamożniejszych gospodarzy, a następnie zjawiło się w Nienadówce. Tutaj dokonało rabunku najpierw u Pawła Wyskidy i Pawła Krzanowskiego, potem zabrało pieniądze u Tomasza Prucnala. Następnie bandyci kazali zaprowadzić się do Jakuba Wyskidy. Tutaj akurat chwilowo przebywał u ojca ks. Wojciech Wyskida. Księdzu zabrali zegarek, zarzutkę i 200 zł, ojcu 400 zł i dwa ubrania. (..)

Tragiczne w skutkach miało inne wydarzenie, tym razem w parafii księdza Wyskidy. W kronice OSP Łopuszka Wielka znajduje się jej opis.

(..)1943 rok zapisał się tragicznym wydarzeniem w historii Łopuszki Wielkiej.
Tego dnia gestapowcy dokonali zbiorowego mordu na osiemnastu rodakach naszej wsi, w tym również na członkach straży. Egzekucja została przeprowadzona obok stodoły Józefa Lewandowskiego.
Naocznym świadkiem mordu był ks. proboszcz Wojciech Wyskida.
Aby upozorować legalność zbrodni ściągnięto nauczyciela i ks. Wojciecha Wyskidę, będącego w tym czasie na weselu w Medyni Kańczudzkiej.
Rozstrzelani zostali: Władysław Bawor, Zofia Futoma, Marcin Szumierz, Antoni Hałys, Józef Słonina, Józef Kołodziejczyk, Edward Hałys, Józef Zięba, Stanisław Kołodziejczyk, Antoni Zięba, Józef Jasiecki, Piotr Mołoń, Władysław Zięba, Bronisław Malik, Rozalia Norek, Maria Futoma, Wiktoria Futoma oraz Wiktoria Słonina.
(..)

1950 - 1970 proboszcz ks. Wojciech Wyskida sprawował posługę proboszcza w parafii Albigowa.
Ks. Wojciech Wyskida zmarł 1 kwietnia 1974 w 37 roku kapłaństwa. Spoczywa na cmentarzu parafialnym w Nienadówce.

strzałka do góry


Tadeusz Wojciech Ożóg

Brat Fabian
  • Ur. 12.04.1930 w Nienadówce
  • wstąpił: 25.10.1957
  • pierwsze śluby: 31.05.1960
  • śluby wieczyste 23.05.1966

Od początku przebywa w klasztorze w Leśniowie.

Urodził się w chłopskiej rodzinie Walentego i Anny Ożóg z Nienadówki. Tadeusz był ich trzecim z kolei dzieckiem. Jego mama - Anna Ożóg zmarła kiedy Tadeusz miał 6 lat. Ojciec powtórnie się ożenił a wychowaniem jego dzieci zajęła się jego druga żona Zofia.

Brat Fabian często odwiedza swoją rodzinę w Nienadówce jednak trudno namówić go, by podzielił się wiadomościami na swój temat. Skromny człowiek, kilka dat z życia, kilka rodzinnych fotografii i niespodzianka - Brat Fabian został pięknie opisany przez panią Violettę Nowakowską z Kąt koło Wrocławia. Dzięki temu przybliżymy jego życie i jego zajęcia zakonne jego rodakom z Nienadówki.


* * * * *


Materiał poniżej - aut: Violetta Nowakowska
Brat Fabian nie lubi: zdjęć, własnych jubileuszy i kiedy go proszą, żeby mówić o sobie. Lubi za to poranne wstawanie, dwa jaskółcze gniazda nad swoim oknem i te dni, w których wszystko idzie jak trzeba, zwyczajnie. Brat Fabian budzi się codziennie przed piątą, ale tak sam z siebie, bo budzika nie potrzebuje.
- No, pewnie - uśmiecha się. - Tyle lat wstawania o tej samej godzinie, to i budzik nie jest do niczego potrzebny.
Proszę, żeby wymienił jeszcze kilka niepotrzebnych rzeczy. Po namyśle mówi: „samochód”.
- Chociaż niektórym to samochód potrzebny. Kiedyś przez pięć, sześć lat sam miałem WSK-ę. W pole podjechać, na zakupy, ale wreszcie myślę, że niepotrzebna. Rower najlepszy. Zwyczajny rower do zwyczajnych rzeczy.
Dla brata Fabiana zwyczajna jest praca.
- Ale też - zastrzega się - nie za bardzo.
Jest o czym opowiadać. - Ta sama od czterdziestu ośmiu lat. Czterdzieści sześć jako paulin i pierwsze dwa lata do sześćdziesiątego pierwszego, kiedy jeszcze nie byłem w zakonie.
Wtedy nie nazywał się jeszcze brat Fabian tylko zwyczajnie Tadeusz Wojciech.
- Praca niby prosta, ale musi byś solidnie wykonana, najpierw obrządek tego wszystkiego - zatacza ręką szerokie koło, obejmujące przyklasztorne zabudowania gospodarcze - a potem karmienie.
Idziemy zobaczyć inwentarz. W małej stajence stoi dorodna krowa karmicielka i łaciate cielę.
- Krowę nazwałem Babka, ale młodzi wołają ją Pecia, a na byczka to już wszyscy tak samo mówią: Bartek. Jest u nas brat Bartek, ale się nie obraża.
Pecia i Bartek mają pełne, lśniące boki i świeżą podściółkę. Tuż obok znajdują się chlewiki. W jednej zagrodzie rezyduje ogromna maciora, w drugiej sześć okrągłych wieprzków. Brat prosi, bym weszła i wszystkiemu się przyjrzała.
W chlewiku jest mrok, więc tylko ogarniam wszystko pospiesznym spojrzeniem i szybko wychodzę na małe brukowane podwórko. Ale brat nie pozwala mi na taką fuszerkę.
- Widziała Pani, jakie ładne ? - pyta i z powrotem prowadzi mnie do chlewika.
- Nie można szybko - tłumaczy jak dziecku - trzeba się przyjrzeć, jak się chce coś dobrze zobaczyć.
Posłusznie kiwam głową i teraz uważniej przyglądam się pękatym wieprzkom: czterem gładkim, jednemu czarnemu i jednemu w rude łatki. Jeden z wieprzków wpycha przez deski zagrody powalany jedzeniem ryjek, a ja ostrożnie wyciągam do niego rękę.
Okrągły nos prosiaka jest wilgotny, chłodny i bardzo miły w dotyku.
Przez otwarte drzwi wpada jaskółka i przestraszona naszą obecnością zgrabnym łukiem wyfruwa z powrotem.
Na mnie także już pora.
Przechodzę przez ciemną bramę i zatrzymuję się jeszcze na moment pod ścianą z żółtego łupka, ot tak, na chwilę, żeby zatrzymać w pamięci obraz, który przypomina trochę wyblakłą akwarelę.
Jeszcze tylko zbiegam do źródełka, by tradycyjnie napić się wody, przed podróżą. Wsiadam do swojego (koniecznego-niepotrzebnego) samochodu i całą drogę powrotną myślę o bracie Fabianie.
Bracie Fabianie, przepraszam, że o Tobie napisałam.
* * * * *
Jadę do Leśniowa po nowe skrzydła. Stare, które przywiozłam sobie stamtąd przed trzema tygodniami, już się całkiem zużyły. Pogniotły się i połamały, i bardziej przeszkadzają niż pomagają w lataniu. Co tu zresztą mówić o lataniu, skoro ledwie chodzę. Kuśtykam przez podwórko i jestem zniecierpliwiona własną niemożnością załatwiania ciągle tych samych spraw, prowadzenia ciągle tych samych rozmów, z których, jak mi się wydaje, nic nie wynika. Jestem szybka i skuteczna tylko w sprawach zawodowych, ale im większą z tego czerpię satysfakcję, tym bardziej oczywiste staje się dla mnie, że uciekam przed sobą.
Otwieram modlitewnik księdza Malińskiego, ale nawet i to nie pomaga. Pozostaje więc Leśniów i spotkanie z żywymi ludźmi. Zastanawiam się, czy brat Fabian bywa w ogóle znudzony lub zniecierpliwiony. Ogromnie imponuje mi jego pogoda ducha, dystans do wszystkiego i zaparcie się siebie. A przy tym w najmniejszym stopniu nie wdaje się być umartwiony. Żyje pełną piersią, łącząc to z cichością żywota. Proszę więc ojca Zbigniewa, żeby zechciał umówić mnie z bratem Fabianem, i jedziemy...
Siedzę w rozmównicy i przez chwilę nie pytam o nic, tylko patrzę. Spokojna twarz brata Fabiana emanuje ciepłem.
Przypomina trochę twarz księdza proboszcza, który uśmiechał się zza firanki, widząc, jak chłopcy ze wsi obrabiają mu w sadzie wielką czereśnię.
- Nie mogę tam pójść i powiedzieć, żeby sobie narwali, ile chcą, bo przestraszą się mnie i uciekną albo co gorsza, pospadają z drzewa. Więc tylko kryjąc się w wykuszu okna, powtarzał: „jedzcie chłopcy, jedzcie”.
Przyjechałam do Leśniowa nachapać się od paulinów radości i pokoju jak świeżych czereśni. Niczym mały, wiejski nygus w zachłannym pośpiechu zgarniam do kieszeni słowa brata Fabiana, żeby nasycić się nieswoim spokojem.

