Zostań współautorem !

Chcesz napisać artykuł ?
Masz ciekawe wspomnienia, zdjęcia lub ciekawą rodzinną historię ?

Napisz do nas

Nasze Statystyki Odwiedzin
Hasło - sprawdzam

Gości online:
stat4u

Franciszek Chorzępa



Poeta, fotograf, żołnierz AK, społecznik  Franciszek syn Jana i Hanny urodził się w Nienadówce w 1912 roku. Mały Franek musiał być ruchliwym i ciekawskim dzieciakiem, a życie go nie rozpieszczało. Kiedy wybucha I wojna światowa jego ojciec powołany do wojska musi pozostawić jego, żonę i ruszyć na front. W roku 1915, ginie na froncie jego ojciec,. Franek miał wtedy trzy lata. Również w tym okresie, jego starsza siostra Zofia wybija mu niechcący oko, tak więc nie ciekawie zaczynało się dla Niego życie.

Chodząc do szkoły pewno nie raz została mu ta ułomność wytknięta, jednak bez żadnych trudności kończy 5 klas szkoły powszechnej w Nienadówce i Sokołowie. Nauczyciele zauważyli że Franek to bardzo zdolny uczeń i sugerują posłanie go do dalszych szkół. - Kim byłby gdyby rodzice poszli za namową nauczycieli ? - Ci jednak obawiając się że Franek z jednym okiem nie poradzi sobie z nauką, czy może bardziej w obcym miejscu, w obcym otoczeniu, bo na dalszą naukę w tym czasie trzeba było by oddać go do Rzeszowa, kończy więc swoją edukację i pozostaje w domu, w Nienadówce. Franciszek dorasta pomagając na gospodarstwie rodzinnym, od najmłodszych lat samodzielny ima się różnych zajęć i zawodów.

 Rozwija swoje wszechstronne zainteresowania. Jako młody chłopak postanawia hodować jedwabniki, sadzi drzewka morwowe, które są potrzebne jako pokarm dla tych właśnie jedwabników. Zakłada też własną szkółkę drzew owocowych, sieje, szczepi a następnie sprzedaje okolicznym gospodarzom gotowe sadzonki drzew, do dziś w starych sadach rosną grusze i jabłonie wyhodowane właśnie przez samouka Franciszka.


Karczując plac przy domu, przygotowuje miejsce i zakłada własny sad, w sadzie tym jest znajduje się nie wielka sadzawka jakich wiele było w ówczesnym czasie w każdym gospodarstwie, ale nie każda była zarybiana jak uczynił to Franciszek Chorzępa. Zakłada tez niewielką pasiekę a pszczelarstwo towarzyszy mu już przez całe jego życie.

Innym dość ciekawym jak na tamte wiejskie realia zajęciem, była pasja fotografowania, posiada aparat fotograficzny, robi sporo zdjęć rodzinie i przyjaciołom przy każdej okazji, w zbudowanej przez siebie komórce (ciemni) sam te zdjęcia wywołuje.


 Franciszek udziela się również społecznie w okresie międzywojennym. Jest świetnym organizatorem, organizuje zebrania, prowadzi teatr, urządza seanse na których przedstawia ludziom różne sztuczki, jest również jednym z organizatorów przedwojennej nienadowskiej spółdzielczości. Marzył mu się murowany dom i na marzeniach nie poprzestał, postanawia sam zdobyć materiał, robi cegłę i następnie wypala ją w zbudowanym przez siebie piecu, piec ten znajdował się na terenie dzisiejszego stadionu, jego upór popłaca i dom zostaje ukończony.

Kiedy wybuchła II wojna światowa Franciszek nie mógł pozostać na uboczu, jest kierownikiem sklepu spółdzielni "Społem", który znajdował się w jego domu. Sklep ten jest również placówką konspiracyjną nienadowskiej Armii Krajowej, której członkiem był Franciszek, i z tym właśnie sklepem związana jest nieprzyjemna historia o której wspominał również Jan B. Ożóg w swojej historii, tu przedstawimy dokładniejszą wersję wydarzeń tamtych dni, choć nazwisko jedno zostanie pominięte.

