Foto zmiany

Losowy album

Zostań współautorem !

Napisz do nas


Nasze Statystyki Odwiedzin
Hasło - sprawdzam
stat4u

Pacyfikacja wsi Nienadówka


Ofiary zbrodni we wsi, Nienadówka, gm. Sokołów Małopolski, 21 VI 1943 r. [IPN].

fot: www.martyrologiawsipolskich.pl



Pacyfikacja - wspomnienia W poniedziałek, 21 czerwca 1943 r., nastał najbardziej tragiczny dzień w okupacyjnej historii Nienadówki. Wczesnym rankiem, śpiących jeszcze mieszkańców wioski obudziły odgłosy karabinowych wystrzałów. Wieś otoczona była pierścieniem wojska. Na szczycie wzniesienia szosy wiodącej do Rzeszowa, stanęło auto z karabinem maszynowym, z którego ostrzeliwano teren wsi.

Z wydarzeniem tym — mimo upływu ponad półwiecza — wiąże się szereg nie wyjaśnionych do końca zagadek. W przypadku Nienadówki, Niemcy nie mieli nawet formalnego powodu do przeprowadzenia tego rodzaju krwawej akcji, traktowanej — z reguły — jako odwet za działalność lub przechowywanie grup partyzanckich. Wówczas takiego pretekstu wieś nie dostarczyła.

Jan B. Ożóg, fragmentarycznie poruszając ową kwestię na łamach „Nowin Rzeszowskich", w artykule „Konspiracja i partyzantka”, umieścił bardzo wymowne zdanie: „Napuszczony został tutaj oddział SS, który przez kilka godzin szalał i mordował”. Zabrakło jednak jakże istotnego dopowiedzenia — przez kogo „został napuszczony”. Nie wydaje się jednak, by Niemcy owego feralnego dnia pojawili się w Nienadówce przypadkowo.

Jerzy Koziarz w pracy poświęconej historii dekanatu sokołowskiego w latach okupacji twierdzi, że pacyfikacji Nienadówki dokonała, zmotoryzowana kompania policji niemieckiej pod dowództwem obersturmfuehrera SS Knauera, która właśnie w czerwcu 1943 r. przybyła do Sokołowa Małopolskiego. Według tego autora „był to prawdopodobnie jeden ze specjalnych oddziałów (Sonderkommando) dla akcji odwetowych. Traktowali Sokołów jako bazę wypadową, skąd przed świtem wyruszali na akcje.

Rozbudzeni wystrzałami mieszkańcy Nienadówki w pierwszym odruchu poczęli uciekać w pole. Niestety, w zbożach ukryci byli niemieccy żołdacy i bez pardonu strzelali do usiłujących szukać schronienia. Ocalałem tego dnia tylko cudem, uciekając przed strzałami, które oddawał za mną, pędzący na motocyklu zbir hitlerowski. Zdołałem się schronić w łanie zboża” — wyznaje we wspomnianym artykule Jan B. Ożóg. Zaś jeden z mieszkańców, Jan Bełz wspomina: „Gdy zorientowałem się co zaszło, postanowiłem uciekać w pole. Ale ledwo wybiegłem zza zabudowań, padły strzały. Celowano do mnie, kule świsnęły mi przed samą piersią. Strzelał żołnierz usadowiony, w wiatraku stojącym na polu Buczaków. Zawróciłem”.

Tymczasem, w samej wiosce - hitlerowscy oprawcy poczęli chodzić po domach, bez dania racji strzelając do leżących w łóżku, albo znajdujących się już na obejściu osób. W ten sposób zabito 8 mężczyzn. Śmierć ponieśli: Stanisław Józef Chorzępa, lat 38, Wojciech Chorzępa, lat 17, Jan Chorzępa, lat 35, Michał Chorzępa, lat 17, Michał Zapora, lat 50, bracia Stanisław Malec, lat 17 i Józef Malec, lat 16, oraz przypadkowo goszczący w Nienadówce, Jan Kantor, lat 37. Niemal w cudowny sposób uratował się Jan Słonina. Szczęśliwym trafem — pocisk przeszedł bokiem, pod skórą szyi, wskutek czego zdołał uniknąć śmierci. Uratowany został jeszcze Wojciech Marszał, raniony w bok. Wyleczył się potem z ran w szpitalu. Podczas gdy jedni żołdacy mordowali w mieszkaniach i na obejściu, inni niemal z całej wsi spędzali mężczyzn ku jej środkowi, w stronę szosy. Prowadzili ich dziesiątkami. Tutaj następowało legitymowanie. Kto tylko wzbudził jakiekolwiek podejrzenie, lub miał zbyt delikatne — jak na rolnika — ręce, tego odstawiali osobno. W ten sposób wysegregowano czternastu. Po skończonym przeglądzie wszystkim spędzonym pozwolono wrócić do domu, zaś owych czternastu zabrano do Sokołowa.

Następnie przewieziono-ich do więzienia w Rzeszowie na zamku i 29 czerwca 1943 r., w grupie 35 osób skierowano do obozu w Pustkowie. Stamtąd prawie po miesiącu, 28 lipca 1943 r. przetransportowano ich do Oświęcimia, gdzie po całonocnym postoju na rampie, transport wyruszył dalej, aż do obozu - Sachsenhausen, k. Oranienburga. Tam w okresie zimy 1944—1945 r., większość więźniów z Nienadówki zginęła. Po wojnie, w 1945 r. do domu wrócili: Stanisław Stopa, Józef Wójcik, Tomasz Wójcik. Ofiary hitlerowskiego bestialstwa z 21 VI 1943 r. pogrzebano na nienadowskim cmentarzu we wspólnym grobie. Nazwiska ich uwieczniono na okolicznościowej tablicy, wmurowanej w połowie lat 70., we fronton miejscowego kościoła parafialnego.


tekst/ Edward Winiarski

Write a comment

Comments: 2
  • #1

    Patriota (Monday, 09 February 2015 15:04)

    A popatrzcie! Teraz ich potomkowie jeżdżą do Niemiec, by sprzątać kible potomkom tych zbrodniarzy. Cóż tu więcej pisać?

  • #2

    nienadowka (Monday, 09 February 2015 16:12)

    Pozostawiam Twój wpis, bo z Ciebie taki patriota jak z koziej d.... trąba. Cóż więcej można napisać o takim "Patriocie"


About | Privacy Policy | Cookie Policy | Sitemap
Copyright © Bogusław Stępień - 08/05/2013