- Urodziłem się w Nienadówce, powiat Kolbuszowa, województwo rzeszowskie, 12 kwietnia 1930 roku. Moja mamusia zmarła na wiosnę, kiedy miałem sześć lat, a pod koniec żniw tatuś znowu się ożenił. Tak się wtedy robiło, ręce do pracy były potrzebne. Ale ta druga mamusia była dla mnie bardzo dobra. Pamiętam, jak nas tatuś zawołał i powiedział, że to będzie teraz nasza mama. Starsze rodzeństwo stało w izbie i nie mówiło nic, tylko ja powiedziałem głośno: „nie chcę tej mamusi”. To pamiętam.

- Było nas troje: dziesięć lat starszy Stanisław, trzy lata starsza Maria i ja. Była jeszcze Zosia, bardzo mądra i sprytna dziewuszka, trzy lata ode mnie młodsza. Biegała po drabinie, szybko tymi nóżkami przebierała: raz, raz i już była na górze, a ja stałem na najpierwszym szczeblu i nie wchodziłem. Bałem się. Zawstydzali mnie: Widzisz, taka mała się nie boi, a Ty się boisz”. No, ale bałem się i już. Byłem taki cichy, spokojny. A ona mądra, nie bała się odezwać, wszystko wiedziała, wszędzie jej było pełno. Mówią, że takie dzieci to Pan Bóg szybciej do siebie zabiera i z Zosią tak było. Zosia przeziębiła się, bo to była wiosna. Chorowała i umarła, pamiętam, że to było w Palmową Niedzielę. Rozpacz w rodzinie była wielka. Zostało nas troje.


Brat Fabian zamyśla się i po chwili podejmuje przerwany wcześniej wątek.

- Jak już powiedziałem, nie chciałem tej nowej mamusi. Bałem się, bo starsze dzieci mówiły: „Macocha będzie niedobra dla nas”. Tak mówiły, bo też się bały, ale to wszystko była nieprawda. Moja druga mamusia wszędzie ze mną chodziła, wszędzie mnie zabierała i głaskała mnie, i tuliła, i zawsze mówiła o mnie „mój syn”. Sąsiadki to denerwowało, bo kiedyś słyszałem, jak jedna powiedziała: „Twój syn? A bolało cię na niego?”. Że niby jak sama nie urodziła, to nie syn. Mamusia nie powiedziała wtedy nic, ale dalej opiekowała się mną jak własnym dzieckiem. Dlatego zawsze uważam, że mamusie miałem dwie: tę, co umarła, jak miałem sześć lat i tę drugą, co dalej mnie wychowywała. I podobało mi się, że jest taka młoda, ładnie ubrana i dobra dla wszystkich.

- Pracy było u nas dużo, ale biedy my nie cierpieli, bo wszystko było swoje. Teraz by nawet trudniej było. Jedzenie mieliśmy swoje, jak to na wsi, ale nie tylko jedzenie. Wszystko robiliśmy sami. Starsza siostra, jak miała jedenaście lat, to już przędła, sami nawet umieliśmy garbować skórę. W roku pięćdziesiątym powołali mnie do wojska. Miałem wtedy dwadzieścia lat...


Brat Fabian urywa i zamyśla się głęboko. Zapada długa cisza. Mam wrażenie, że to milczenie poprzedzać może jakieś ważne wyznanie.

- Myślałem nawet, żeby wstąpić do zakonu, ale nie miałem śmiałości w sercu

wyznaje wreszcie z prostotą.

„Brak śmiałości w sercu” mógłby skutecznie pokrzyżować plany młodego Tadeusza Wojciecha z Nienadówki, gdyby nie pielgrzymka na Jasną Górę z księdzem proboszczem.

- Po wojsku to było, pojechałem na tę pielgrzymkę. Chodziłem ze wszystkimi po Jasnej Górze, modliłem się, ale myślałem tylko o jednym. Ważyłem w sobie tę myśl i wreszcie jakoś nabrałem odwagi. Odłączyłem się od mojej grupy i poszedłem na furtę. I zawsze pamiętam, że stał tam jako furtian brat August, a zakonnik generalny, który mnie przyjmował, nazywał się Ferdynand Pasternak. Mówię tak i tak, że chcę do ich zakonu, a on o wszystko dokładnie wypytał i powiedział, co trzeba załatwić.

Czy to znaczy, że nikt z rodziny wcześniej nie wiedział o tej decyzji ?

- Nikt - uśmiecha się brat Fabian.

- Nikt. Dowiedzieli się dopiero... No, naprawdę na ostatnią chwilę. To było tak: bratu powiedziałem dziś, a jutro miałem wyjeżdżać.

A mama ?

- Mamusia mówiła mi, że to nie będzie łatwo. I smutna była, że wyjeżdżam.

To ksiądz proboszcz też nic nie wiedział ?

- Nie. Dowiedział się dopiero, jak miał mi opinię napisać - brat Fabian uśmiecha się jak chłopiec, któremu udało się spłatać wszystkim dobrego psikusa.
I jaką napisał?

- Że w zakonie będę chodził pogodny i roześmiany... No i jakoś rzeczywiście - śmieje się.

I co na to mama ?

- Powiedziałem tylko mamusi: jak idę, to idę, z pomocą Bożą wytrzymam. Wojsko przecież przeszedłem.

To zakon jest trochę jak wojsko ?

- W wojsku też nie było mi źle, bo dobrych ludzi koło siebie miałem. Ale w zakonie wdało mi się tak dobrze... Nadzwyczaj dobrze: i modlitwa, i cicho... Po prostu najlepiej. Do wojska musiałem iść, a zakon to jest z wyboru i na całe życie. Więc to nie jest to samo. Kiedy były obłóczyny, bardzo się cieszyłem. To był uroczysty dzień, pamiętam: 30 maja 1958 roku.

Przez chwilę w myślach sprawdza, czy nie pomylił dat.

- Tak - potwierdza głośno - bo 31 maja w sześćdziesiątym roku miałem śluby wieczyste.

Do wszystkich przyjechała rodzina i do mnie też. Wszyscy byli: mama, siostra i jeszcze sąsiad. Do święceń było nas sześciu braci i jeden ksiądz. To jest taki dzień, że każdy z Nas coś sobie postanawia, o coś prosi. Różnie proszą, jeden, żeby wytrwać, albo ktoś na przykład, żeby wiernie służyć Bogu...


A czy można widzieć, o co brat prosił ?

- Tak, ja poprosiłem o to, żeby moi przełożeni nie mieli ze mną trudności. Żeby nie mieli utrapień.

Brat mówił coś dalej, ale cała moja uwaga zatrzymała się na tym jednym zdaniu. Czułam, że to, co dla brata Fabiana było najprostszą, najzwyczajniejszą prośbą - dla mnie jest mądrością, do której nie dosięgam.

„Żeby nie mieli ze mną trudności, żeby nie mieli utrapień.”

To na dobre odwrócić może cały dotychczasowy porządek rzeczy. Dokładam przecież wszelkich starań, by nie mieć trudności z ludźmi, by nie mieć z nimi utrapień. Ten system jednak zawsze gdzieś zawodzi, stąd mój brak spokoju, irytacje i zniecierpliwienia. Dotąd myślałam, że zawodzą ludzie. Ja przecież się staram, mam dobre intencje. Z ludzkiego punktu widzenia robię wszystko, co w mojej mocy. Rozmawiam, podejmuję wyzwania, jestem lojalna.

Na dobrą sprawę, zamiast tego wszystkiego powinnam może przenicować na drugą stronę swój dotychczasowy punkt widzenia. Zmiana opcji, drobny zabieg, teoretycznie proste.

W praktyce jednak nic nie jest takie oczywiste. Wytyczyć dalszą drogę tak, by to ludzie nie mieli utrapienia ze mną, to postawić wszystko na głowie. Być może znaczy to nawet, że nie będzie już życiowych oczekiwań, które tak łatwo rozczarowują. Ale jak to zrobić z marszu, bez czterdziestu ośmiu lat zakonnego życia. Jak? „Pstryk” i brat Fabian staje się nieoczekiwanie Kopernikiem mojego wewnętrznego porządku rzeczy. Patrzy na mnie spoza swoich drucianych okularów i z pogodnym uśmiechem na ustach przewraca do góry nogami cały mój świat. „Pstryk” - łatwo powiedzieć komuś z takim duchowym dorobkiem, ale mnie?! Nie ma się co okłamywać, wcale nie cieszę się na taką rewolucję.