 W roku 1941 (16 luty) Franciszek Chorzępa, bierze ślub z Zofią Cisek. Dzień przed swoim ślubem Franciszek Chorzepa poprosił Wojciecha Ożoga by ten popilnował pod jego nie obecność domu, w którym jak wiemy mieścił się sklep, sprzedawcą w tym sklepie był przyjaciel Franciszka Stanisław Ożóg. W dniu ślubu na który był zaproszony Stanisław w sklepie zastępował go jego brat Tadeusz Ożóg, który wspomina: Wieczorem zjawiło się w sklepiku, kilkunastu nienadowskich gospodarzy -(13)- był wśród nich również ówczesny sołtys Nienadówki, którego miejscowi nazywali Judasz. Chłopi zrobili drobne sprawunki potem zasiedli do stolika i zaczęli grać w karty. Po krótkim czasie do sklepiku wtargnęło kilku gestapowców, kilku innych otoczyło dom Franciszka Ożoga, dom był jednak pusty i zamknięty domownicy bawili przecież na weselu. jeden z Niemców wybił szybę w oknie mieszkania Franciszka i wszedł do środka.  Rozglądając się zobaczył na stole, papierosy, stała również kwaterka wódki, a bok stołu stał kosz z drewnem, Niemiec zauważył również na stole leżącą zapisaną kartkę, zabrał ją ze sobą. Kartka ta na szczęście jak się okazało była przygotowana dla Wojciecha Ożoga a na niej wiadomość dla Niego, aby sobie zapalił papierosa, napił się wódki i rozpalił ogień w piecu, kiedy już się zjawi do pilnowania domu. Wojciech idący do domu Franciszka zauważył Niemców i wszedł do sklepu, aby ratować syna Tadeusza i wpadł w pułapkę, został zabrany razem z pozostałymi chłopami do baraków przy kościele. (stara szkoła) Niemcy nie zabrali tylko sprzedawcy, Tadeusza, który zastępował brata Stanisława

W barakach wszystkich bez wyjątku przesłuchiwano i sporządzono wstępny protokół, Sołtys również był przesłuchiwany chociaż wizyta Niemców w sklepie to jak podejrzewali pozostali, jego sprawka, chciał się w ten sposób zemścić za to, że chłopi chcieli go usunąć z zajmowanej funkcji sołtysa, jak wspomina Nasz rozmówca, sołtys cieszył się bardzo że w kopał chłopów, którzy na pewno zostaną oskarżeni o wrogą działalność wobec Niemców, a On będzie miał spokój. Tego wieczoru przesłuchano również, prezesa miejscowej spółdzielni "Społem" Walentego Gielarowskiego. Wszystkich aresztowanych chłopów zawieziono na zamek do Rzeszowa, gdzie byli ponownie przesłuchiwani w sprawie tajnego zebrania w sklepie. Ale oni twardo stali przy swoich zeznaniach, że ws klepie znaleźli się jak zwykle, jeden po papierosy, inny po drożdże, a jeszcze inny uciekł z chałupy, bo mu baba kazała dziecko kołysać. Wojciech Ożóg zeznawał że miał pilnować mieszkania Franciszka, czego dowodem była kartka zabrana ze stołu z domu Franciszka. Gestapo również zawitało na jego weselu, by wyjaśnić sprawę zebrań w sklepie którym zarządzał, ale go nie zabierają. Na drugi dzień Franciszek stawia się sam do Niemców by wyjaśnić całą sytuację. Niemcy nie mając powodów do zatrzymywania ich w więzieniu po 21 dniach zwalniają ich wszystkich do domu.

A "Judasz" ? No cóż, nie mnie go osądzać, ja tu tylko piszę, choć człowieka kojarzę.

 Po czasie rezygnuje ze sklepu w Nienadówce i prowadzi sklep w Sokołowie Młp., gdzie łatwiej mu było pozyskiwać informacje czy kontakty potrzebne w walce z okupantem.
Franciszek 15 grudnia 1943 jest świadkiem tragicznej dla Niego sytuacji, widzi jak Niemcy prowadzą ulicami Sokołowa jego brata Jana skutego w raz z innym więźniem. Zostają Oni zaprowadzeni na cmentarz i tam rozstrzelani. Śmierć 10 zakładników była akcją odwetową Niemców, za ścięcie przez partyzantów trzech słupów telegraficznych w okolicy Cisowca. Franciszek Chorzępa zapisuje się do powstałej w okolicy organizacji komunistycznej i działa w jej szeregach jako agent, pomaga to AK, w śledzeniu postępowania tej nie zbyt lubianej organizacji w Nienadówce.

Franciszek Chorzepa w Armii Krajowej miał również m.in pieczę nad miejscowym składem broni i amunicji. Ciekawostką, którą pan Franciszek wspominał jeszcze kilkanaście lat temu jest to, że ta broń leży sobie nieodkryta do dziś.

Innym wątkiem pokazującym Nienadówkę i jej mieszkańców w czasie okupacji jest odnaleziony list z roku 1986. Pan Franciszek prowadził korespondencję z jednym ze starych przyjaciół z Nienadówki Józefem W. Właśnie ten list od Niego pokazuje postawy ludzi nie zawsze zgodne z oczekiwaniami, często załatwiającymi swoje prywatne sprawy rękami Niemców, ciekawa lektura, polecam jeżeli ktoś chce przebrnąć przez, nie do końca dobrze zachowany i nie kompletny list, zaznaczam, że z listu usunąłem nazwiska osób opisanych w nim, dziś nie ma ich już wśród żywych i nie ma sensu zagłębiać się w te sprawy.