Zostawiam posłuszeństwo, pokorę, przyrzeczenia brata Fabiana, a przede wszystkim własne dylematy. Na tego rodzaju przemyślenia będę prawdopodobnie potrzebowała pół życia.

Zmieniam więc temat i wypytuję o imię zakonne.

- Chciałem być Rafał, ale był już ojciec o takim imieniu. Teraz już może być u nas dwóch braci o tym samym imieniu, ale wtedy tak jeszcze nie było. Opiekował się nami ojciec Honorat Marcinkiewicz i to on powiedział, żebym wziął Litanię do Wszystkich Świętych i czytał. Czytam więc: „Święty Michale, święty Gabrielu, święty Rafale”, a ojciec odpowiada: „Jest u nas taki, jest, jest...”. Czytam dalej: „Święty Szczepanie, święty Wawrzyńcze, święty Wincenty”, ojciec cały czas powtarza: „Jest, jest...”. Dopiero jak przeczytałem: Święty Fabianie i Sebastianie”, to ojciec Honorat mówi: „Nie ma Fabiana, będziesz Fabian”. I tak zostało.

Podobało się bratu to imię ?

- Podobało mi się. To jest imię rzymskie. Raz nawet był tu jeden dziesięcioletni chłopak z Warszawy. Fabian właśnie. Przyjechał na wakacje do Leśniowa i powiedzieli mu, że u paulinów też jest Fabian. To on przyszedł do mnie i mówi: „Bracie, ja też jestem Fabian" i uścisnęliśmy sobie dłonie.

Brat przerywa na chwilę, bo nalegam, żeby poczęstował się ciastem. Na talerzu stoją poukładane w zgrabną rozetkę małe i duże kawałki. Brat Fabian bierze pierwszy z brzegu (akurat najmniejszy!) kawałek sernika.

Lubi brat sernik? - pytam.

- Lubię.

A najbardziej ?

Brat uśmiecha się. Może moja dociekliwość wydaje mu się niestosowna, ale trudno. Chciałabym wiedzieć o nim możliwie najwięcej.

- Najbardziej drożdżowe.

Kątem oka spoglądam na talerz. Są różne: przekładaniec, biszkopt i wuzetka, ale drożdżowego akurat nie ma.

- Kiedyś najbardziej drożdżowe - prostuje z uśmiechem. - Ale teraz to wszystkie, żeby na starość nie narzekać i nie robić nikomu przykrości.

Kochany bracie Fabianie, dziękuję Ci za niezwykłą rozmowę, za wspominki i przewracanie do góry nogami mojego świata. Obiecuję sobie solennie, że przy następnym spotkaniu postawię przed bratem Fabianem wielki jak koło młyńskie kawałek drożdżowego placka.

strzałka do góry


Dawid Szczepanik

Salezjanin
  • ur. 3 maj 1986 r., w Rzeszowie
  • Liceum ogólnokształcące przy Niższym Seminarium Duchownym księży Michalitów w Miejscu Piastowym
  • Nowicjat 2007/08 w Kopcu k/Częstochowy
  • Wyższe Seminarium Duchowne Towarzystwa Salezjańskiego w Lądzie nad Wartą (filozofia) 2008/10
  • Asystencja (praktyki) 2010/11 w Oświęcimiu (wychowawca w internacie)
  • Asystencja 2011/12 w Krakowie – Nowa huta (praktyka w szkole Salezjańskiej)
  • Obecnie od 2012r. student WSDTS w Krakowie wydział teologiczny.
  • Śluby wieczyste 7.09.2014 r., w Przemyślu.

Maksyma która prowadzi mnie przez życie zakonne to zawołanie Jezusa
„nie wyście mnie wybrali ale ja was wybrałem”
stąd przez różne okoliczności Bóg powołuje.


U mnie powołanie rodzi się gdzieś na terenach kochanej przeze mnie Nienadówki, bo właśnie tam odkrywając najpierw swoją młodość, przypatrywałem się życiu, patrzyłem na ludzi i myślałem: „jaki jest cel człowieka w tym życiu ?”

Dzięki mojemu dziadkowi Tadeuszowi Jackowi mogłem powoli wgłębiać się w tę tajemnice powołania to jemu zawdzięczam w jakimś stopniu swoje drogę ku kapłaństwu, bo to On zabierał mnie na pogrzeby, śluby, poranne msze. Nagrodą za gorliwą służbę przy ołtarzu były pyszne cukierki typu „fistaszkowe” czy „kukułka”(tego dziadziowi w szafie nie brakowało )

Teraz jeszcze bardziej uświadamiam sobie jaką duchową nagrodę dostałem od tego skromnego prostego człowieka, mogę nawet pokusić się o stwierdzenie że był on moim pierwszym mistrzem, który uświadomił mi że poświęcenie i praca wśród ludzi oraz otwartość na drugiego człowieka to cechy bez których człowiek nie będzie szczęśliwy. 7 września 2014r. w dzień profesji wieczystej leżąc krzyżem przed ołtarzem i ślubując „na zawsze” ofiarować się kościołowi, miałem wielkie odczucie, że dziadek spogląda w moim kierunku i czuwa bym i ja nigdy nie przestawał być wierny Bogu.

Dawid Szczepanik

strzałka do góry


Brat Felicjan - Jan Piskor

urodzony w Nienadówce.
zmarł w Złoczowie na kresach (dziś Ukraina)

Na zdjęciu zrobionym w roku 1901 widzimy brata zakonnego Felicjana - Jana Piskora z ks. biskupem Fischerem i księżmi urzędującymi w parafii Nienadówka.

strzałka do góry


Ks. Tadeusz Prucnal

powiększ zdjęcie powiększ zdjęcie
ur. 20 11 1929 roku w Nienadówce
Ks. Tadeusz Prucnal zmarł w Rzeszowie 4 czerwca 2008 r.

Liceum Ogólnokształcące ukończył w 1949 roku w Przemyślu. Po odbyciu studiów seminaryjnych w Wyższym Seminarium Duchownym w Przemyślu (1949-1954)

27 czerwca 1954 roku przyjął święcenia kapłańskie z rąk bp. Franciszka Bardy.
Jako wikariusz pracował:
w Zręcinie (1954-1958)
Rzeszowie - Fara (1958-1961)
Wielowsi (1961-1962)
Krośnie - Fara (1962-1964)
Stalowej Woli, par. św. Floriana (1964-1969)
W latach 1969-2005 był proboszczem w Zaleszanach.


Wspomnienie o śp. ks. kan. Tadeuszu Prucnalu
W czerwcu pożegnaliśmy śp. ks.Tadeusza Prucnala -kapłana diecezji przemyskiej, sandomierskiej, a następnie diecezji rzeszowskiej. Jego śmierć zasmuciła nie tylko byłych parafian w Zaleszanach, lecz również rodaków z pod rzeszowskiej Nienadówki

Ksiądz Tadeusz Prucnal przyszedł na świat 20 listopada 1929 r.
Jego rodzinną miejscowością była wieś Nienadówka w dekanacie sokołowskim. Po ukończeniu szkoły na poziomie podstawowym, kontynuował naukę w Liceum Ogólnokształcącym w Przemyślu. Tam też w roku 1949 złożył egzamin dojrzałości i podjął studia filozoficzno-teologiczne w Seminarium Duchownym. Formację do kapłaństwa ukończył przyjęciem święceń prezbiteriatu 27 czerwca 1954 r. Szafarzem sakramentu był bp Franciszek Barda.

Pierwszą placówką duszpasterską, na którą trafił ks.Tadeusz Prucnal, był wikariat w Zręcinie. Przez cztery lata pobytu w tej parafii neoprezbiter dał się poznać jako sumienny i gorliwy kapłan. Następnie w roku 1958 młody duszpasterz rozpoczął pracę w podobnym charakterze w rzeszowskiej farze. Zadania te spełniał przez trzy lata. Później, do roku 1962 podejmował obowiązki wikariusza w Wielowsi. Kolejną placówką był wikariat w krośnieńskiej farze. W roku 1964 przybył: do stalowowolskiej parafii pw. św. Floriana, gdzie spełniał posługę kapłańską przez pięć lat. W roku 1969 został skierowany do parafii pw. św. Mikołaja Biskupa w Zaleszanach; objął tam stanowisko proboszcza.

Opiekę duszpasterską nad wiernymi z Zaleszan ks. Tadeusz Prucnal spełniał przez 36 lat. Przez ten długi okres kształtował sumienia parafian, sprawował liturgię, udzielał sakramenty, wytrwale głosił słowo Boże. W dziejach parafii zapisał się m.in. poprzez gorliwe katechizowanie dzieci i młodzieży oraz krzewienie wśród wiernych zasad moralnych. Przejawiał zainteresowania historyczne, zajmował się m.in. przeszłością zaleszańskiej parafii. Jako proboszcz zainicjował również prowadzenie kroniki kościelnej, która stanowi dziś kopalnię informacji o minionych latach.

Od roku 1992, po reorganizacji granic kościelnych w Polsce, ks. Tadeusz Prucnal pozostawał kapłanem diecezji sandomierskiej. Dla uhonorowania jego starań na niwie duszpasterskiej odznaczono go godnością kanonika honorowego Konkatedralnej Kapituły w Stalowej Woli. 30 czerwca 2005 r. kapłan zrezygnował z pełnienia funkcji proboszcza i w obecności dziekana ks. Władysława Drewniaka oraz przedstawicieli parafii przekazał administrowanie parafią swojemu następcy ks. Zygmuntowi Wandasowi. Jako emeryt zamieszkał w Rzeszowie.

Ks. Tadeusz Prucnal zmarł w Rzeszowie 4 czerwca br. Obrzędy pogrzebowe zostały odprawione w rodzinnej wsi kapłana. Eksporta miała miejsce w niedzielę 8 czerwca. Ceremonia pogrzebowa odbyła się nazajutrz, a składały się na nią jutrznia i Msza św. pogrzebowa. Później nastąpiło przejście na cmentarz i złożenie ciała Zmarłego w grobie.

Bartosz Walicki


Notatka w Gościu Sandomierskim z dnia 15 czerwca 2008 roku

powiększ zdjęcie

strzałka do góry


Ks. Michał Cisek

powiększ zdjęcie ur. 29 VIII 1883 Nienadówka

absolwent I Gimnazjum (1904)

ksiądz prowincjał oo. Jezuitów

(z Leksykonu wybitnych nauczycieli i wychowanków I Liceum im. Stanisława Konarskiego w Rzeszowie)

Nic więcej po za tą krótką wzmianką nie udało mi się znaleźć o tym człowieku, ale może uda się jeszcze.

strzałka do góry


Ks. Piotr Ożóg

powiększ zdjęcie
ur. 11 06 1937 r. w Nienadówce
data święceń: 14 maja 1961
emeryt - parafia pw. Najświętszego Zbawiciela - Ustka



Całkiem przypadkowo natknąłem się na te artykuły i myślę że warto je tu przytoczyć, miło by było gdyby kiedyś odezwał się ktoś kto zna tego człowieka bliżej. Mnie niestety jak zwykle nazwisko Ożóg nic nie mówi nawet jeżeli jego właściciel jest księdzem a jego ojcem chrzestnym jest przedwojenny Prezydent RP, Ignacy Mościcki.



Poniżej artykuł z okazji 30-lecia posługi kapłańskiej, w którym jest podana data i miejsce urodzenia księdza Ożoga, jak również jego interesująca historia. Artykuł pochodzi: "Szept Postomina" 2005

30 lat księdza Piotra

Urodził się 11 czerwca 1937 roku we wsi Nienadówka (b. powiat kolbuszowski). Rodzice, Anna i Marcin, zajmowali się rolnictwem. Z niewielkiego gospodarstwa rolnego utrzymywała się liczna rodzina. Jako siódmy syn jest chrześniakiem prezydenckim. Honorowym ojcem chrzestnym był prezydent Ignacy Mościcki. Posiada pamiątkową księgę, która dawała prawo do darmowego wykształcenia. Mama miała otrzymywać pensję, na spokojne życic, gdy syn ukończył siódmy rok życia. Miał prawo do darmowych przelotów samolotowych. Szkołę Podstawową ukończył w rodzinnej Nienadówce. Liceum Ogólnokształcące w Sokołowie Małopolskim.

Uchonorowanie księdza Piotra podczas czerwcowej sesji naszego samorządu.

- Byłem ministrantem od II klasy szkoły podstawowej - mówi szanowny jubilat.

- Byłem w otoczeniu księży, których bardzo mile wspominam. Myśl o stanie kapłańskim zrodziła się przed zdaniem matury. Chociaż wielkim moim marzeniem było zostać marynarzem czy rybakiem. Czytane książki przygodowe nasuwały myśl o wielkich podróżach. Chciałem też być pilotem. Blisko domu rodzinnego było lotnisko. Przeszedłem nawet wstępne badania. Zwyciężyło jednak przekonanie, by stan kapłański.


Seminarium w Gościkowa Paradysz (studia filozoficzne) a następnie teologia w Gorzowie Wielkopolskim. Tam też święcenia kapłańskie(ks. biskup Wilhelm Pluta) - 14 maj 19fil roku. Później aplikacje na parafie jako wikariusz: Bobolice, Boczów (zielonogórskie), Łobez. Świdnica Zielonogórska, Koszalin, Dobrzyca. Od 1 lipca 1975 w Postominie.

- Żyje się wśród ludzi i dla ludzi - mówi ksiądz Piotr lata wikariatu dały mi dobre przygotowanie do trudniej i odpowiedzialnej pracy duszpasterskiej. W życiu bywało różnie. Robiłem, co do mnie należy. Trzeba zawsze być z ludźmi, na dobie i na złe. Zawsze kierowałem się wiarą w człowieka. Wielu przeszło drogę przebudowy wewnętrznej. To są dzisiaj zupełnie inni ludzie. Zaczęli myśleć pozytywnie mimo jeszcze wielu niedogodności w życiu codziennym. Zmieniło się ich nastawienie do życia. Bardzo wielu jednak, jakby odziedziczyło te stare nawyki, przyzwyczajenia. Są niereformowalni. To smutne piętno przeszłości bardzo głęboko w nich weszło.

Parafia jako wspólnota ma dziś dobry wizerunek. Powstało wiele zespołów, różnych grup, rośnie odwaga w wyznawaniu wiary, radość przeżywania wiary przy różnych uroczystościach, jak Boże Ciało, Komunia Święta, Bierzmowanie. Tym można się cieszyć. Jest wielka troska o świątynie. Powstaje Rada Parafialna. Ten festyn to związanie tych ludzi. Zaczyna się sympatyczna współpraca z Urzędem Gminy, ze szkołami. To cieszy, napawa optymizmem, dobrze rokuje na przyszłość.

Sławoj Zawada

strzałka do góry


Ks. Edward Krzyśko

ur. w Nienadówce
data święceń: 1961 rok. Gorzów Wlkp.
msza prymicyjna: 1961 rok. Nienadówka.

proboszcz 1971 rok - Pyrzany
Wicedziekan: ks. Edward Krzysko Dekanat Kostrzyń

strzałka do góry


Ks. Jan Surowiec

powiększ zdjęcie Urodził się 11 czerwca 1935 roku w Nienadówce.
Szkołę podstawową rozpoczął w Nienadówce Górnej gdzie ukończył cztery klasy, do klasy piątej uczęszczał w szkole podstawowej w nieodległej Trzebusce. Klasy sześć i siedem kończył w szkole podstawowej w Nienadówce środkowej. Poważna choroba płuc była przyczyną powtarzania klasy szóstej.

Uczeń Jan Surowiec w klasie siódmej wraz z kilkoma kolegami (ok. 6 osób) wstąpił do ZHR. (Związek Harcerstwa Rzeczypospolitej). Organizatorem zastępu był podharcmistrz okręgu Rzeszów, mieszkaniec Nienadówki, licealista Tadeusz Prucnal.

Ks. Jan Surowiec wspomina po latach - "Pamiętam, że składaliśmy przysięgę na placu kościelnym, w prawym rogu od strony zachodniej, był to rok 1949."

Po skończeniu szkoły podstawowej swoją edukację ks. Jan Surowiec kontynuował w Liceum Ogólnokształcącym w Sokołowie Młp. W pierwszej klasie liceum zastępowy podharcmistrz Tadeusz Prucnal zwołał zebranie ZHR i poinformował druhów, że zmieniono słowa przysięgi harcerskiej.

Nowa zawierała treść, która brzmiała: .....Na wierność Polski Ludowej i przyjaźni polsko-radzieckiej.....

Żaden z druhów nie przystąpił do tej przysięgi, a zastęp zaczął działać w konspiracji. Druhowie przestali nosić swoje harcerskie odznaki, spotykając się potajemnie. Każdy z Nich miał obowiązek pomagać innym. Spotykali się tak do roku 1952. Druhowie dokonywali również sabotażu na terenie LO w Sokołowie Młp., polegającym na niszczeniu prasy radzieckiej m.in. pisma Pionier. Po jednej z akcji - było to niszczenia portretów Bieruta, Cyrankiewicza, Rokossowskiego i Stalina ktoś ich wydał. Sprawa była bardzo poważna i zajął się nią UB. (Urząd Bezpieczeństwa) Dyrektor Liceum pan Pietrzykowski wezwał ucznia Jana Surowca do siebie i powiedział mu wprost:

Nazwisko Twoje zapomnę, ale Twojej twarzy nigdy. Ojciec Twój zdechnie na Syberii.
Kiedy mu odpowiedział - Ja nie mam ojca - usłyszał.
Jeśli nie ojciec to Ty.