Wojna się skończyła, ale nie kłopoty pana Franciszka, po wojnie jest poszukiwany jak większość AK- owców przez NKWD, tym bardziej, że po rozwiązaniu AK, zostaje członkiem jej następczyni, czyli organizacji WiN. Jeden z Sokołowskich milicjantów odgraża się, że zastrzeli go przy najbliższym spotkaniu. Nie zdążył wypełnić swojej obietnicy, zostaje przez kogoś zastrzelony.

To tylko moja sugestia, ale nasuwa mi się na myśl sprawa innego członka AK i WiN sądzonego za zabicie milicjanta z Sokołowa, czy można je połączyć ? Jan Ożóg ps. "TANK"

Warto zaznaczyć, że pan Franciszek był przyjacielem J.B. Ożoga, razem działali w AK i tak jak ten znany poeta pisał swoje wiersze, wiersze oparte na bezpośrednich przeżyciach i własnej obserwacji świata. Możemy poznać je w wydanym tomiku wierszy z innymi poetami ludowymi. Wiersze

Pan Franciszek przetrwał najtrudniejszy powojenny czas, udało mu się przeżyć, ale spokoju nie uzyskał, ciągle nachodzony przez funkcjonariuszy UB, postanawia w końcu wyjechać wraz z rodziną na ziemie odzyskane, tłumaczy to niewielką ilością ziemi, którą posiadał w Nienadówce a która nie gwarantowała jego rodzinie godnego życia. .Sprzedaje swój majątek i wyjeżdża z Nienadówki w 1956 roku do Gościeradza.


 Umiera w 2008 roku, sześć lat po swojej małżonce Zofii, z którą przeżył ponad 60 lat w małżeństwie. Swoje przemyślenia pozostawia w obszernych zapiskach poprzez lata 1958 - 1996 i te zapiski dzięki jego rodzinie możemy przedstawić na stronie, a jest to naprawdę ciekawe spojrzenie człowieka, który z uwagą opisywał sprawy rodzinne, jak i te państwowe. Czasem przekazuje swoje głębokie przemyślenia a czasem, i tu mam nadzieję, że nikt się nie obrazi, naiwność i bezradność starszego schorowanego człowieka, który jest świadkiem jak wszystko co budował i o czym marzył w jego mniemaniu idzie na zatracenie. Jestem jednak pod wielkim wrażeniem trafnie wyciąganych wniosków na podstawie tego co się działo wokół Niego i jak wiele sprawdziło się jego przewidywań.

Franciszek Chorzępa, lubił i umiał pisać, we wcześniejszych latach były to wiersze, a później........ po prostu, proza życia. Pierwsze wspomnienia spisane w roku 1988, są jakby próba przedstawienia historii Nienadówki na wzór J.B. Ożoga, jednak jest to tylko wstęp do opisu swojego życia, a przejść życiowych pana Franciszka, starczyło by dla kilku osób. Kiedy czytałem te wspomnienia człowieka, który nie wahał się poświecić swojego życia i losu rodziny dla Polski, to wstyd mi za tą Polskę, za tą która powstała po 1944 roku, ale i za tą po 1989. Wspomnienia

Dnia 1 września 1999 roku z okazji 60`tej rocznicy, pan Franciszek otrzymał list dziękczynny od władz woj. pomorskiego, za udział w walkach i pielęgnowaniu historii i tradycji w społeczeństwie, a zwłaszcza wśród młodzieży. W roku 2001 prezydent Polski Aleksander Kwaśniewski mianował szeregowego Franciszka Chorzępę do stopnia podporucznika Wojska Polskiego.



...Gdy nie masz siły to i Świat nie miły, tak ja już siły ani możności nie mam aby prowadzić takie życie jak miałem zaprogramowane w latach młodych. Wojna przerwała wszystkie a kiedy już podjąłem prace na ziemi to ukochałem tę dziedzinę. Rozwijałem tę gałąź i cieszyło mnie to przedsięwzięcie. Pobudowałem budynki z materiału swego wyrobu ziemia została doprowadzona do użytku. Dziś ziemia daje plony, ale to już koniec tej dobroci bo chwasty zwyciężają i ziemia na tym cierpi, a raczej rośliny uprawne. Budynki i inne urządzenia niszczeją a ja na to spoglądam boleśnie i nie mogę na to nic poradzić. Brak siły. Dzieci są innych myśli i po moich drogach nie chcą chodzić. Nie widzą jak pięknie rośnie zboże sad las i łąki. Jakie to jest pociągające. Nie czują i nie przeżywają jak pada deszcz i jak rośliny się ożywiają. Takie to wszystko pociągające. A te zwierzęta takie miłe i życzliwe ale kury, kaczki świnki? . Wszystko takie pociągające ale nie dla każdego. Ja tym się zachwyciłem i to mnie pociąga....

To tylko fragment wielostronicowego zeszytu, ja nie żałuję że przebrnąłem przez całość tego maszynopisu. Zapiski Franka Chorzępy



About | Privacy Policy | Sitemap
Copyright © Bogusław Stępień - 08/05/2013