Był marzec 1952 roku, Po tygodniu od rozmowy z Dyrektorem szkoły, UB zabrał ucznia Jana Surowca prosto z ławki szkolnej. Zawieziono go do Kolbuszowej gdzie był punkt zborny dla takich jak On. Przywieziono również kilku chłopaków z Kolbuszowej i Jasła. Ubrano wszystkich w wojskowe buty, szynele bez pasa na głowę włożono rogatywkę bez orzełka i zawieziono do Rzeszowa na stację kolejową. Pociągiem ruszyli w kierunku Olsztyna. Jan Surowiec wraz z innymi trafił do powiatu Węgorzewo. Umieszczono ich w pałacu, który zajmował zarząd PGR-u w Jagoczanach. Jan Surowiec został przydzielony do pracy przy udoju mleka i jego transporcie do mleczarni. Przepracował tam kilka miesięcy, do domu wrócił 15 sierpnia.


Przymusowy i nagły wyjazd do pracy na "ziemie odzyskane", przerwał edukację Jana Surowca było powodem braku zaliczenia egzaminu z matematyki, a bez niego nie mógł zaliczyć klasy drugiej. Mając na uwadze egzamin poprawkowy, po zakończeniu roku szkolnego w lipcu 1953 roku zgłosił się na ochotnika do SP (Służba Polsce). Dnia 1 sierpnia trafił dokładnie w to samo miejsce co rok wcześniej do PGR-u w Jagoczanach. Niestety nie mógł na ten temat z nikim rozmawiać. Tym razem został skierowany do pracy przy omłotach. Razem z Nim był Ludwik Bełz z Nienadówki i Tadeusz Drab z sąsiedniej wsi Trzebosi.

"Ochotnicza harówka" przy żniwach w PGR-e nie pomogła, we wrześniu nie udało mu się zaliczyć egzaminu poprawkowego i drugą klasę Jan Surowiec musiał powtarzać. Podobne trudności powtórzyły się i w klasie trzeciej. Po ukończeniu czwartej klasy Liceum Ogólnokształcącego, aktyw partyjny polecił Dyrektorowi szkoły i Radzie Pedagogicznej aby Jana Surowca nie dopuszczono do matury. Uczeń załamał się, przestał, chodzić do szkoły, przestał się też uczyć. Z domu wychodził niby do szkoły ze względu na mamę by ta się nie zamartwiała.


Trwało to około 2 tygodni, po tym czasie do szkoły zawitał kapitan z RKU (Rejonowa Komenda Uzupełnień) który werbował uczniów do szkoły oficerskiej w Szczytnie. Jan Surowiec podjął decyzję i zgłosił chęć wstąpienia w jej mury i podjecie tam nauki. Razem z Nim uczyniło też podobnie kilku innych chłopaków. Wśród nich był Piotr Ożóg, który później również został księdzem.


Jan Surowiec weryfikację do nowej szkoły przeszedł pozytywnie. Aktyw partyjny LO w Sokołowie Młp. nie miał wyjścia i zezwolił mu wtedy na zdawanie egzaminu maturalnego.
- Jan Surowiec wspomina
- Do matury podszedłem zupełnie nieprzygotowany, ponieważ przez ostatni okres nauki nie chodziłem do szkoły. Maturę jednak zdałem z niewielką pomocą mojej wychowawczyni (podrzuciła mi rozwiązane zadanie z matematyki).

Po maturze Jan Surowiec zgłosił się wraz ze swoimi kolegami Piotrem Ożogiem i Edwardem Krzyśko do Seminarium Duchownego w Przemyślu, jednak na wskutek zamkniętej już listy przyjętych dwóch z Nich odroczono. Jan Surowiec został przyjęty, jednak solidaryzując się z kolegami zrezygnował z seminarium w Przemyślu i wszyscy trzej wyjechali na tzw. "ziemie odzyskane". Tam zostali przyjęci wszyscy trzej do seminarium duchownego w diecezji Gorzowskiej, w Jordanowie. Po ukończeniu filozofii w Jordanowie kontynuowali naukę teologii w Gorzowie Wlk.



Po ukończeniu 6-letnich studiów wszyscy trzej przyjęli święcenia kapłańskie z rąk ks. biskupa Wilhelma Pluty, odbyło się to dnia 14 maja 1961 roku. Swoje Msze prymicyjne odprawili jednocześnie dnia 21 maja 1961 roku w kościele parafialnym w rodzinnej w Nienadówce. Ks. Jan Surowiec przy głównym ołtarzu, ks. Krzyśko przed ołtarzem Matki Bożej, ks. Piotr Ożóg przed ołtarzem Serca Pana Jezusa. Pierwszą parafią do której aplikował Jan Surowiec jako wikariusz, była parafia Brzeźno Lęborskie. Następnie pracował w parafiach - Sianów, Budowo, Krzeszyce, Świdnica.


Przez cały ten czas od pamiętnego roku 1952 aż do roku 1990 założona przez UB teczka Jana Surowca była aktywna, z tego też powodu jak wspomina często musiał zmieniać parafie, ponieważ część proboszczów nie chciało mieć u siebie "księdza oportunisty". Miał wprawdzie obrońcę w osobie ks. biskupa Jerzego Stroby, który wspierał go duchowo i często mu powtarzał aby się nie poddawał działaniom funkcjonariuszy najpierw UB, a później SB. Ks. Jan Surowiec przeżył wiele upokorzeń - wspomina po latach.

- Ośmieszano mnie w prasie, rzucano na Na mnie oszczerstwa, często przesłuchiwano, czasem te przesłuchanie trwało i trzy doby. Raz na kwartał byłem przesłuchiwany na plebanii, stawiano mi pytania bez sensu, na które nie otrzymywali odpowiedzi. Niczego nie podpisywałem, funkcjonariusze służby chcieli się po prostu wykazać. Byłem figurantem o pseudonimie "Janek". Obiecywano mi pensje, wysokie wynagrodzenie i odznaczenia. Z wszystkiego zrezygnowałem.


Ks. Jan Surowiec wspomina też swoje wielkie przestępstwo, które popełnił w/g ówczesnych władz państwowych. - W 1963 roku popełniłem bardzo poważne przestępstwo sprzeciwiając się władzom państwowym. Otóż przeczytałem podczas mszy świętej list kardynała Stefana Wyszyńskiego do wiernych. List ten był zakazany.

Po latach wikariatu ks. Jan Surowiec został proboszczem w Łęgowie Sulechowskim, pełnił tą posługę przez pięć lat. Następną parafia do której został skierowany była parafia w Siedlisku Czarnkowskim, spędził w niej kolejne dziesięć lat. Ostatnią placówka którą przyszło mu zarządzać, była parafia w Cigacicach, to była parafia w której przyszło mu spędzić najwięcej czasu, swoją posługę sprawował w niej przez 24 lata.
 Po ukończeniu 75 roku życia ks. Jan Surowiec na własną prośbę rezygnuje z probostwa zwracając się do swojego przełożonego ks. biskupa o zwolnienie go z pracy, co też ks. biskup uczynił.
Obecnie ks. Jan Surowiec jest na emeryturze. Mieszka w Sulechowie, pomaga księżom przy parafii pod wezwaniem Podwyższenia Świętego Krzyża.
Przebywając z wizytą w swojej rodzinnej parafii Nienadówka podzielił się z Nami wiadomościami o sobie i swojej drodze życiowej, którą kiedyś wybrał i do dziś nią kroczy. Dziękujemy za życzliwe spojrzenie na to co robimy i zgodę na zamieszczenia informacji i udostępnionych zdjęć.

Ela Motyl



Ks. Jan Surowiec zmarł w dniu 3 stycznia 2017 roku.

strzałka do góry


Ks. Ludwik Ignacy Sieradzki

ur. 21 lip 1903 roku w Nienadówce. Był synem nienadowskiego organisty, Franciszka Sieradzkiego i Anieli Sieradzkiej (zd. Walicka)

Rodzeństwo: Henryk Sieradzki, Emilia Niemiec (zd. Sieradzka), Maria, Karolina Depowska (zd. Sieradzka), Waleria Genowefa Skrzyniarz (zd. Sieradzka), Janina Bukowska (zd. Sieradzka), Jan Sieradzki, Michał Sieradzki, Honorata Sieradzka
wyświęcony w Przemyślu w 1925

1933 - 1934 proboszcz Budziwoj
1945 – 1948 wikariusz - Brzostek
1949 – 1956 wikariusz - Rzochów
1960 – 1961 administrator parafii Rzymskokatolickiej p.w. Podwyższenia Krzyża Świętego w Brzostku
1961 - 1975 proboszcz parafii Mazury p.w. Matki Bożej Nieustającej Pomocy
W Dziejach parafii Mazury w latach 1938-1998, zapisano:

(..) proboszczem parafii mazurskiej został ks. Ludwik Sieradzki. Jego administrowanie trwało od 25 maja 1961 r. do czerwca 1975 r.
Przez 14 lat starał się kontynuować prace rozpoczęte przez poprzednika i upiększać kościół. Tempo prac przy kościele trzeba było jednak zwolnić, gdyż parafianie byli mocno zmęczeni i wykosztowani pracami. Ks. Ludwik zlecił wykonanie dwóch bocznych ołtarzy stolarzowi Adolfowi Chęciowi z Bliznego, według projektu artysty plastyka Zbigniewa Krygowskiego z Rzeszowa. Ołtarze zostały poświęcone 21 października 1962 r. przez bpa Stanisława Jakiela. Łączyło się to z jubileuszem 25-lecia istnienia parafii.

Na przełomie sierpnia i września tegoż roku kościół wyposażono w chrzcielnicę, wykonaną z drewna dębowego przez A. Chęcia, a zaprojektowaną przez Z. Krygowskiego.

W 1964 r. ks. Ludwik Sieradzki powiększył stary cmentarz, przedłużając go na południe.

Dzięki staraniom proboszcza 19 lutego 1965 r. oddana została do użytku komoda w zakrystii, zamówiona u wspomnianego A. Chęcia.

Ksiądz proboszcz – szczery, gorliwy i ludzki – cieszył się dobrą opinią wśród parafian. Dbał zarówno o stan duchowy swoich parafian, jak i o piękno wnętrza domu Bożego. Jednym z jego dokonań było pokrycie ścian kościoła polichromią. Dzieło to powierzył Zbigniewowi Krygowskiemu, z którym współpracowali Roman Magoń, Adolf Chęć i Jakub Matuła. Prace te zostały wykonane w czasie od czerwca do połowy września 1969 r.

Ostatnią zasługą kapłana było ogrodzenie kościoła siatką drucianą na podmurówce oraz położenie chodnika. Prace te wykonali od wiosny do końca lata 1970 r. organista Bolesław Rembisz oraz Stanisław Krudysz.

Z biegiem czasu stan zdrowia ks. Ludwika Sieradzkiego stawał się coraz gorszy. Dlatego prosił bpa Ignacego Tokarczuka, który dokonywał kanonicznej wizytacji parafii, o drugiego kapłana do pomocy oraz o włączenie parafii Mazury z dekanatu Raniżowskiego do sokołowskiego. Na obie te prośby biskup odpowiedział pozytywnie. Dnia 20 września 1972 r. mianował wikariuszem ks. Stanisława Kopcia, a 7 listopada tegoż roku dekretem przeniósł parafię Mazury do dekanatu sokołowskiego. Ks. Ludwik zrezygnował z dalszego kierowania parafią ze względu na coraz gorszy stan zdrowia. W czerwcu 1975 r. przeszedł na emeryturę. Zamieszkał w wynajętym drewnianym domku niedaleko od kościoła.
Zmarł w wieku 82 lat, 8 lutego 1985 r. Jego ciało zostało pogrzebane na miejscowym cmentarzu.
(..)

strzałka do góry




Ks. Jan Krzanowski

Ks. Jan Krzanowski jest wymieniany wspisach parafialnych:
wikariuszy (po 1945 r.)- Parafia Matki Boskiej Szkaplerznej w Chrząszczycach

Kapłanów (po 1945 r.) - Parafia św. Mikołaja i św. Franciszka Ksawerego w Otmuchowie

Kapłanów (po 1945 r.)- Parafia św. Jerzego w Podlesiu

Proboszczów (po 1945 r.) - Parafia św. Katarzyny Panny i Męczennicy w Złotogłowicach – rzymskokatolicka parafia położona w metropolii katowickiej, diecezji opolskiej, w dekanacie nyskim.


strzałka do góry




Ks. Stanisław Motyl

Salezjanin
Ur. 18.05.1916 w Nienadówce
Now. 1937/1938 w Czerwińsku
święcenia kapł. 11.06.1944 w Krakowie.
ks. Motyl Stanisław zm. 1982 w Bukowicach, w 66 roku życia, 44 ślubów zakonnych i 38 kapłaństwa.

Podobno zastępował ks. Bednarskiego pod koniec wojny, kiedy ten był w szpitalu. Wcześniej był w Austrii i przywiózł do naszego kościoła figury stojące na bocznych ołtarzach tj, św. Andrzeja Boboli i św. Antoniego

Stanisław Motyl był dyrektorem i wykładowcą Szkoły rolniczej w Prusach kolo Krakowa. W tej szkole uczyło się kilku chłopaków z Nienadówki. Zdjęcie obok.
Poniżej zdjęcia jakie do mnie dotarły, jedno przesłano mi z seminarium w Krakowie pochodzi z tablicy pamiątkowej ze święceń ks. Stanisława Motyla i jego rocznika. Jedno z prymicji ks. Motyla i dwa obrazki upamiętniające tę chwilę.




Materiał poniżej pochodzi ze strony: Gmina Kocmyrzów-Luborzyca


(...) W okresie międzywojennym majątek w Prusach został zakupiony przez Fundację Piotra Michałowskiego z Krakowa która znajdowała się pod opieką Krakowskiej Kurii Metropolitalnej. Głównym celem działalności Fundacji była opieka nad sierotami i chłopcami z ubogich rodzin. W latach pierwszej połowie lat trzydziestych (1933-1934) na ziemiach należących do Fundacji Piotra Michałowskiego w Prusach z inicjatywy biskupa krakowskiego, księcia – kardynała Adam Sapiehy wybudowano budynek przeznaczony dla osieroconych i pozbawionych opieki chłopców. Pełnił on funkcję placówki wychowawczej i szkoły w której chłopcy mogli zdobyć odpowiednie kwalifikacje zawodowe. W budynku tym istniała kaplica z której z czasem zaczęli korzystać także mieszkańcy Prus, zaś posługę duszpasterską sprawowali księża z Zakonu Salezjanów.

W latach II Rzeczypospolitej Prusy należały do Gminy Mogiła i Powiatu Krakowskiego, w roku 1925 miejscowość ta liczyła 336 mieszkańców i 46 budynków mieszkalnych. Warto zaznaczyć iż międzywojenne Prusy były najbardziej zróżnicowaną pod względem wyznaniowym miejscowością dzisiejszej Gminy Kocmyrzów-Luborzyca. Mieszkali tu bowiem stanowiący zdecydowaną większość katolicy ale także m.in. grekokatolicy, ewangelicy oraz przedstawiciele innych odłamów protestantyzmu.

Po zakończeniu II wojny światowej i wprowadzeniu w życie dekretu o reformie rolnej majątek w Prusach został przejęty przez władze państwowe. Jego znaczna część została przekazana Akademii Rolniczej w Krakowie, która utworzyła w Prusach Zakład Doświadczalny Hodowli Roślin.

Różne koleje przechodziła także Fundacja biskupa Adama Sapiehy również przejęta przez władze państwowe (1950 r.) w której budynku mieściła się m.in. placówka Centralnej Szkoły Spółdzielczości Pracy. Obecnie znajduje się tu Dom Pomocy dla Osób Niepełnosprawnych prowadzony przez Zakon Córek Bożej Miłości.(...)

strzałka do góry




Ks. Franciszek Bełz

powiększ zdjęcie Urodzony 17.I.1934 r. w Nienadówce, pow. Kolbuszowa, diecezja przemyska.

Wyświęcony 24.VI.1957 r. w Krakowie.

Przeszedł do diecezji wrocławskiej.
Był m.in.
  • Wikariuszem: Parafia Rzymskokatolicka p.w. św. Apostołów Piotra i Pawła w Namysłowie.
  • Proboszczem (1966/67) w Krynicznie


Foto album "Prymicje"
strzałka do góry




Ks. Władysław Prucnal

Ks. Władysław Prucnal ur.15.01.1927 rok w Nienadówce. We wrześniu 1948 wstępuje do Seminarium Duchownego w Przemyślu. Msza prymicyjna w nienadowskim kościele 17 czerwiec 1954. Mieszka w Jarosławiu.

Kolejny ksiądz wywodzący się z Nienadówki co zaznacza w wywiadzie umieszczonym przeze mnie poniżej.

powiększ zdjęcie powiększ zdjęcie

powiększ zdjęcie powiększ zdjęcie

Z ks. prałatem Władysławem Prucnalem, spowiednikiem w kościele pw. Świętego Ducha, rozmawia Piotr Czech

27 czerwca minie 56 lat od chwili, gdy przyjął Ksiądz święcenia kapłańskie. Jak z perspektywy czasu ocenia Ksiądz ten okres służby Bogu i drugiemu człowiekowi? BR>
- 14 lat przepracowałem jako wikariusz; 33 jako proboszcz w parafii Wiązownica, jednocześnie przez prawie 30 lat pełniąc urząd dziekański. Od 9 lat jestem na tak zwanej emeryturze. Na tak zwanej, bo nadal pracuję i będę pracował do ostatnich chwil – chociaż po chorobie muszę zwolnić. Moje kapłaństwo odbieram jako wielką, wspaniałą przygodę życia. To były bardzo pracowite lata. Przeżyłem je równocześnie bez większych problemów, wstrząsów czy konfliktów. Zawsze spotykałem się z serdecznością i życzliwością księży oraz osób świeckich. Gdybym miał jeszcze raz wybierać drogę życiową, nie zmieniłbym swojej decyzji.

Jak rodziło się Księdza powołanie?

- Jako młody człowiek pasjonowałem się leśnictwem, planowałem podjąć takie studia. Potem moje zainteresowania skupiły się wokół wojska. Kiedy byłem już w liceum, zrodziła się myśl o kapłaństwie. Podczas komisji wojskowej odwodzono mnie od mojego pomysłu. Siedzący w niej kapitan powiedział nawet, wskazując na otwartą dłoń: Tu mi włosy wyrosną, jak ty zostaniesz księdzem. Włosy mu nie wyrosły, a ja księdzem jestem.

Kto był dla Księdza wzorem kapłana?

- Bezsprzecznie zaimponowali mi proboszczowie z mojej rodzinnej parafii, Nienadówki koło Rzeszowa. Pierwszy to ks. Michał Bednarski, drugi – ks. Edward Stępek. To byli wspaniali, szlachetni kapłani. Ich postawa wpłynęła na mój wybór pójścia za Chrystusem. Zawsze obserwowałem ich na lekcjach religii i w kościele, gdy sprawowali Eucharystię i głosili niezapomniane kazania. Obaj byli bardzo cenieni przez parafian.

Jakie chwile z kapłańskiej służby zapadły Księdzu szczególnie w pamięci ?

- Największe wrażenie zrobiła na mnie moja pierwsza parafia – Rudnik nad Sanem. Tamtejszy proboszcz był mądrym duszpasterzem i dobrym, zgodnym człowiekiem. Przyznam, że niezmiernie lubiłem tamtą parafię i sam byłem w niej ceniony. Po dziś dzień wracam myślami w miejsce, gdzie spędziłem pierwsze 3 lata mojej pracy. Równie ważna była dla mnie parafia Wiązownica. Kiedy zostałem tam skierowany na proboszcza, parafia znajdowała się w ogromnie trudnej sytuacji. Dotyczyło to administracji, kwestii materialnych i religijności. W pierwszej chwili strach było myśleć o tym, co mnie czeka. Potem przyszła jednak siła i przekonanie, że dam radę, uporządkuję wszystko. Współpraca z ludźmi układała się pomyślnie. Wspólnie odbudowaliśmy parafię pod względem religijnym i materialnym. To było dla mnie największą satysfakcją. Kiedy po 33 latach przyszła chwila rozstania, odejścia na emeryturę, wszyscy płakali. Pocieszyłem wtedy moich parafian, że na razie zmieniam mieszkanie, ale wrócę do nich po śmierci – bo w Wiązownicy będzie mój pogrzeb. Więź z wiązownickimi parafianami pozostała do chwili obecnej. Teraz, kiedy poważnie chorowałem, dali tego najlepszy wyraz. Podobnie było z jarosławskimi kapłanami i świeckimi, którzy na co dzień odwiedzają kościół pw. Świętego Ducha. Iluż ludzi modliło się za mnie i odwiedzało mnie w szpitalu. Kiedy wróciłem do pełni zdrowia, nie kryli wielkiej radości z tego faktu. Dziś chcę im serdecznie za to podziękować.

Jako emeryt pełni Ksiądz obowiązki spowiednika we wspomnianym kościele. To jedyna świątynia w Jarosławiu, gdzie można skorzystać z sakramentu pokuty w dni powszednie w godzinach przedpołudniowych.

- Kościół pw. Świętego Ducha odgrywa w Jarosławiu i okolicach doniosłą rolę. Można powiedzieć, że jest swego rodzaju pogotowiem duszpasterskim. Panuje słuszne przekonanie, że tu zawsze przed południem można się wyspowiadać. Wiele osób, w różnych sytuacjach życiowych, przychodzi właśnie tutaj oczyścić się z grzechów. Odkąd pamiętam, nigdy nie siedziałem w tym kościele w konfesjonale bezczynnie. Chętnych do pojednania się z Bogiem nigdy nie brakuje. Poza tym jest to świątynia o małych rozmiarach, urządzona skromnie i gustownie zarazem. Każdy, kto tu wchodzi, odczuwa bliskość Boga. Nogi automatycznie uginają się do klęczenia, a modlitwa sama płynie z serca. Kościół znajduje się w centrum miasta, obok przystanku. Ogromna liczba ludzi wstępuje więc na spotkanie z Jezusem wystawionym przez cały dzień w Najświętszym Sakramencie.

Dziś pełni Ksiądz przede wszystkim funkcję spowiednika. A co w pracy duszpasterskiej sprawiało dawniej Księdzu największą satysfakcję?

- Jako emeryt spowiadam, odprawiam Msze św. i przeważnie co drugą niedzielę głoszę kazania. Dawniej oczywiście pracy miałem więcej i wszystkie dziedziny duszpasterstwa traktowałem równo. Trzeba jednak przyznać, że najwięcej radości przyniosło mi Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży w parafii Wiązownica. Była to mocna, dobrze zorganizowana grupa. KSM uważam za swoje dziecko.



W jaki sposób Ksiądz najchętniej odpoczywa?

- Od najmłodszych lat byłem pasjonatem roweru. Pamiętam, że z okazji I Komunii świętej (jeszcze przed wojną) dostałem właśnie rower. Nikt inny w całej szkole go nie miał. Do teraz, przez szereg lat, byłem zapalonym rowerzystą. Po ostatniej chorobie, z której cudownie wyszedłem, pozostały mi przechadzki. Z przyjemnością z nich korzystam.

- Dziękuję za rozmowę.

Fot. Kacper Loc

strzałka do góry




Ks. Stanisław Ożóg

powiększ zdjęcie
ur. 19.. r. w .......

Kapelan ludzi biznesu i proboszcz parafii na Błoniu.

W atmosferę świąteczną wprowadził wszystkich trzeci gość Salonu, czyli ksiądz prałat Stanisław Ożóg. Duszpasterz środowisk gospodarczych opowiadał o swoich początkach pracy w kapłaństwie, o tym, jak został proboszczem w parafii Na Błoniu, o pracy z młodzieżą. Z myślą o młodzieży otworzył m.in. siłownię i kawiarenkę. Warto nadmienić, że ks. Stanisław został proboszczem w bardzo młodym wieku i jest jednym z najmłodszych prałatów w archidiecezji. Teraz myśli o organizacji szkoleń, które pomogłyby ludziom po 50. roku życia zaktywizować się zawodowo.

- Trzeci z gości Przemyskiego Salonu Sukcesu to człowiek znany w kręgach duchowieństwa i... biznesowych. To wcale nie pomyłka, bowiem ksiądz prałat Stanisław Ożóg jest duszpasterzem środowisk gospodarczych. I - jak się okazało -człowiekiem o dużym poczuciu humoru, nie stroniącym od żartów i zabawnych anegdot, nawet na swój temat. Ksiądz prałat wspominał czas, gdy został proboszczem zaledwie po 8 latach kapłaństwa (jest też zresztą jednym z dwóch najmłodszych prałatów w archidiecezji przemyskiej) oraz o tym, jak zaangażował siew pracę z młodzieżą. Zorganizował m.in. boisko, na którym młodzież mogła grać w piłkę, otworzył siłownię i kawiarenkę. Ksiądz Stanisław na zakończenie poświęcił przygotowane jajka, którymi później dzielono się w przedświątecznej atmosferze.

* * * * *


Powyższe teksty znalezione na stronie "Przemyska Kongregacja Kupiecka" i zamieszczone tutaj bez korekty.
strzałka do góry




Ks. Wojciech Ożóg

powiększ zdjęcie
  • Urodził się 13 kwietnia 1965 roku
  • 1972/1980 - Szkoła Podstawowa w Nienadówce Dolnej.
  • 1980/1984 - Liceum Ogólnokształcące w Sokołowie Młp.
  • 1 lipca 1984 - wstąpił do nowicjatu Księży Misjonarzy Saletynów w Dębowcu.
  • 1985/1991 - Studia Teologiczne w Krakowie.
  • 18 maj 1991 - Święcenia kapłańskie w Dębowcu.
  • 26 maj 1991 - prymicje w parafii Nienadówka.
  • 1991-1994 - parafia Kobylanka - katecheta.
  • 1994-1997 - Francja, Grenoble - wikariusz i katecheta.
  • Od 1997 roku Belgia - proboszcz


strzałka do góry




Ks. Tadeusz Pikor

powiększ zdjęcie 1986 rok. - Święcenia kapłańskie

22.08.2009 - proboszcz parafii p.w. św. Barbary w Golcowej
strzałka do góry




Ks. Mgr Bogdan Tęcza

Urodził się w 1968 roku. Pochodzi z Nienadówki z parafii pw. św. Bartłomieja.
powiększ zdjęcie 1993 rok. - Święcenia kapłańskie

2001 - 2002 Wikariusz w parafii pw. Chrystusa Króla w Rzeszowie 2002 - 2003 Wikariusz w parafii Niepokalanego Poczęcia NMP w Strzyżowie

2004-2005 Rezydent w parafii św. ROCHA i św. MARCINA, RZESZÓW - SŁOCINA

od 2006 roku - Wikariusz w parafii p.w. św. Katarzyny w Tyczynie. Jest katechetą w Szkole Podstawowej im. Stanisława Staszica w Tyczynie.
Obejmuje swoją pracą duszpasterską: grupy mundurowe "Strzelcy" i "Orlęta", opiekun Stowarzyszenia Trzeźwościowego "Wyzwolenie", przygotowuje młodzież do bierzmowania.
strzałka do góry




Ks. Krzysztof Maziarz

urodził się w 1959 roku w Nienadówce.
W 1978 roku ukończył Liceum Ogólnokształcące w Sokołowie Małopolskim.
powiększ zdjęcie Po odbyciu studiów seminaryjnych w WSD w Przemyślu (1978-1984) dnia 24 czerwca 1984 roku przyjął święcenia kapłańskie z rąk bpa Ignacego Tokarczuka.

- Jako wikariusz:
1984-1986 - Uherce
1986-1989 - Grodzisko
1989-1991 - Szówsko
1991-1994 - Stalowa Wola - p. MB Różańcowej
1994-1995 - Sandomierz - p. św. Pawła

- Jako proboszcz:
1995-2000 - Lasocin
2000-2007 - Domacyny
2007 - Momin



Ks. Chorzępa Michał

Michał Chorzępa urodził się 10 stycznia 1926 roku w Nienadówce, w krótce jednak razem z rodzicami zamieszkał w miejscowości w Krasne. Nienadówka była ważnym miejscem dla Niego i jego rodziców, skoro swoją mszę prymicyjną w roku 1952 odprawił właśnie tu gdzie się urodził.

powiększ zdjęcie
 
powiększ zdjęcie

ks. M. Chorzępa - 1952

powiększ zdjęcie

ks. M. Chorzępa - 1952

powiększ zdjęcie

ks. M. Chorzępa - 1952

  • ukończył Szkołę Podstawową w Krasnem (1939)
  • uczęszczał do I Gimn. w Rzeszowie (1944/45 – 1945/46)
  • słuchacz Prywatnego Liceum Księży Misjonarzy w Krakowie (1946–48)
  • filozofii i teologii w Instytucie Teologicznym w Stradomiu (1947–53)
  • magister teologii (UJ Kraków 1952)
  • ksiądz (1952), ekonom Wyższego Seminarium Duchownego w Gorzowie Wielkopolskim (1953–58)
  • kapelan w Szpitalu Miejskim w Gorzowie (1953–58)
  • nauczyciel religii w Liceum Pedagogiczmym, Technikum Gastronomicznym i Zasadniczej Szkole Gospodarczej w Gorzowie (1956–58)
  • wykładowca historii Kościoła, patrologii i misjologii w Seminarium Duchownym w Gościkowie-Paradyżu (1958–73)
  • wikariusz w parafii św. Anny w Jordanowie (1962–64)
  • proboszcz w parafii św. Anny w Jordanowie (1864–71)
  • pracował w duszpasterstwie przy parafii św. Krzyża w Warszawie (1973–81)
  • wykładowca historii Kościoła i misjologii w Instytucie Teologicznym na Stradomiu (od 1981)
  • wydawca „Roczników Wincentyńskich” (od 1981)
  • wydawca czasopisma „Niepokalana” dla Stowarzyszenia Dzieci Maryi, redaktor „Studio w Józefologicznych”


Ks. Chorzępa Michał w Krakowie 20 listopada 1993 roku.
strzałka do góry




Ks. dr. Sołtys Andrzej

powiększ zdjęcie 1968 - urodzony

1992 - Święcenia kapłańskie

1992 - 1994 - parafia Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w Tarnowcu

1992 - Studia magisterskie ukończone: teologia na Wydziale Teologii KUL.

1994 - 2002 Studia magisterskie i doktoranckie z filozofii na Wydziale Filozofii KUL.
Kwiecień 2002 Uzyskany tytuł doktora nauk humanistycznych w zakresie filozofii na podstawie rozprawy: Natura Boga w interpretacji przedstawicieli tomizmu egzystencjalnego. Rozprawa doktorska została przygotowana w ramach grantu promotorskiego przyznanego przez KBN.

2002 Wykłady z logiki i ogólnej metodologii nauk w Wyższym Seminarium Duchownym w Rzeszowie, a od 2003 roku także z epistemologii.

2005 Wykłady z etyki w Uniwersytecie Rzeszowskim oraz filozofii i etyki w Politechnice Rzeszowskiej

2006 Adiunkt i wykładowca filozofii i etyki w Politechnice Rzeszowskiej
strzałka do góry




Ks. dr. Budzyń Krzysztof

powiększ zdjęcie 1971 - urodzony

1996 - Święcenia kapłańskie

2003 - 2013 - proboszcz w parafii pw. Narodzenia NMP. Rzeszów Staroniwa

(...) W dniu 23 sierpnia 2013 r. o godzinie 18.00 odbyła się uroczysta msza, na której pożegnaliœmy pracującego w naszej parafii, p.w. Narodzenia NMP w Rzeszowie - Staroniwie, naszego duszpasterza Ks. dr Krzysztofa Budzynia. Ksiądz Krzysztof pracował w naszej parafii przeszło 10 lat i został skierowany do pracy w parafii w Budziwoju.(...)
(...) Po zakończeniu mszy delegacja parafian ze Staroniwy podziękowała Ks. Krzysztofowi za lata pracy w naszym koœciele, naukę naszych dzieci w SP 14 i życzyła dalszej owocnej pracy duszpasterskiej w nowej parafii wręczając bukiet kwiatów. Przedstawiciele Rady Osiedla Staroniwa również podziękowali Ks. Krzysztofowi za ciekawe kazania, udział w naszych pielgrzymkach, pogodę ducha i humor, również wręczając wiązankę kwiatów. Podziękowania ks. Krzysztof otrzymał też od licznej grupy ministrantów, którzy wszyscy wzięli udział w tej mszy. Ks. Proboszcz St. Jamiński podziękował Ks. Krzysztofowi za pracę w naszej parafii, za zaangażowanie w pracy i dobrą współpracę. Na zakończenie Ks. Krzysztof podziękował wszystkim za to że czuł się tutaj dobrze, poznał parafian i spędził tutaj 10 lat pracy jako duszpasterz. Zapewnił, że o nas nie zapomni i będzie się za nas modlił (...) źródło:

od 2013 rezydent w parafii p.w. Matki Bożej Śneżnej, Rzeszóww - Budziwój
 
strzałka do góry




O. Kołodziej Janusz CP

powiększ zdjęcie 10 stycznia 1968 - urodzony w Rzeszowie

1995 - Święcenia kapłańskie

2006 do 2009 - proboszcz, Parafia św. Stanisława Kostki w Przasnyszu

2009 - wikariusz, Parafia pw. Matki Boskiej Bolesnej w Łodzi
(...)wikariusz klasztorny o. Janusz Kołodziej, który przybył do naszej wspólnoty we wrześniu z Przasnysza. Jest opiekunem: Rodziny Radia Maryja i grupy osób niepełnosprawnych Zajmuje się sprawami administracyjno-gospodarczymi naszego klasztoru, pełniąc funkcję ekonoma klasztornego.(...)
15 IX 2015 - przełożony w Sadowiu k. Ostrowa Wielkopolskiego
(...) Święto Matki Bożej Bolesnej – patronki Zgromadzenia Pasjonistów, stało się dla postulanta Jakuba Barczentewicza pierwszym dniem jego nowicjatu. Przed południem z rąk o. Janusza Kołodzieja CP przełożonego wspólnoty sadowskiej otrzymał habit zakonny i został przekazany pod opiekę mistrza nowicjatu.(...)
 
strzałka do góry




O. Aleksander Pikor

28 sierpień 1968 - urodzony

... - Święcenia kapłańskie

... - Trutowo Parafia św. Anny - proboszcz.
powiększ zdjęcie
 
strzałka do góry

About | Privacy Policy | Cookie Policy | Sitemap
Copyright © Bogusław Stępień - 08/05/2013